Zastanawiając się nad tym, czym mógł się zajmować Orgevald, gdy był jeszcze normalnym człowiekiem, Grey poszedł spać, odruchowo drapiąc świeże ukąszenia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekÅ‚ pan MichaÅ‚...
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaÅ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- — A czy byÅ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaÅ‚ szakal...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
VII. Zasadzka
Następny dzień wstał zimny i wietrzny. Po drodze Grey zauważył bażanty kryjące się w krzewach, krowy próbujące szukać ciepła, leżąc na polach, i dachy dosłownie pokryte gołębiami siedzącymi jeden obok drugiego, by się ogrzać. Stwierdził, że wbrew potocznej opinii ptaki mają więcej rozumu niż niejeden człowiek. Na przykład on.
Tylko że ptaki nie miaÅ‚y obowiÄ…zków. Choć prawdÄ™ mówiÄ…c, nie tylko obowiÄ…zki byÅ‚y przyczynÄ… wyjazdu. Po części gnaÅ‚a go ciekawość, po części podejrzenia – chciaÅ‚ odnaleźć Cyganów, a zwÅ‚aszcza jednÄ… CygankÄ™. TÄ™, z którÄ… krótko przed Å›mierciÄ… kłóciÅ‚ siÄ™ szeregowy Bodger.
A tak zupeÅ‚nie szczerze – a mógÅ‚ sobie na szczerość pozwolić, jako że byÅ‚ sam – chciaÅ‚ też zobaczyć, jak miewa siÄ™ kanonier o czerwonych ustach.
Natomiast najważniejszym powodem wyprawy było pragnienie opuszczenia zamku. Nie czuł się bezpieczny pod jednym dachem z księżną Louisa i jej teściową. A do biura w miasteczku nie miał ochoty iść ze względu na możliwość napotkania Stephana.
Cała sytuacja była rodem z tandetnej farsy, ale nic nie mógł na to poradzić. A na dodatek ciągle o tym wszystkim myślał. I o Stephanie.
Mógł naturalnie oszukiwać sam siebie, jeśli chodziło o tego ostatniego. Był próżny jak każdy, ale mógłby przysiąc... myśli krążyły w zaklętym kręgu i za każdym razem, gdy chciał przestać, czuł ciepło i odruchową pewność siebie właściciela, z jaką Stephan go pocałował. Tego sobie nie wymyślił, a mimo to...
Zatopiony w myślach dotarł do stanowiska artylerzystów, nie wiedząc jak i kiedy. I stwierdził, że młodzieńca tam nie ma.
– Franz? Pewnie poszedÅ‚ poszukać czegoÅ› do jedzenia. – Porucznik Dietrich wzruszyÅ‚ ramionami. – Albo zatÄ™skniÅ‚ za domem i uciekÅ‚. MÅ‚odym to siÄ™ czÄ™sto zdarza.
– PrzestraszyÅ‚ siÄ™ – dodaÅ‚ któryÅ› z kanonierów.
– Czego? – spytaÅ‚ ostro Grey, zastanawiajÄ…c siÄ™, czy mimo wszystkich Å›rodków ostrożnoÅ›ci wieść o sukubie jednak tu nie dotarÅ‚a.
– On siÄ™ baÅ‚ wÅ‚asnego cienia – burknÄ…Å‚ Samson. – CiÄ…gle gadaÅ‚ o tym dzieciaku, którego pÅ‚acz usÅ‚yszaÅ‚ po nocy.
– MyÅ›laÅ‚em, że ty też go sÅ‚yszaÅ‚eÅ› – odezwaÅ‚ siÄ™ niezbyt przyjaźnie inny. – Wtedy, nad rzekÄ…, gdy tak laÅ‚o.
– Ja? Nic nie sÅ‚yszaÅ‚em poza piskami Franza – wyjaÅ›niÅ‚ Samson, wywoÅ‚ujÄ…c salwÄ™ Å›miechu obecnych. – Ile razy grzmotnęło, tyle razy piszczaÅ‚.
Grey odetchnął z ulgą, bo po pierwszej wypowiedzi był już pewien, że chłopak się zdradził.
– UciekÅ‚ do domu – oceniÅ‚ Dietrich. – I dobrze. Z tchórza żaden pożytek.
