* * *Kosutic zerwała się, kaszląc i parskając...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zanim jeszcze David skończył mówić, Cantor zerwał się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił krzesło, na którym przed chwilą siedział...
- Zerwał z siebie marynarkę i koszulę...
- i wziąć się do roboty (i nauki)...
- Oczy Zakatha świeciły niczym błyskawice, gdy patrzył na urzędnika...
- w swoim rodzaju...
- wanie tych związkó v~ a powtórzenia czy ćwiczenia ograniczone były do minimum...
- Bitwę można było uważać za wygraną, lecz do jej końca było daleko...
- – Obiecałam, że poznają prawdę, Travis...
- Ciemność
- Górne piętra były zupełnie ciemne, ale w oknach na parterze paliło się żółte, przyćmione światło...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jedno z jucznych zwierząt trafiło ją ogonem tak mocno, że kombinezon sierżant stwardniał, a ona sama przeleciała w powietrzu dziesięć metrów i rąbnęła w pień drzewa. Obróciła się i natychmiast dostrzegła ryczącego drapieżnika. Pasek jej karabinu nie pękł, podniosła więc broń do ramienia i zamarła. Patyczek, który wetknęła w lufę, był na szczęście suchy, przestawiła więc magazynek na amunicję przeciwpancerną i dokładnie wycelowała w głowę bestii.
* * *
Dwa wystrzały zlały się w jedno, rozbrzmiewając w chwili, kiedy reszta marines przeładowywała broń. Armand Pahner rzucił się szczupakiem w bok. Sunący szybko potwór zatrzymał się w miejscu, gdzie przed chwilą był kapitan, a dookoła rozeszła się fala wody, błota i połamanych roślin.
Pahner wynurzył się natychmiast, ściskając pistolet w obu rękach, ale było już po wszystkim. Atul leżał powalony, w pośmiertnych drgawkach, bijąc jeszcze słabo ogonem. Grzbiet prążkowanej bestii sięgał pół metra nad głowę wysokiemu marine. Kapitan spojrzał na Rogera, który trzęsącymi się dłońmi przeładowywał broń.
– DziÄ™kujÄ™, Wasza Wysokość – powiedziaÅ‚, chowajÄ…c spokojnie pistolet do kabury.
– De nada – odparÅ‚ Roger. – Spierdalajmy już z tego bagna.
– Pana, czy mój? – spytaÅ‚a Kosutic.
Podeszła do bestii i opróżniła pół magazynka w jej opancerzony łeb.
– Hmm. – Roger obejrzaÅ‚ to, co z niego zostaÅ‚o. WyglÄ…daÅ‚o na to, że najwiÄ™cej spustoszeÅ„ dokonaÅ‚ jedenastomilimetrowy pocisk. – Chyba mój.
– W takim razie – powiedziaÅ‚a sierżant, wkÅ‚adajÄ…c do karabinu nastÄ™pny magazynek – pan go zabiÅ‚, pan zdejmuje jego skórÄ™.
* * *
Dobrą stroną sytuacji było to, że stwór, którego Mardukanie nazywali atul grack, a ludzie po prostu gigabestią, był polującym samotnie terytorialnym drapieżnikiem, który potrzebował wysoko położonego, suchego kawałka lądu. Jakiś czas to trwało, ale w końcu pobratymcy Corda znaleźli suchy ląd.
Rzekę również.
Ogromny kopiec, wyraźnie sztucznie stworzony, byÅ‚ niegdyÅ› częściÄ… systemu wałów, utrzymujÄ…cych rzekÄ™ Hurtan w jej korycie. Na Å›rodku wyspy staÅ‚y resztki ambony obserwacyjnej – kilka zwÄ™glonych badyli, ledwie widocznych spod gÄ™stwy mardukaÅ„skich saprofitów – a obok widać byÅ‚o niewyraźne zarysy drogi, biegnÄ…cej niegdyÅ› równolegle do rzeki.
Hurtan nie była wielka, ale wystarczająco duża, by sprawiać problemy. Prąd wody był wyraźnie widoczny, co na takich bagnach było niezwykłe.
– Nic z tego – powiedziaÅ‚ D’len Pah. – Flar-ta pÅ‚ywajÄ…, ale nie aż tak dobrze.
Ze wzniesienia widać było również niewysokie góry, a może wzgórza, pośród których leżał następny cel ich wędrówki. Wydawał się być w zasięgu ręki, oddalony zaledwie o dzień marszu.
Jeśli tylko uda im się przejść przez rzekę.
