- Katy - zapytał Heathcliff - jesteś dziś zajęta? Czy się gdzieś wybierasz?- Nie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- bool move_uploaded_file (string filename, string destination)msqlZwraca dodatni identyfikator wyniku zapytania mSQL, lub False w przypadku wystpienia...
- – Co, trupia głowa? – zapytał Legrand...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- – Ja tu gadam, a nie zapytałem wcale, jak ci się udało powstrzymać czarnych jeźdźców?– Jestem furtianem, Wasza Wysokość...
- – Co to jest wrogość? – zapytał na jednym z wykładów terapeuta Mojżesz alias Ja Alkohol...
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
- Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
- Wyobraź sobie, że siedzisz w klasie z trzydziestoma innymi uczniami i nauczyciel zapyta, który z kolorów tęczy jest najładniejszy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Deszcz pada.
- Więc czemu włożyłaś jedwabną sukienkę? Chyba nie spodziewasz się gości?
- Nie wiem nic o żadnych gościach - wyjąkała. - Ale ty powinieneś być teraz w polu. Obiad skończył się godzinę temu. Myślałam, że już poszedłeś.
- Hindley rzadko nas uwalnia od swojej przeklętej obecności - odparł chłopiec. - Dziś już nie będę pracował. Zostanę z tobą.
- Józef może naskarżyć. Lepiej idź.
- Józef ładuje wapno i jest daleko od domu. Będzie zajęty do zmroku, nie dowie się!
To mówiąc rozsiadł się przed ogniem. Katarzyna zastanawiała się ze zmarszczonymi brwiami nad wyjściem z trudnego położenia. Minutę trwało milczenie. Wreszcie rzekła:
- Izabela i Edgar Linton zapowiedzieli się na dzisiaj. Pada, więc chyba nie przyjadą. Ale jeżeliby przyjechali, naraziłbyś się niepotrzebnie na przykrość.
- Niech Ellen powie, że jesteś zajęta - upierał się. – Nie wypraszaj mnie dla tych twoich głupich, marnych przyjaciół. Czasami miałbym ochotę poskarżyć się, że oni... Ale nie...
Katarzyna popatrzyła na niego z niepokojem.
- Że oni... co?... Och, Nelly! - tu niechętnie potrząsnęła głową wyrywając włosy z moich rąk. - Zupełnie mi roztrzepałaś loki! Dosyć! Możesz iść! Na co chcesz się skarżyć, Heathcliffie?
- O, na nic... Spójrz tylko na kalendarz na ścianie. - Pokazał kartę w ramce, wiszącą koło okna. - Krzyżykami oznaczone są wieczory, które spędziłaś z Lintonami, a kropkami te, które darowałaś mnie. Czy widzisz? Znaczyłem każdy dzień.
- Jakiś ty głupi! Ja się nad tym wcale nie zastanawiam - parsknęła. - Na cóż to?
- Żeby ci pokazać, że ja się zastanawiam.
- Czy zawsze mam siedzieć tylko z tobą? - pytała coraz bardziej zdenerwowana. - Cóż to za przyjemność? O czym z tobą można rozmawiać? Taką samą rozmowę czy zabawę mogłabym mieć z niemową albo noworodkiem.
- Nigdy mi nie mówiłaś, że za mało rozmawiam i że nie lubisz mego towarzystwa! - zawołał chłopiec głęboko wzburzony.
- Kto nic nie wie i nic nie mówi, nie nadaje się do towarzystwa - mruknęła.
Heathcliff wstał, lecz nim zdążył dobitniej wyrazić swoje uczucia, zadzwoniły podkowy na bruku podwórza, potem dało się słyszeć delikatne pukanie i wszedł Edgar Linton, cały rozpromieniony z powodu .niespodziewanego zaproszenia. Katarzynę musiało uderzyć przeciwieństwo między młodzieńcami, gdy jeden wychodził, a drugi wchodził. Różnica była taka, jak między górzystym pustkowiem pokrytym szybami węglowymi a piękną, żyzną doliną. Głos i sposób powitania przybysza były zgodne z jego powierzchownością. Mówił cicho, łagodnie i wymawiał słowa tak samo jak pan, panie Lockwood. Nasza tutejsza mowa jest twarda.
- Czy nie za wcześnie przybywam? - zapytał rzucając spojrzenie w moją stronę. Zaczęłam właśnie wycierać talerze i porządkować szuflady w kredensie, w głębi pokoju.
- Bynajmniej - odparła Katarzyna. - Co tam robisz, Nelly?
- Swoją robotę, panienko. - (Pan Hindley nakazał mi nie pozostawiać ich nigdy samych.)
Podeszła do mnie od tyłu i rzuciła w ucho ostrym szeptem:
- Wynoś się razem ze swoimi ścierkami! Służba nie robi porządków w pokoju, w którym są goście.
- Dobrze się złożyło dzisiaj, że pana nie ma w domu - odpowiedziałam na głos. - Pan nie cierpi porządkowania w swojej obecności. Jestem pewna, że pan Edgar nie będzie się na mnie gniewał.
- Ale ja nie cierpię porządkowania w mojej obecności - zawołała gwałtownie, nie dając gościowi dojść do słowa. Sprzeczka z Heathcliffem wytrąciła ją z równowagi.
- Przykro mi, panienko, ale cóż począć? - odrzekłam i dalej pilnie robiłam swoje.
Katarzyna w przekonaniu, że Edgar tego nie zauważy, wyrwała mi ścierkę z ręki, przy czym silnie i boleśnie uszczypnęła mnie w ramię. Wspomniałam już, że jej nie lubiłam i że sprawiało mi przyjemność utrzeć jej nosa przy sposobności. A poza tym zadała mi okropny ból. Zerwałam się więc z kolan i krzyknęłam:
- O, panienko, to bardzo brzydko! Tak nie można! Panienka nie ma prawa mnie szczypać i nie zamierzam tego znosić.
- Nie dotknęłam cię, kłamczuchu! - pisnęła i chętnie byłaby mnie uszczypnęła jeszcze raz. Twarz jej ze złości zaczerwieniła się aż po uszy. Nigdy nie umiała panować nad sobą, natychmiast po twarzy można było poznać, co przeżywa.
- Więc co to jest? - pokazałam siniak na ramieniu. Panienka tupnęła nogą, zawahała się i w uniesieniu wymierzyła mi taki policzek, że nie mogłam powstrzymać łez.
- Katarzyno kochanie, Katarzyno! - wstawił się Linton, przejęty zgrozą, że jego bóstwo zdolne jest do kłamstwa i gwałtowności.
- Ellen, wyjdź w tej chwili! - powtórzyła Katarzyna drżąc na całym ciele.
Mały Hareton, który chodził za mną krok w krok i siedział w pobliżu na podłodze, na widok moich łez sam również uderzył w płacz. Wśród łkań skarżył się na „niedobrą ciocię Katy” i tym ściągnął burzę na swoją biedną głowę. Pochwycony przez nią za ramiona i gwałtownie tarmoszony, posiniał na buzi. Edgar, by dziecko uwolnić, przytrzymał ją odruchowo za race. Natychmiast jedna z tych rączek puściła dziecko i spadła na jego ucho z taką siłą, że nie mógł tego wziąć za żart. Cofnął się zaskoczony. Porwałam Haretona i wyniosłam się do kuchni, ale nie zamknęłam drzwi za sobą, by słyszeć, jak też oni się pogodzą. Znieważony gość skierował się do miejsca, gdzie leżał jego kapelusz. Pobladł i usta mu drżały.