Jadak powiedział, że chciałby się widzieć z Zenn Bien, po czym usiedli razem z Poste'em, żeby zaczekać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jakiś Bimm podał im parujące filiżanki ziołowej herbaty, a Jawa postawił koszyk ciasteczek na stoliku, przy którym siedzieli. Wkrótce zjawiła się sullustańska właścicielka salonu.
Sądząc po obwisłych fałdach policzkowych, Jadak oceniał jej wiek na jakieś siedemdziesiąt pięć standardowych lat. Jednak poza tym była żwawa, miała bystre spojrzenie, różową skórę, wytatuowane czoło i lśniące warkocze wymykające się spod eleganckiego czepka.
- Wy pewnie jesteście tymi, o których wspominał Rej Taunt - powiedziała rytmicznym basikiem.
Jadak podał te same fałszywe nazwiska, których użyli w rozmowie z przestępczym bossem na Carcelu.
- Mówił wam, że tak naprawdę „Druga Szansa" nigdy do mnie nie należała?
- Mówił.
- Podobno szukacie statku ze względów sentymentalnych.
Jadak pokiwał głową.
- Można tak powiedzieć. Mój wujek był jego właścicielem przed Tauntem.
Sullustanka westchnęła, a jej okrągłe uszy zadrgały. Usiadła naprzeciwko Poste'a, machając w powietrzu nogami.
- Może powinnam najpierw opowiedzieć wam całą historię
- Mam nadzieję, że dobrze się kończy - powiedział Poste.
Zerknęła na niego.
- Powiedzmy po prostu, że się kończy.
Zenn Bien, której imię znaczyło „spokojny wietrzyk", nie zdawała sobie sprawy, dopóki nie opuściła Sullusty, że nie wszystkie istoty zostały stworzone całkowicie równe. Jako przedstawicielka dwunożnej rasy podobnej do ludzi, cieszyła się i tak większym szacunkiem niż insektoidy czy jaszczury, jednak - ponieważ jej rasa należała do „drobnych" - niezliczone odmiany humanoidów, od Falleenów przez Bithów i Durosjan po Gotalów, patrzyły na nią z góry
- zarówno dosłownie, jak i w przenośni. I chociaż każda z ras obdarzona była jakimiś wyjątkowymi talentami i zdolnościami, rozmiar wydawał się mieć największe znaczenie. Jednak dyskryminacja, z jaką się spotykała, nigdy nie zmusiła jej do ucieczki z powrotem na bezpieczną Sullustę. Było tyle światów do zwiedzenia i tyle przygód do przeżycia, niezależnie od tego, czy ma się sto trzydzieści centymetrów, czy dwa i pół metra wzrostu.
Tuerto było światem, który przyciągał wielu odważnych Sullustan, chociaż nawet tam małe istoty były mało poważane. O pracę było trudno, a anonimowość była nieodłącznym towarzyszem.
Jednak istoty o wrodzonych umiejętnościach technicznych, które widzą w ciemności i którym wystarczy jeden rzut oka do zapamiętania mapy, zawsze mogą liczyć na możliwości nielegalnego zarobku, więc nie minęło dużo czasu, zanim Zenn Bien trafiła się jedna z takich możliwości.
Kradzież statku, tłumaczyła sobie po popełnieniu pierwszego z wielu takich czynów, to nie to samo co porwanie statku, przy którym prawie zawsze dochodziło do aktów przemocy, a ofiary
próbujące bronić swojej własności nierzadko doznawały obrażeń. Poza tym ofiary kradzieży otrzymywały zazwyczaj odszkodowanie od towarzystw ubezpieczeniowych, więc czasami wręcz wyświadczało się im przysługę, uwalniając od statku, na utrzymanie którego nie było ich stać.
Żaden ze statków, które Zenn Bien ukradła przez pierwszych parę lat swojego uczestnictwa w tym procederze, nie był przeznaczony do jej prywatnego użytku. W dziewięciu przypadkach na dziesięć pracowała dla rodzin przestępczych, realizujących zamówienia dla istot, które potrzebowały jednostki określonej klasy lub upatrzyły sobie konkretny statek. Rzadko kiedy miała okazję oglądać jeszcze statek po tym, jak wykonała swoją część roboty, która obejmowała złamanie systemu zabezpieczeń, wyłączenie kompletu urządzeń namierzających i
antywłamaniowych oraz jak najszybsze poderwanie statku do lotu. Większość skradzionych statków odprowadzano na odległe światy, gdzie zmieniano numery rejestracyjne i wymieniano telespondery, po czym statki rozpoczynały nowe życie u nowych właścicieli.
Quip Fargil był jednym z nielicznych ludzi na Tuerto, których zaliczała zarówno do swoich pracodawców, jak i przyjaciół. Notoryczny amator lotów kradzionymi statkami, Quip, wiele z tego. co umiał, nauczył się od Zenn Bien i tylko dwa razy wynajmował ją do kradzieży statku w celu jego późniejszej sprzedaży. Kiedy zaproponował jej dodanie do listy trzeciego, miała ochotę mu to wyperswadować. Jednak Quip potrafił być przekonujący.
- Pięćdziesięcioletni YT-tysiąc-trzysta - tłumaczył jej. - Stoi w imperialnym hangarze od tak dawna, że nikt się nawet nie zorientuje, że go nie ma.
- Na co ci pięćdziesięcioletni frachtowiec?
- Polecimy nim do sektora Tungra, rozbierzemy i sprzedamy na części.
- Frachtowiec na części?
- To YT-tysiąc-trzysta, laluniu. Na Zewnętrznych Rubieżach za części do tych statków można dostać małą fortunę.
Zaśmiała się z niedorzeczności tego pomysłu.
- Wiesz, ile paliwa będzie trzeba na taką podróż?
Miał i na to odpowiedź.
- Zatankujemy po drodze, na Sriluurze. Mam tam znajomego, który załatwi nam paliwo po cenie hurtowej, bez imperialnej akcyzy. Poleci z nami do Tungry i sam będzie nadzorował demontaż.
Ma już całą listę złomiarzy czekających w kolejce.
- Ile planujesz mi zapłacić?
- Dychę za pomoc w wyciągnięciu statku ze składu skonfiskowanych pojazdów, kolejne piętnaście za doprowadzenie go na Sriluur i do Tungry plus piętnaście procent tego, co zarobimy na częściach po odliczeniu kosztów. - Zrobił krótką pauzę, po czym dodał: - To więcej, niż potrzebujesz na tę operację oczu.
Tak jak w przypadku wielu Sullustan rogówki Zenn Bien zaczynały już szwankować. Zabieg korekcyjny byłby niewątpliwie lepszy niż konieczność noszenia gogli spektralnych przez resztę życia.
- Gdzie jest ten skład?
- Właściwie po sąsiedzku. W układzie Nilash. Tam też mam znajomego, który ułatwi nam zadanie.
- Imperialnego?
- Wiesz, ile zarabiają szeregowi marynarze? To już lepiej być szturmowcem.
- Więc opłacenie go wchodzi w koszty?
- Tak.
- A twój przyjaciel na Sriluurze?
- On zadowoli się udziałem w zyskach.