Coś w zachowaniu porucznika przeczyło tej stanowczej ocenie, ale Grey nie zastanawiał się co, bo było to bez znaczenia. Nie mógł rozkazać im niczego, a więc i przedsięwzięcia poszukiwań. Dlatego pożegnał się i pojechał dalej.
Przejechał przez most, przyglądając się rzece. Woda trochę opadła i nurt nie niósł już drzew czy zwłok, a jedynie liście i jakieś drobne, na wpół zatopione rzeczy. Nie chciał się zatrzymywać, ale na ile mógł, na tyle uważnie sprawdził, czy gdzieś w okolicy mostu nie ugrzęzło zmasakrowane ciało młodzieńca albo czy pod powierzchnią nie unosi się twarz topielca o pełnych ustach.
Nie znalazł niczego oprócz zwykłych niesionych przez wodę śmieci i z westchnieniem ulgi skierował się w stronę wzgórz.
Nie wiedział, dokąd jechali Cyganie, jedynie w jakim kierunku zmierzali, gdy artylerzyści ich ostatni raz widzieli. Szanse na znalezienie ich miał więc niewielkie, ale nie zniechęcał się. Szukał uparcie, regularnie przepatrując okolicę przez lunetę, i wypytywał każdego, kogo spotkał.
Co następowało raczej rzadko. Zawsze byli to chłopi albo smolarze. Najczęściej zresztą uciekali, gdy tylko zobaczyli jego czerwony mundur. Ci, którzy nie zdążyli, żegnali się regularnie w czasie rozmowy, ale nikt nie przyznał, że widział Cyganów lub słyszał, gdzie obozują.
Było już późne popołudnie, gdy Grey doszedł do wniosku, że czas zakończyć poszukiwania i udać się w drogę powrotną, jeśli nie chce nocować pod gołym niebem. Z zapasów miał tylko butelkę piwa i krzesiwo, a perspektywa udania się na spoczynek z żołdakiem nie była atrakcyjna. A należało jeszcze pamiętać, że o kilka mil na zachód obozowały wojska francuskie, które podobnie jak angielskie rozsyłały w teren zwiadowców. Co prawda miał w olstrach dwa nabite pistolety, a przy boku szpadę, którą władał niezgorzej, ale w starciu z liczniejszym patrolem nie dałoby mu to wiele.
Ponieważ nie chciaÅ‚ ryzykować zranienia Karolusa podczas jazdy po podmokÅ‚ym terenie, na poszukiwania wybraÅ‚ siÄ™ na gniadoszu majÄ…cym doskonaÅ‚e maniery i niezwykle pewny krok. DziÄ™ki temu, mocno już zmÄ™czony, mógÅ‚ skoncentrować uwagÄ™ na celu wyprawy. RoÅ›linność na otaczajÄ…cych go wzgórzach byÅ‚a w ciÄ…gÅ‚ym ruchu, ponieważ wiatr co chwila zrywaÅ‚ siÄ™ niespodziewanie. WywoÅ‚ywaÅ‚o to zÅ‚udzenia optyczne – Greyowi wydawaÅ‚o siÄ™, że widzi ludzi, zwierzÄ™ta czy fragmenty wozu. Kiedy przyglÄ…daÅ‚ siÄ™ dokÅ‚adniej, ksztaÅ‚ty okazywaÅ‚y siÄ™ tylko grÄ… Å›wiatÅ‚a.
Na dodatek wiatr wył i zawodził w różnych tonacjach, a zmęczony umysł dodawał głosy do iluzji. Od dłuższej chwili na przykład zdawało mu się, że słyszy płacz dziecka. Przetarł dłonią twarz i potrząsnął głową. Ale wrażenie pozostało.
Ściągnął cugle, a gdy wierzchowiec stanął, zaczął nasłuchiwać, kręcąc głową. Był pewien, że to, co słyszy, było rzeczywistym dźwiękiem, nie złudzeniem, ale nie mógł się zorientować, skąd pochodzi.
Koń też musiał wychwycić ten dziwny odgłos, gdyż zastrzygł uszami i rzucił nerwowo łbem.
– SkÄ…d? – spytaÅ‚ Å‚agodnie Grey, kÅ‚adÄ…c mu cugle na szyi. – SkÄ…d to dobiega? Możesz znaleźć źródÅ‚o?