Kerry uniosła brwi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wszystkie oczy wpatrywały się w kanapkę i gdy Harry uniósł ją, bywziąć potężny kęs, zauważył, że Mark Sway śledzi każdy jego ruch...
- Ce’nedra uniosła twarz pokrytą smugami łez...
- Droma zmarszczy³ brwi...
- - Naturalnie...
- you to their servers...
- jaki sposób w małej zbiorowości lokalnej obrotny przedsiębiorca bogaci się, inwestuje, uzależnia od siebie innych, prowadzi wystawny tryb życia, wchodzi do...
- Redfern odparł z przekonaniem:- Nie Christine...
- Osoby o tej wibracji sprawiają wrażenie wyniosłych, zimnych i pełnych rezerwy...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Kochanie, nauczyłeś się tu sarkazmu - zauważyła. - Myślę, że tobie i twoim tekstom bardzo to pomoże. Ale widzisz, tak się składa, że Kanał 5 zaproponował mi opracowanie wspaniałej, nowej serii. - Rzuciła okiem na muesli, kawę i owoce rozłożone na stole. - Czy mogę się poczęstować? Po prostu umieram z głodu.
Jay przyglądał się, jak wlewała sobie cafe au lait do miseczki, po czym rzuciła okiem na filiżankę w jego dłoni.
- Ty rzeczywiście przejąłeś już całkowicie miejscowe zwyczaje. To znaczy podajesz miseczki do kawy i serwujesz gauloise’y na śniadanie. Czyżbyś spodziewał się gości? A może nie powinnam pytać?
- Opiekuję się dzieckiem sąsiadki - odparł Jay, starając się za wszelką cenę zdusić w głosie ton usprawiedliwienia. - To potrwa tylko kilka dni. Póki woda nie opadnie.
Kerry rozpromieniła się w uśmiechu.
- Jakież to urocze. Jestem pewna, że nawet wiem, czy im dzieckiem się tak opiekujesz. Po przeczytaniu twojego maszynopisu...
- Czytałaś go?
No, dobra. A więc mógł podarować sobie udawanie, że nie przyjmuje postawy obronnej. Ostatecznie musiałaby być ślepa, by nie zauważyć, że ręka drgnęła mu tak gwałtownie, iż gorąca kawa polała się na podłogę. Kerry znowu się uśmiechnęła.
- Rzuciłam okiem. Ten naiwny styl narracji brzmi nad zwyczaj świeżo. Poza tym jest bardzo na czasie. Do tego tak niezwykle oddałeś atmosferę tego miejsca - po prostu poczułam, że muszę obejrzeć to wszystko na własne oczy. A gdy do tego zrozumiałam, jak cudownie twoja książka może się sprząc z moim nowym programem...
Jay potrząsnął głową. Miał wrażenie, że nagle zaczęło mu w niej boleśnie szumieć, i że zapewne dlatego z wywodu Kerry umknął mu jakiś istotny element.
- O co ci właściwie chodzi?
Kerry spojrzała na niego z udawanym zniecierpliwieniem.
- Właśnie miałam ci to powiedzieć. O program dla Kanału 5, oczywiście - rzuciła. - „Lądy obiecane”. O Brytyjczykach, którzy zdecydowali się na zamieszkanie za granicą. Takie publicystycznokrajoznawcze kawałki. Więc gdy Nick napomknął o tym cudownym miejscu - i o tym wszystkim, co dotyczy twojej nowej książki - pomyślałam, że to nadzwyczajne zrządzenie losu, czy coś w tym rodzaju.
- Zaraz, zaraz. - Jay stanowczym ruchem odstawił filiżankę. - Chyba nie zamierzasz wciągać mnie w te swoje machinacje?
- Ależ oczywiście, że tak - odparta Kerry zniecierpliwionym głosem. - To wprost wymarzone miejsce na początek serii. Już zresztą rozmawiałam z kilkoma okolicznymi mieszkańcami i wszyscy wydają się zachwyceni pomysłem. No i ty, jako bohater, jesteś wprost idealny. Słuchaj, pomyśl tylko, jaką zapewni ci to reklamę. Więc gdy ukaże się twoja książka...
Jay stanowczo pokręcił głową.
- Nie. Mnie to nie interesuje. Posłuchaj, Kerry, rozumiem, że chcesz mi pomóc, ale rozgłos i reklama to ostatnie rzeczy, których bym sobie teraz życzył. Przyjechałem tutaj, by się cieszyć samotnością i anonimowością.
- Samotnością?! - rzuciła Kerry ironicznie. Jay spostrzegł, że poza jego ramieniem wbija wzrok w drzwi kuchni. Odwrócił się i ujrzał tam Rosę stojącą w swojej czerwonej piżamie, z oczami płonącymi ciekawością, z ciasno skręconymi lokami sterczącymi we wszystkich możliwych kierunkach.
- Salut! - przywitała się Rosa radośnie. - C’est qui, cette dame? C’est une Anglaise?
Kerry rozciągnęła usta w jeszcze szerszym uśmiechu.
- Ty zapewne jesteś Rosa - powiedziała. - Bardzo wiele o tobie słyszałam. I wiesz co, skarbie, nie wiedzieć czemu odniosłam wrażenie, że ty w ogóle nic nie słyszysz.
- Kerry. - Głos Jaya zabrzmiał gniewnie i niepewnie zarazem. - Porozmawiamy później, dobrze? Teraz nie jest na to najlepsza chwila. OK?
Kerry leniwie popijała kawę.
- Ze mną doprawdy możesz podarować sobie podobne ceregiele - oznajmiła. - Jakaż urocza dziewczynka. Jestem pewna, że podobna do matki. Oczywiście, mam wrażenie, że świetnie je już obie poznałam. Jakżeż to uroczo z twojej strony, że wzorowałeś wszystkie postaci na ludziach z krwi i kości. W ten sposób stworzyłeś coś na kształt powieści z kluczem. Jestem pewna, że uda mi się to wspaniale uwypuklić w moim programie. Jay spojrzał na nią stanowczo.
- Kerry, ja nie zamierzam brać udziału w żadnym programie.
- Och, jestem pewna, że zmienisz zdanie, gdy tylko się nad tym porządnie zastanowisz.
- Nie sądzę. Kerry uniosła brwi.
- A czemu nie? Przecież to doskonały pomysł. A do te go mógłby ci pomóc w odbudowaniu kariery.
- Tak jak i tobie - rzucił sucho.
- Być może. Ale co w tym złego? Ostatecznie po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłam - po tej ciężkiej pracy, jaką w ciebie wpakowałam - chyba jesteś mi coś winien, prawda? A może, gdy się już wszystko ułoży, zabiorę się za pisanie twojej biografii i przedstawię w niej moje osobiste impresje na temat Jaya Mackintosha. Słuchaj, przecież wciąż jeszcze mogłabym bardzo ci pomóc w osiągnięciu sukcesu, gdybyś mi tylko na to pozwolił.
- Winien? Tobie?!
Kiedyś słysząc podobne słowa, wpadłby w gniew. Może nawet odezwałoby się w nim poczucie winy. Teraz jednak tylko ogarnął go pusty śmiech.
- Zbyt często już zgrywałaś tę kartę, Kerry. To na mnie przestało działać. Szantaż emocjonalny nie stanowi dobrej podstawy dla związku. Nigdy nie stanowił.