– Obiecałam, że poznają prawdę, Travis...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- potpienia a priori, z przypomnieniem, e dyskusja jest zawsze moliwa, dla tych, ktrzy kochaj prawd...
- - Prawdę mówiąc - westchnął Folko - świat bez elfów jest jakiś niepełny...
- ¨W każdym rozdziale poznajesz nowe sposoby lepszego rozumienia i pobudzania swoich manifestacyjnych sił...
- ze spokojem opuścić element TIM, ponieważ stacje wysyłające ramki typu Probe nie są jeszcze skojarzone z siecią i dlatego nie potrzebują wiedzy na temat,...
- 234AKSJOLOGIA ETYCZNA CZYLI NAUKA...
- beforehand
- Celem ostatecznego rozprawienia się z Augustem II, latem 1706 r...
- Bilety, o dziwo, i towarzyszce im miejscówki okazuj si wa|ne - i to do stacji przeznaczenia
- Sączyłam drinka i czytałam dalej...
- // {Args: 500} import java...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie uwierzą ci, dopóki nie
dostaną faktów.
Minęło kilka chwil.
– Ja... – zaczął Huck. – To... przyszła do domu. Do dużego domu.
Nikogo nie było. Ja ją obserwowałem. Piękna dziewczyna. Fizycznie.
Rozmowa nie wchodziła w grę, ona jest córką, ja wynajętą pomocą
domową. Ale to ona odezwała się do mnie. Czułem, jakby znała mój mózg
od środka. Bycie z nią przypominało otwarcie okna.
– Łatwe dla niej – podsunąłem. Kiwnięcie głową.
– Skuliła się, patrzyliśmy na ocean. Przyszła do mojego pokoju.
Położyła głowę na mo... Pokazała mi swoje rany. Płakała w moją koszulę.
To było objawienie. Geografia ciała. Tulenie jej, kiedy płakała. –Potarł
gładkie kłykcie.
– Znałeś się na geografii ciała – powiedziałem. Wbił wzrok w skórę na
biurku.
– Dla niej to żyletki, dla ciebie ogień – mówiłem dalej. Krzywy
uśmiech.
– Kiedyś potrzebowałem kary.
– W wiezieniu?
– Potem. – Czekał, aż Wallenburg go skarci. Nie odezwała się ani
słowem.
– Przepraszam, Deboro. Wolność budziła obrazy Jeffreya... nie
chciałem cię martwić. – Do mnie wymamrotał: – Musiałem coś poczuć,
cokolwiek.
– Czego dokładnie używa Simone? – spytałem.
– Wszystkiego. Żyletek, noży kuchennych, nożyków tapicerskich. Ma
broń, prezenty od Simona. Kiedy Simon się ożenił, Nadine powiedziała:
proszę, żadnej broni w domu. Simone je ma, mówi o nich: drogie pistolety
i strzelby. Wkłada sobie lufy do ust, udaje... wpycha sobie ręce do gardła,
żeby wymiotować. Czasami podrażnia sobie od tego gardło, kaszle krwią.
Uwielbia własny smak.
Reed cicho odetchnął.
Milo wciąż pozornie drzemał, jego beczkowata pierś unosiła się i
opadała. Wallenburg popatrzyła na niego, potem na mnie.
– Co jeszcze opowiesz nam o Simone? – spytałem.
– Za pierwszym razem, kiedy pokazała mi świeże... stygmaty, tak je
nazywa... wtedy ją objąłem. Potem my... ogoliła mi głowę, powiedziała, że
jestem jej kapłanem, że mam piękne kości. Myślałem... marzyłem, że
mogę jej pomóc.
– Jak długo trwał wasz związek?
Oczy uciekły mu pod czaszkę, opadły z powrotem na miejsce jak
wisienki w automacie do gry.
– Wieczność.
– A dokładniej.
– Dwa miesiące – wyjaśniła Debora Wallenburg. – Skończył się pół
roku temu.
– To prawda, Travis? Kiwnięcie głową.
– Jak się dowiedziałeś, że Simone nie jest taka, jak ci się wydawało?
– Śledziłem ją.
Reed napiął mięśnie ramion. Milo ani drgnął.
– Zły dobór słów – stwierdziła Wallenburg. – Przedstaw im tylko fakty,
Travis.
– Ja ją śledziłem, Debora.
– Miałeś obawy, więc zacząłeś obserwować tę dziewczynę.
– Obserwowałeś Simone – powiedziałem.
– Dzwoniłem przez tydzień, ale nie odbierała. Nie wiedziałem, co się
stało. Ostatnio, kiedy byliśmy razem, mówiła... dobre rzeczy. A potem
nagle nic? Zacząłem się bać, że coś złego ją spotkało. Potem pomyślałem:
może czeka. Żebym zrobił coś spontanicznie. Mówiła, że spontaniczność
ją kręci, że muszę się wyluzować. Bałem się... improwizować.
Niespodzianki nie są... nie lubię ich. Simone wiedziała, że nie cierpię
wychodzić poza scenariusz. Dlatego zrobiłbym jej niespodziankę.
– Odwiedziłeś ją w domu?
– Tylko raz.
– Kiedy?
– Trzy miesiące temu – odpowiedziała Wallenburg.
– Simon, Nadine i Kelvin wybrali się na weekend do Ojai – podjął
Huck. – Pojechali tam, bo Kelvin chciał poznać Nikrugskiego,
kompozytora. W domu było cicho, Simone nie oddzwaniała. Cisza
zmieniła się w... wróciły stare żądze.
– Ognia i bólu.
– Znalazłem zapałki. Zapalałem je, ale się nie przypiekałem.
Zadzwoniłem na telefon zaufania. Rozmawialiśmy, ale nie o tym, co się
naprawdę działo w mojej głowie. Cisza robiła się coraz głośniejsza.
Mówiłem sobie: jedź, jedź, jedź, bądź spontaniczny. Pojechałem do
Malibu Canyon i nazbierałem kwiatów, zrobiłem bukiet, związałem go
sznurkiem do zakupów, nalałem soku winogronowego do butelki po winie,
owinąłem ją wstążką... czarną, ulubiony kolor Simone. Ze spiżarni
wziąłem sucharki. Dwa pudełka. Havershamy, z Anglii, robione dla
rodziny królewskiej. Simone je tylko sucharki, ale kiedy zaczyna...
widziałem, jak zjadała dwa pudełka. Potem... wydala. Gardło jej krwawi...
truskawkowa owsianka.
– Pojechałeś do niej do domu – wróciłem do głównego wątku.