Ciemność
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Kobiety dzieliły z nimi obozowisko, ale ich teren zdawał się oddalony o pięćdziesiąt kroków...
- Art
- naszą małą konferencję? - spytała, podłączając mikrofon...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- - Sprowadziłam z sobą do Fal Dara dwie młode kobiety, Matko - powiedziała Moiraine...
- W końcu z wdzięcznością usiadła na podsuniętym krześle i weszła w rolę bezradnej wdowy...
- W pierwszej chwili rozmyślała sennie, że może w końcu rozkwitają baśniowe fajerwerki miłości, żeby rozświetlić jej życie – ale to zbyt...
- - sprawca, aby móc popełnić czyn, musi mieć upoważnienie do obsługi urządzeń przetwarzania danych w przedsiębiorstwie;- środki zabezpieczające mają sens tylko...
- - Są w zmowie - szepnął Mikołaj do Michaela z rozszerzonymi niepokojem oczyma...
- 8730 12 30 17 2...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Otworzyła oczy w tak gęstej ciemności, że z trudem wierzyła, że żyje. Wszystko przepadło. Miała niejasną świadomość, że druga połówka jej istoty, machając z furią pędzlami, znajduje się bardzo daleko. Obraz jednak szybko się rozmazał, jak sen po przebudzeniu, i wkrótce jej zmysły rejestrowały wyłącznie mrok. Jeśli posiadała ciało, nie widziała go ani nie czuła. Może i oddychała, żeby utrzymać się przy życiu, ale nic na to nie wskazywało.
Szybko tracąc rozeznanie w tej krępującej pustce, próbowała się z niej wydostać. Żadna z nocy, jakie pamiętała, nie mogła się równać z tą czernią. Znikły ciężar, kierunek, dobre i złe drogi. Sama dla siebie stanowiła punkt orientacyjny. Mogła tylko poruszać się w stronę, którą postrzegała jako przód. Tyle że każda droga wiodła w tym samym kierunku, a każdy zakręt prowadził ją wstecz.
Mijał czas. We wszechobecnej czerni nie miała o co zahaczyć myśli. Przesiały liczyć się cele. Światło było zatartym wspomnieniem. O cieple mogła tylko pomarzyć. Wiedząc, że za chwilę ogarnie ją panika, usiłowała przypomnieć sobie powód swej obecności w tym miejscu. Miała coś zrobić... czemuś się przeciwstawić.
Próbowała się otrząsnąć, po omacku wyszukując drogę. Spośród wszystkich rzeczy, pamiętała jedynie o swoim imieniu: Tessa McCamfrey. I o tym, że posiadała pierścień.
Ledwie nasunęło jej się słowo “pierścień”, poczuła ciążenie na szyi. Ciepły, ostry, ciężki jak na s woje rozmiary – pierścień wśliznął się w ciemność równie dyskretnie, jak list w szczelinę pod zamkniętymi drzwiami. Wreszcie świadoma swego ciała, wyciągnęła rękę w jego stronę. Włożyła na palec złoty wianuszek – po raz pierwszy od dnia, w którym go odnalazła.
Urok natychmiast zmienił swe oblicze. Wyodrębniły się krawędzie i głębia odcieni, a sama ciemność zaczęła rozciągać się na kształt drogi. Ból związany z założeniem pierścienia był jak wymierzony policzek. Tessa wszystko sobie przypomniała; wiedziała, co dzieje się po drugiej stronie welinu.
Zobaczyła siebie z nosem przy pergaminie, zabierającą się do pierwszego z czterech plecionkowych szlaków ornamentalnych. Odpowiednie pasy zdominowały iluminację Ilfaylena. Zawile, gęste sploty pasemek złota, czerni i szkarłatu okręcały się wokół siebie, tworząc zwarty, węzłowaty szkielet. Wcześniej, nawet po dokładnych oględzinach, wszystkie cztery pasy wyglądały tak samo. Teraz, gdy na nie patrzyła – oczami będącymi zarówno jej, jak i nie jej – okazało się, że każdy z nich różnił się w drobnych szczegółach. Nie tyle pod względem zawartości, co napięcia. Wszystkie cztery wzory napinały się w inny sposób.
W zamyśleniu potarła kolce pierścienia. Co też Ilfaylen powiedział o swej iluminacji? “Wiernie za nią podążaj, a zaprowadzi cię w cztery miejsca, które musisz odwiedzić”.
Cztery pasy prężyły się, jakby coś spinały... Tessa nakłuła kciuk. Jasne! Każdy z pasów przedstawiał jedno z wiązań Kolczastego Wieńca. Miała za zadanie odtworzyć cztery wiązania, a później rozerwać je jedno po drugim. “Namaluj problem, by go później rozwiązać” – tak powiedział Avaccus.
Ta druga, odległa Tessa wzięła do ręki pręcik z ołowiu i zaczęła kreślić pierwszy z ornamentalnych pasów. Emith opodal oczyszczał pędzel ze złota. Wydawał się zadowolony.
Odwróciła się, zostawiając swe odbicie przy pracy nad iluminacją, i postąpiła krok na ciemnej ścieżce. Skoro już wiedziała, jaki cel jej przyświeca, postanowiła zebrać siły, by go zrealizować. Malowanie stanowiło dopiero połowę zadania.
Pierścień był przewodnikiem. Ciągnąc Tessę za palec, prowadził ją przez mrok ku innemu miejscu. Jazgot jakby włączonego odkurzacza przeszył jej uszy. Coś ją zasysało. Czarne wici, ciężkie jak ołowiane drzazgi, ocierały się o skórę, a czarne włókienka wciskały do oczu, nosa i ust. Leniwa błyskawica obramowała w powietrzu jej obraz. Na jedną straszną chwilę poddała się panice, a później nadeszło wspomnienie, które przyjęła z wdzięcznością.