Ce’nedra uniosła twarz pokrytą smugami łez...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- bitwie dostał takie straszliwe cięcie mieczem przez twarz, że mu wypłynęło lewe oko i na21resztę życia pozostała głęboka blizna...
- trzynastu lat, był sztywny i napięty, zagryzał usta i wykręcał dłonie, miał ściągniętą twarz -rozjaśnił ją tylko raz, gdy mówił o swojej...
- Kobietę, by nie marnować energii magicznej, ocuciła uderzeniem w twarz...
- Omiotła jego twarz przestraszonym spojrzeniem...
- Wszystkie oczy wpatrywały się w kanapkę i gdy Harry uniósł ją, bywziąć potężny kęs, zauważył, że Mark Sway śledzi każdy jego ruch...
- Kerry uniosła brwi...
- Pani Wąsowskiej drżały usta; z trudnością powstrzymywała się od łez...
- PociÄ…gnÄ…Å‚ z pokrytego rosÄ… kieliszka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Co teraz poczniemy? — spytaÅ‚a garbatego czarownika.
— Zabijemy Thullów — powiedziaÅ‚ bez ogródek. — Jedna lub dwie mimbrac-
kie szarże powinny złamać ich bojowego ducha. Thullowie nie są zbyt dobrymi żołnierzami i uciekną, gdy tylko damy im sposobność.
W chwili gdy niemrawe wojska Mishrak ac Thull jak błotna lawina zstępowa-
ły ze wzgórza w kierunku stojącej murem linii bojowej pikinierów i legionistów, stojący tuż za plecami piechoty asturscy łucznicy wznieśli łuki i posłali w powietrze ogromną chmurę jardowej długości strzał. Thullowie zlękli się, gdy szereg za szeregiem topniał pod miażdżącym gradem strzał. Okrzyki podążających z tyłu Mallorean stały się głośniejsze, a powietrze wypełniło trzaskanie ich batów.
Wtedy właśnie zabrzmiał róg Mandorallena, rozwarły się szeregi piechoty,
a zakuci w zbroje rycerze Mimbrate ponownie zaszarżowali. Thullowie raz tylko spojrzeli na odzianych w stal mężczyzn i pędzące ku nim konie, i natychmiast rzucili się do ucieczki. Malloreańscy poganiacze zostali obaleni przez tłum i stra-towani podczas wywołanej paniką ucieczki thullskiej armii.
— I to by byÅ‚o na tyle, jeÅ›li chodzi o Thullów. — Z satysfakcjÄ… mruknÄ…Å‚ Beldin, obserwujÄ…c ich druzgocÄ…cÄ… klÄ™skÄ™. W diabolicznym uÅ›miechu wyszczerzyÅ‚
zÄ™by. — Przypuszczam, że ’Zakath nieźle za to wygarnie królowi Gethellowi.
Rycerze Mandorallena na powrót przycwałowali na swoje pozycje na tyłach
piechoty, a obie armie spoglądały na siebie przez usłane trupami Angaraków pole bitwy.
Ce’nedra zaczęła dygotać, jako że niespodziewana fala chłodu przesunęła się przez pole bitwy. Gdy wywołana przez Grolimów burza gwałtownie rozproszyła
się, słońce prześwieciło przez poszarpane chmury, jednak nie niosło ono ze so-bą żadnego ciepła. Mimo że wiatr całkowicie ucichł, stawało się coraz chłodniej.
191
Następnie z powierzchni ziemi oraz ciemnego lustra rzeki zaczęły unosić się delikatne smużki mgły.
Beldin syknÄ…Å‚.
— Polgaro — ostro odezwaÅ‚ siÄ™ do smucÄ…cej siÄ™ czarodziejki. — JesteÅ› mi
potrzebna.
— Wujku, daj mi spokój — odparÅ‚a, gÅ‚osem wciąż zdÅ‚awionym pÅ‚aczem.
— Później możesz sobie pÅ‚akać — powiedziaÅ‚ opryskliwie. — Grolimowie
odbierają powietrzu ciepło. Jeśli nie wzniecimy wiatru, mgła stanie się tak gęsta, że nie będziesz w stanie w niej chodzić.
Odwróciła się, jej mina wyrażała zupełną obojętność.
— Nie uszanujesz niczego, prawda? — powiedziaÅ‚a apatycznie.
