Oczy Zakatha świeciły niczym błyskawice, gdy patrzył na urzędnika...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- liski Micha 184 widrygieo ksi 57, 265 widziska Wanda 322 widziski Karol 322 wierzewski Ludwik 241 wiciccy 138 winka Jan 184 winka Mikoaj 184 wirscy 230...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- Wszystkie oczy wpatrywały się w kanapkę i gdy Harry uniósł ją, bywziąć potężny kęs, zauważył, że Mark Sway śledzi każdy jego ruch...
- tim beardsley,(w poszukiwaniu nowej drogi w kosmos) sprzeda˝ wysy∏kowà Po∏àczone linà cia∏a podlegajà oczy- smiczny bez trudu dotar∏by w...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Oczy tamtego zwęziły się i jeszcze bardziej lodowaty tonem dorzucił:— Dowiedź tego...
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaWosPan starosta jad przy stole,Naraz patrzy - wos w rosole...
- Gdy tak patrzył, wzeszedł księżyc, spadł deszcz meteorytów i pokazała się zorza polarna, kur zapiał po trzykroć, zagrzmiało! przeleciało stado gęsi w szyku...
- Poza t chwil oburzenia patrzya cay czas z prawdziwym podziwem, jak mnieobwieszaj tymi krawatami, lecz zarazem z rosncym niepokojem, e bd wida...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jest jeszcze czas, by się zastanowić, panie - dodał Brador rozsądnie. - To wyłącznie moja ocena sytuacji. Jestem pewien, że będziesz chciał potwierdzić to, co ci przekazałem, i skontaktujesz się z naczelnym dowództwem.
- Nie - rzucił krótko Zakath. - Decyzja należy do mnie. - Wpatrywał się w podłogę z nachmurzoną miną. - W porządku, Bradorze, sprowadzimy armię do kraju. Idź i przekaż naczelnemu dowództwu, że pragnę się z nimi natychmiast widzieć.
- Tak, wasza wysokość. Garion wstał.
- Ile czasu potrzeba, by twoje oddziały przypłynęły z Cthol Murgos? - spytał ponuro.
- Około trzech miesięcy - odparł Zakath.
- Nie mogę czekać tak długo, Zakacie.
- Bardzo mi przykro, Garionie, lecz obaj nie mamy żadnego wyboru. Ani ty, ani ja nie opuścimy Mal Zeth przed przybyciem armii.
Rozdział VIII
Nazajutrz Silk pojawił się wcześnie w komnatach Gariona i Ce’Nedry. Mały człowieczek znów miał na sobie kubrak i grube pończochy, lecz tym razem nie przyozdobił swego stroju tak imponującą liczbą klejnotów. Przez ramię miał przewieszone dwie togi malloreańskie - lekkie, wielobarwne szaty noszone przez większość mieszkańców Mal Zeth.
- Czy chcielibyście udać się do miasta? - spytał Gariona.
- Nie sądzę, żeby wypuścili nas z pałacu.
- Zdążyłem już o to zadbać. Brador wydał pozwolenie pod warunkiem, że nie będziemy próbowali umknąć ludziom, którzy będą za nami podążać.
- To przykra perspektywa. Nie cierpię, gdy ktoś depcze mi po piętach.
- Przyzwyczaisz się do tego.
- Czy masz jakiś szczególny powód, czy będzie to jedynie krajoznawcza wycieczka?
- Chcę zatrzymać się przy naszych biurach i porozmawiać z faktorem.
Garion obdarzył go zdumionym spojrzeniem.
- Agentem, który zajmuje się naszymi sprawami w Mal Zeth.
- Aha, nigdy wcześniej nie słyszałem tego słowa.
- To dlatego, że nie zajmujesz się handlem. Nasz człowiek nazywa się Dolmar. Jest niezwykle efektywnym Melcenem i nie kradnie przy tym zbyt wiele.
- Nie jestem pewien, czy będę się dobrze bawił słuchając waszych rozmów o handlu - powiedział Garion
Silk rozejrzał się ukradkiem.
- Mógłbyś wiele się dowiedzieć, Garionie - powiedział, lecz jego palce poruszały się już intensywnie. „Dolmar może powiedzieć nam, co naprawdę dzieje się w Karandzie” - wygestykulował. - Myślę, że powinieneś pójść...
- No cóż - rzekł Garion z lekko przesadzoną aprobatą - może masz rację. Poza tym te mury dookoła zaczynają zacieśniać się wokół mnie.
- Proszę - powiedział Silk wyciągając rękę z jedną z szat - Włóż ją.
- Nie jest zbyt zimno, Silku.
