krzyż, ale już go nie boli, że ojciec wczoraj wypędził sługę, a dziś poszedł szukać innej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- Zastanawiając się nad tym, czym mógł się zajmować Orgevald, gdy był jeszcze normalnym człowiekiem, Grey poszedł spać, odruchowo drapiąc świeże ukąszenia...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- „Playboyu”, ratuj moje małżeństwo, co mam robić? Zbyszek PS I jeszcze wczoraj Magda przerwała milczenie tylko po to, żeby mi...
- - Katy - zapytał Heathcliff - jesteś dziś zajęta? Czy się gdzieś wybierasz?- Nie...
- pytając: - Pan do pani Ingi, co ją dziś przyjęliśmy? Michał skinął głową...
- - Ufasz mu?- Nie, ale dziesięć kilometrów przed Londynem zatrzymał się dla nabrania benzyny i poszedł do toalety...
- Drżąc od stóp do głów, poszedł na górę do pokoju, skąd wywołano go ostatnim razem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
..
Potem, nie uwalniając mi ręki, prosił, ażebym zmówił cały pacierz.
Zmówiłem, a gdym zaczął: „Kiedy ranne wstają zorze”, przerwał mi:
– Mów jeszcze – rzekł – „Wszystkie nasze dzienne sprawy...” Ja
już się jutro pewnie nie obudzę...
Słońce zaszło, nadciągnęła jakaś szara noc, bo poza chmurami
świecił księżyc. W domu nie było świecy, zresztą – nie myślałem na-
wet zapalać jej. Józio był coraz niespokojniejszy, bredził i tylko chwilami odzyskiwał przytomność.
Już było późno, kiedy od ulicy kołatnęła furtka z wielkim hałasem.
Przez podwórze przeszedł ktoś i gwiżdżąc otworzył drzwi naszej izby.
– To tatko? – jęknął garbusek.
– Ja, mój synu! – odparł przybysz ochrypniętym głosem. –Jakże ci
tam? Pewnie lepiej!... Tak być powinno!... Zawsze uszy do góry, mój synu...
– Tatku... nie ma światła... – mówił Józio.
– Głupstwo światło!... A to kto?... – zawołał potykając się o mnie.
– To ja... – odparłem.
– Aha! Łukaszowa? dobrze!... Prześpij się dziś, a jutro – sprawię ci wnyki... Ja gubernator!... Rum-jamajka!...
– Dobranoc, tatku!... dobranoc!... – szeptał Józio.
NASK IFP
UG
38
Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG
– Dobranoc, dobranoc, moje dziecko!... – odparł przybysz i schy-
liwszy się nad łóżkiem – mnie pocałował w głowę. Uczułem, że pod
pachą miał butelkę.
– Wyśpij się – dodał – a jutro marsz do szkoły!... Krokiem ma-
arrsz!... Rum-jamajka!... – wrzasnął i poszedł do drugiego pokoiku.
Tam ciężko usiadł, widocznie na kufrze, uderzył głową o ścianę, a
po chwili – rozległo się miarowe bulgotanie, jakby ktoś pił.
– Kaziu!, ..-szepnął garbusek-jak już będę... tam.. .przyjdź do mnie czasem. Powiesz mi, co zadano na lekcje... W drugim pokoju wrzasnął
przybysz:
– Zdrowia życzymy panu gubernatorowi!... Wiwat!... Ja guberna-
tor!... Rum-jamajka!...
Józio począł się trząść i mówić coraz niespokojniej:
– Tak mnie łamie!... Czyś ty na mnie usiadł, Kaziu? Kaziu!... O, nie bijcie mnie już!...
– Rum!... Rum-jamajka – wołano w drugim pokoju. Znowu coś za-
bulgotało, a potem – butelka z przeraźliwym brzękiem uderzyła o pod-
łogę.
Józio przyciągnął moją rękę do ust, schwycił zębami za palce i –
nagle puścił. Już nie oddychał.
– Panie! – zawołałem. – Panie! Józio umarł!...
– Co tam pleciesz? – mruknął głos z drugiego pokoju. Zerwałem
się z łóżka i stanąłem we drzwiach patrząc w ciemność.
– Józio umarł!... – powtórzyłem cały drżący. Człowiek rzucił się na kufrze i wykrzyknął:
– Wynoś mi się stąd, błaźnie!... Ja, jego ojciec, lepiej wiem, czy on umarł!... Wiwat pan gubernator!... Rum-jamajka!...
Uczułem trwogę i uciekłem.
Przez całą noc nie mogłem spać, miałem dreszcze, męczyły mnie
jakieś straszne marzenia. Z rana obejrzał mnie gospodarz naszej stancji, powiedział, że mam gorączkę, że pewnie zaraziłem się od przejechane-go Józia, i – kazał mi postawić na krzyżu dwanaście baniek ciętych. Po tym lekarstwie nastąpiło, jak mówił gospodarz, takie przesilenie, żem tydzień leżał w łóżku.
Nie byłem na pogrzebie Józia, którego odprowadziła cała nasza
klasa z nauczycielami i księdzem prefektem. Mówiono mi, że miał
czarną trumnę aksamitną, tak małą jak pudełko od skrzypców.
NASK IFP
UG
Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG
39
Ojciec jego strasznie płakał, a na cmentarzu złapał trumnę i chciał z nią uciekać. Ale pomimo to Józia pochowali, a jego ojca komisarz z
policjantem wyprowadzili z cmentarza.
Gdy pierwszy raz poszedłem do szkoły, powiedziano mi, że ktoś co
dzień wypytuje się o mnie. Jakoż o jedenastej wypukano mnie.