Zerwał z siebie marynarkę i koszulę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- 4|106|Pros Boga o przebaczenie! Zaprawde, Bóg jest przebaczajacy, litosciwy!4|107|I nie prowadz sporu w obronie tych, którzy zdradzaja samych siebie...
- W takiej scenerii sam siebie szarpię i pożeram Dłoń gardło skręca w sznur głowa ma barwę starej krwi Kłamstwa pewien tryumfalne hymny śpiewam...
- jaki sposób w małej zbiorowości lokalnej obrotny przedsiębiorca bogaci się, inwestuje, uzależnia od siebie innych, prowadzi wystawny tryb życia, wchodzi do...
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- 78 mieszkający w duŜych aglomeracjach mają koło siebie księgarnie, sklepy, kafejki internetowe, telewizję kablową, duŜy wybór stacji...
- Poczucie dowartościowania siebie (ZP) Przemiana z "brzydkiego kaczątka" w boskiego "łabędzia" może nastąpić tylko wtedy, gdy zaczniesz...
- 24 Mimo obolałości wszystkich członków, nasz rycerz był ożywiony i pewny siebie; i chociaż ciało jego przed chwilą domagało się podniesienia z...
- - Katerine Alruddin uciekła ubiegłej nocy - niemalże wypluła z siebie Tialin, a Verin nie potrafiła powstrzymać głośnego westchnienia...
- otwarcie się horyzontu czasowego w przyszłość, lecz raczej w przeszłość:„Idziemy do przodu oglądając się za siebie" - napisał jeden z...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Brzuch miał płaski, mocny, a porośniętą niegdyś siwymi włosami pierś z mozołem wydepilowano. Jeszcze raz przesunął dłonią po twarzy. Nigdy nie nosił brody, teraz zaś miał wrażenie, że wyczuwa przynajmniej dwutygodniowy zarost.
Dziewczyna musiała od razu podać mu jakieś środki, a potem zrobiono mu płukanie komórek, odwrócono metabolizm, wyzerowano licznik Hayflicka dla skóry i głównych organów wewnętrznych oraz zadbano o trening nieprzytomnego ciała, żeby mięśnie nabrały jędrności. A później, po zakończeniu całego procesu, postawiono go w pierwotnej pozycji i jakimś cudem w jednej chwili przywrócono mu świadomość.
Lindsay odczuwał teraz działający z opóźnieniem wstrząs. Cały świat zdawał się wokół niego rozmywać, przez co wszystko było mu łatwiej podać w wątpliwość – własne imię, powód, dla którego tu trafił, całe życie. Zostawili mi brodę jako kalendarz, pomyślał. Chyba że i ona jest oszustwem.
Odetchnął głęboko; miał wrażenie, że płuca ma większe, bardziej rozciągnięte – musieli oczyścić je z dymu i smoły nagromadzonych podczas długich lat palenia.
– O Boże – powiedział na głos. – Nora.
Teraz już pewnie Nora etap paniki ma za sobą i żywi tylko zapiekłą nienawiść wobec tych, co go porwali. Popędził do wyjścia.
Przypominające winne grono skupisko tanich, nadmuchiwanych bąbli było połączone z miejskim kanałem komunikacyjnym. Lindsay wpadł w korytarz i przeszedłszy przez włókienne drzwi, znalazł się na przezroczystym skrzyżowaniu. W dole widniało Goldreich-Tremaine z obracającymi się majestatycznie kręgami – Besetzny'ego i Pattersona. Purpurowe, złote i zielone bąble innych przedmieść otaczały stolicę niczym nanizane na nitkę paciorki.
Przynajmniej wciąż znajdował się w G-T. Od razu skierował się do domu.
* * *
Goldreich-Tremaine, 18. 09.'53
Chaos odrzucał Constantine'a, a wszelkie ewakuacje są z natury nieporządne. Port zmienił się w śmietnik – wszędzie walały się resztki ubrań, rozkłady lotów, opakowania od inhalatorów, ulotki propagandowe. Z godziny na godzinę coraz ściślej przestrzegano ograniczeń ilościowych zabieranego na pokład bagażu. Nieopodal czworo kształcerzy rozpakowywało właśnie przeładowane torby i ze złością waliło nimi o ściany i ławy cumownicze.
Przy terminalach interakcyjnych ustawiły się długie kolejki. Przeciążone maszyny pobierały opłatę za każdą sekundę swej pracy, nic więc dziwnego, że część uciekinierów przekonywała się, iż koszt pozbycia się spadających na łeb, na szyję akcji przewyższa ich wartość.
Sztucznie brzmiący głos zapowiedział następny lot do Unii Ślizgaczy i w porcie zapanowało istne pandemonium. Constantine się uśmiechnął. Jego statek, „Spokojna Przyjaźń", również udawał się w tamte strony, ale w przeciwieństwie do innych Philip nie musiał się martwić o miejsce – nie tylko na pokładzie, ale i w nowej stolicy.
Goldreich-Tremaine przeliczyło się z siłami. Zbyt mocno polegało na mistycyzmie stołeczności, a kiedy wojownicza frakcja z konkurencyjnego miasta odebrała mu ten status, do reszty stracił wiarygodność.
Constantine'owi podobała się Unia Ślizgaczy. Umieszczony na orbicie Tytana sztuczny świat okrążał spowity krwawą powłoką chmur księżyc, którego zasoby stanowiły pewne źródło majątku państwa – niewyczerpane pokłady związków organicznych, w których dusiło się tytańskie niebo. Bezzałogowe statki z silnikami jądrowymi wgryzały się w tę atmosferę i setkami ton zgarniały chemikalia: metan, etan, acetylen i dwucyjan były gotowymi surowcami dla fabryk polimerów.
Pasażerowie wysiadali ze statku. W porównaniu z oczekującymi była ich zaledwie garstka i nie prezentowali się zbyt korzystnie. Grupa postaci w workowatych mundurach przeleciała do stanowisk odprawy celnej; astrognidy, bez wątpienia, i to nawet nie kształcerze – ich skóra połyskiwała antyseptycznymi olejkami.
Constantine słyszał w słuchawce, jak jego ochroniarze rozmawiają między sobą i oceniają nowo przybyłych. Czterem strażnikom nie podobało się, że zwleka z odlotem; wielu jego miejscowych wrogów mogło sięgnąć po desperackie środki, gdy banki Goldreich-Tremaine waliły się w gruzy. Ochroniarze mieli nerwy napięte jak struny.
A Constantine się ociągał. Pokonał kształcerzy na ich terenie i odczuwał z tego powodu olbrzymią przyjemność. Dla takich chwil warto było żyć. W tłumie liczącym blisko dwa tysiące osób zapewne tylko on jeden zachowywał spokój. Nigdy z taką pewnością nie czuł, że kontroluje sytuację.