- Ta toga nie ma cię chronić przed zimnem. Ludzie odziani w zachodnie stroje przyciągają uwagę na ulicach Mal Zeth, a ja nie lubię, jak ktoś się na mnie gapi. - Silk wyszczerzył zęby w uśmiechu. - To bardzo niemiłe dla kieszonkowców, gdy wszyscy na ulicy cię obserwują. Pójdziemy?
Toga, którą Garion przywdział, nie miała z przodu żadnego zapięcia i zwieszała mu się z ramion aż do stóp. Było to praktyczne wierzchnie odzienie z głębokimi kieszeniami po obu stronach. Materiał wydawał się stosunkowo cienki, powiewając przy każdym ruchu.
Garion podszedł do drzwi przyległej komnaty. Ce’Nedra rozczesywała swe bujne, nadal wilgotne po porannej kąpieli włosy.
- Idę do miasta z Silkiem - powiedział. - Potrzebujesz czegoś?
Zamyśliła się.
- Poszukaj dla mnie jakiegoś grzebienia - powiedziała unosząc nieco ten, który trzymała w ręku. - Mój się już bardzo zestarzał.
- Dobrze. - Odwrócił do wyjścia.
- A jak już idziesz - dodała - może byś wybrał dla mnie sztukę cyraneczkowozielonego jedwabiu, jeśli taki znajdziesz. Powiedziano, że w pałacu jest niezwykle utalentowana krawcowa.
- Zobaczę, co się da zrobić. - Odwrócił się ponownie.
- I może kilka łokci koronki. Uważaj tylko, żeby nie była zbyt zdobna. Niech będzie w dobrym guście.
- Coś jeszcze? Uśmiechnęła się do niego.
- Zrób mi jakąś niespodziankę. Uwielbiam niespodzianki.
- Grzebień, sztuka cyrankowozielonego jedwabiu, kilka łokci koronki w dobrym guście i niespodzianka. - Wyliczył na palcach.
- Przynieś mi również taką szatę, jaką masz na sobie. Czekał.
Zacisnęła usta myśląc intensywnie.
- Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, Garionie, lecz ty i Silk moglibyście spytać Liselle i lady Polgarę, czy czegoś nie potrzebują.
Westchnął.
- Tak przez grzeczność, Garionie.
- Oczywiście, kochanie. Może będzie lepiej, jak sporządzę listę.
Gdy Garion wrócił, twarz Silka pozostawała bez wyrazu.
- No i co? - spytał Garion.
- Nic nie mówiłem.
- To dobrze. Wyszli.
- Garionie! - zawołała Ce’Nedra.
- Tak, kochanie?
- Poszukaj także jakichś słodyczy.
Garion wyszedł za Silkiem na korytarz, zamykając za sobą drzwi zdecydowanym ruchem.
- Bardzo dobrze to znosisz - przyznał Silk.
- Praktyka.
Velvet wzbogaciła rosnącą listę o kilka dodatkowych produktów, a Polgara dodała kilka od siebie. Silk patrzył na listę, gdy szli długim, rozbrzmiewającym echem ich kroków korytarzem w kierunku głównej części pałacu.
- Zastanawiam się, czy Brador nie pożyczyłby nam jucznego muła - wymamrotał.
- Nie próbuj być dowcipny.
- Czemu miałbym to robić?
- Dlaczego rozmawialiśmy tam językiem migowym?
- Szpiedzy.
- W naszych prywatnych komnatach? - Garion z przestrachem przypomniał sobie, jak Ce’Nedra czasem nie zwracała zupełnie uwagi na swój ubiór lub jego brak, kiedy znajdowali się sami.
- Najbardziej interesujące tajemnice ujawnia się w miejscach prywatnych. Żaden szpieg nie oprze się pokusie, by zajrzeć do sypialni.
- To obrzydliwe! - wybuchnął Garion i policzki oblały mu się purpurą.
- Oczywiście, że tak, jednak bardzo powszechnie praktykowane.
Minęli rotundę i przeszli przez pozłacane drzwi główne, po czym wyszli w ramiona jasnego wiosennego poranka przesyconego pachnącym, rześkim wietrzykiem.
- Wiesz - odezwał się Silk - lubię Mal Zeth. Zawsze ładnie tu pachnie. Nasze biuro mieści się na piętrze nad piekarnią i w niektóre poranki zapachy dochodzące z dołu przyprawiają niemalże o omdlenie.
U wrót cesarskiego pałacu zatrzymali się jedynie na chwilę. Lakoniczny gest ze strony jednego z dwóch nie rzucających się w oczy mężczyzn, którzy podążali za nimi, spowodował, że strażnicy przepuścili Silka i Gariona bez przeszkód, pozwalając im wyjść na teren miasta.
- Szpiedzy czasami bywają użyteczni - powiedział Silk idąc szerokim bulwarem łączącym pałac z resztą miasta.