— Niespecjalnie — przyznaÅ‚ — ale to nie ma nic do rzeczy. JeÅ›li Grolimo-
wie zdołają wznieść porządny tuman mgły, cała ta śmierdząca malloreańska armia spadnie na nasze karki, zanim zorientujemy się, że nadchodzą. Rusz się, Pol.
Ludzie ginÄ…, to siÄ™ zdarza. Później możesz posmucić siÄ™ z tego powodu. — Wy-ciÄ…gnÄ…Å‚ do niej zdeformowanÄ…, guzowatÄ… rÄ™kÄ™.
Smużki mgły zaczęły gęstnieć, zalegając już w niewielkich wgłębieniach
gruntu. Usłane trupami pole bitwy zdawało się zamazywać przed frontem sze-
regów piechoty, po czym całkowicie zniknęło, ponieważ mgła zakrzepła w lity wał bieli.
— Wiatr, Pol — powiedziaÅ‚ Beldin, chwytajÄ…c jÄ… za rÄ™kÄ™. — Tak dużo wiatru,
ile tylko potrafisz wzniecić.
Walka, która następnie wywiązała się, odbywała się w całkowitej ciszy. Po-
lgara i Beldin, złączywszy ręce, zbierali swoje wole, a następnie badawczo sięgali nimi, szukając jakiejkolwiek słabości w masie znieruchomiałego powietrza, która wzdłuż brzegów rzeki unieruchomiła gęstniejącą mgłę. Nierówne porywy wiatru targały wirującą mgłą, po czym zamierały równie szybko, jak powstawały.
— Mocniej, Pol — ponagliÅ‚ Beldin. Jego szpetna twarz ociekaÅ‚a strumyczka-
mi potu, kiedy zmagał się z ogromną bezwładnością znieruchomiałego powietrza.
— Wujku, w ten sposób nie damy rady — oÅ›wiadczyÅ‚a uwalniajÄ…c swoje rÄ™ce.
Jej mina wyrażaÅ‚a drÄ™czÄ…ce jÄ… napiÄ™cie. — Nie ma siÄ™ czego uchwycić. Co robiÄ… bliźniaki?
— Hierarchowie Rak Ctholu jadÄ… z Taurem Urgasem — odparÅ‚ garbus. —
Bliźniaki walcząc z nimi mają pełne ręce roboty. Nie będą w stanie pomóc.
Wtedy Polgara, wzbierając na odwadze, wyprostowała się.
— UsiÅ‚ujemy pracować zbyt blisko — powiedziaÅ‚a. — Za każdym razem kie-
dy wzniecamy lekki lokalny wiaterek, tuzin Grolimów przyskakuje i tłumi go.
— Racja! — przyznaÅ‚ Beldin.
— BÄ™dziemy musieli siÄ™gnąć dalej — ciÄ…gnęła. — Wzniecić ruch powietrza
gdzieś poza ich zasięgiem, tak aby do czasu gdy tu dotrze, miał już tak wielki pęd, że oni nie dadzą rady go zatrzymać.
192
Oczy Beldina zwęziły się.
— To niebezpieczne, Pol — powiedziaÅ‚. — Nawet jeÅ›li zdoÅ‚amy to zrobić,
wyczerpie to nas oboje. Jeśli cokolwiek jeszcze cisną na nas, żadnemu z nas nie pozostanie nawet odrobina mocy, by to zwalczyć.
— To hazard, wujku — przyznaÅ‚a — ale Grolimowie sÄ… uparci. BÄ™dÄ… usiÅ‚owali
ochronić ten wał mgły nawet wtedy, gdy przeminą wszelkie szanse na utrzymanie go. Oni również się zmęczą. Przypuszczam, że będą zbyt zmęczeni, by jeszcze czegokolwiek próbować.
— Nie cierpiÄ™ przypuszczać.
— A masz lepszy pomysÅ‚?
— Nie, nie w tej chwili.
— No to w porzÄ…dku. Ponownie poÅ‚Ä…czyli rÄ™ce.
Księżniczce zdawało się, że trwało to wieczność. Ze ściśniętym ze strachu
gardÅ‚em przyglÄ…daÅ‚a siÄ™ stojÄ…cej ze zÅ‚Ä…czonymi rÄ™kami i zamkniÄ™tymi oczami parze — siÄ™gajÄ…cej swoimi zmysÅ‚ami ku poÅ‚ożonym na zachodzie gorÄ…cym jaÅ‚o-