– MoglibyÅ›my pójść w górÄ™ rzeki – zaproponowaÅ‚ Roger – poszukać brodu. ByÅ‚ tu jakiÅ›? – spytaÅ‚ Corda, który potrzÄ…snÄ…Å‚ gÅ‚owÄ….
– Prom.
– MoglibyÅ›my zbudować tratwÄ™... – zaczÄ…Å‚ Pah.
– A-a – pokrÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ… Pahner. Wszyscy umilkli. Kapitan zamyÅ›lonym wzrokiem patrzyÅ‚ na rzekÄ™.
– Most? – spytaÅ‚a Kosutic.
– Tak – odparÅ‚ dowódca kompanii. – A zwierzÄ™ta przeciÄ…gniemy. Pah – zwróciÅ‚ siÄ™ do poganiacza – flar-ta mogÄ… przeprawić siÄ™ same?
– Tak. Dobrze pÅ‚ywajÄ…, ale nie możemy przeprawiać siÄ™ na ich grzbiecie, bo jeÅ›li spadniemy, potopimy siÄ™. Bez nas zwierzÄ™ta spanikujÄ… i też potonÄ…. – KlasnÄ…Å‚ w rÄ™ce, zaniepokojony. – Nie chcesz chyba żadnych stracić, prawda?
– Nie, nie, nie – uspokoiÅ‚ go Pahner. – Ale przejdziemy przez rzekÄ™. W tym miejscu.
* * *
– Dlaczego, kurde, ja to musze robić? – spytaÅ‚ z wyrzutem Poertena, Å›ciÄ…gajÄ…c buty.
– Bo jesteÅ› z Pinopy – powiedziaÅ‚a mu Kosutic. – A wszyscy wiedzÄ…, że PinopaÅ„czycy pÅ‚ywajÄ… jak ryby.
– To stereotyp i tyle – warknÄ…Å‚ mechanik. WyplÄ…taÅ‚ siÄ™ z upapranego kombinezonu i stanÄ…Å‚ na brzegu w samych majtkach. Elastyczny syntetyk idealnie nadawaÅ‚ siÄ™ na kÄ…pielówki. – To, że jestem z Pinopy, nie znaczy, że umiem pÅ‚ywać!
– A nie umiesz? – zapytaÅ‚ z zaciekawieniem Julian. – Bo jak nie umiesz, to bÄ™dziemy mieli ubaw po pachy, jak ciÄ™ wepchniemy do wody.
Pieszczura obwąchała ich obu, zeszła na brzeg, poniuchała chwilę i syknęła. Niech rzekę przepływa ktoś inny.
– No, umiem – przyznaÅ‚ Poertena.
– CaÅ‚kiem nieźle, prawda? – spytaÅ‚a Kosutic.
Musiała się zgodzić, że to stereotyp. Mógł istnieć Pinopańczyk nie umiejący pływać. Tak samo, jak mógł istnieć ktoś z planety Sherpa, będącej właściwie jednym wielkim łańcuchem górskim, kto miałby lęk wysokości. Było to możliwe, ale przypominałoby banie się tlenu.
– No, tak – przyznaÅ‚ kwaÅ›no mechanik. – ByÅ‚em w drużynie pÅ‚ywackiej w liceum, a mówiÄ™ wam, konkurencja byÅ‚a, kurde, niezÅ‚a. Ale nie o to chodzi!
– Jasne. OczywiÅ›cie. ÅšwiÄ™ta racja – zgodziÅ‚ siÄ™ z nim Julian, obwiÄ…zujÄ…c go w pasie linÄ…. – Jedna ofiara dla bóstw rzeki, chlup!
* * *
Roger potrząsnął głową słysząc to przekomarzanie i odbezpieczył karabin. Rzeka wyglądała spokojnie, ale nikt nie miał zamiaru dać się zwieść pozorom..
Sztucer wyposażony byÅ‚ w standardowy magazynek, mieszczÄ…cy trzy naboje, by oszczÄ™dzić na wadze – wielkie pociski magnum sporo ważyÅ‚y – producent jednak oferowaÅ‚ również dziesiÄ™cionabojowe magazynki wymienne. Roger nie potrafiÅ‚ pojąć, po co komuÅ›, kto byÅ‚ w stanie trafić w to, co celowaÅ‚, dziesięć naboi – chyba że, oczywiÅ›cie, ten ktoÅ› polowaÅ‚ na ciężkie czoÅ‚gi – karabin jednak fabrycznie wyposażony byÅ‚ w dwa takie magazynki, a książę zabraÅ‚ je ze sobÄ…, nawet siÄ™ nad tym nie zastanawiajÄ…c.