jest fakt, że jego ciało gnije, ale że nic nie stawia mu oporu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jest zamknięty, osiadły wśród swoich zapasów.
Mieszkańcy miasta przychodzili nieraz przyglądać mu się. Gromadzili się do-
koła pola jak ludzie, którzy wspięli się na szczyt góry i pochylają się nad kraterem wulkanu. Bledną słysząc, jak pod ich stopami glob ziemski przygotowuje się do
kolejnych wybuchów. Tłoczyli się więc dokoła terenu, gdzie mieszkał trędowaty, jak dokoła tajemnicy. Ale nie było tu żadnej tajemnicy.
— Nie wyobrażaj sobie tego, czego nie ma — mówiÅ‚ ojciec. — Nie myÅ›l o je-
go rozpaczy, o tym, jak w bezsenne noce załamuje ręce, jaki gniew w nim wzbiera przeciw Bogu, przeciw niemu samemu czy ludziom. Nie ma w nim nic poza na-silającą się pustką. Czy coś jeszcze łączy go z ludźmi? Oczy mu wypłynęły, ręce wiszą bezwładnie jak suche gałęzie. Z miasta dobiega do jego uszu tylko daleki gwar. Życie jest dla niego tylko zamglonym widowiskiem. Ale czym jest widowisko? Niepożywnym pokarmem. Żyć można tylko tym, co się przetwarza. Nie
81
daje życia to, co jest złożone w człowieku jak w magazynie. Trędowaty mógłby żyć, gdyby poganiał konia, dźwigał kamienie i brał udział w budowaniu świątyni.
Ale on wszystko dostaje gotowe.
Weszło z czasem w zwyczaj, że wzruszeni jego niedolą mieszkańcy przycho-
dzili codziennie i poprzez pale, które jeżyły się na granicy pola, rzucali do środka dary. Trędowaty był więc odziany i obsłużony jak idol. Przynoszono mu naj-
smaczniejsze jedzenie. A w dni świąteczne nie brakło mu nawet muzyki. A prze-
cież, choć potrzebował tych wszystkich ludzi, sam nie był potrzebny nikomu.
Wszystko miał do swojej dyspozycji, ale nie miał nic do zaofiarowania.
— Jest jak drewniane bożki, obwieszone cennymi wotami — mówiÅ‚ ojciec.
— Wierni zapalajÄ… przed nimi lampki. WÅ›ród woni skÅ‚adanych ofiar gÅ‚owy ich
przystraja się w drogie kamienie. Ale powiadam ci, tłum, który składa przed nimi złote bransolety i klejnoty, coś uzyskuje, podczas gdy drewniany bożek, jak był, tak i pozostanie drewnem. Niczego nie przetwarza. A drzewo wtedy żyje, kiedy
bierze w siebie ziemię i przekształca ją w kwiaty.
*
*
*
Zobaczyłem, jak trędowaty wyszedł ze swojej nory i wodził po nas, zebranych,
martwym spojrzeniem. Gwar głosów, które miały być mu miłe, nie dobiegając do
niego, zdawał mu się dalekim szumem fal. Był odcięty od nas i nic już odtąd do niego nie docierało. Jeśli ktoś z tłumu dawał wyraz swojemu współczuciu, patrzył
na niego z nieokreśloną wzgardą. . . Wyzbyty uczucia solidarności. Znudzony grą, w której nie było stawek. Bo czym jest litość, która nie bierze w ramiona i nie tuli?
Podobnie jego złość; jeśli coś zwierzęcego w nim buntowało się jeszcze na tę rolę jarmarcznego widowiska, któremu się ludzie dziwują, była to złość raczej płytka, bo my byliśmy z innego świata, tak jak dzieci zebrane wokół basenu, w którym
krąży powoli jeden karp. I czy mogła się liczyć taka złość, skoro nie mogła nas dosięgnąć, złość, która rzuca tylko puste słowa, unoszone przez wiatr. I człowiek ten wydał mi się zubożony obfitością składanych mu darów.
Przypomniałem sobie też trędowatych widywanych w krajach południowych,
którzy zgodnie z prawem ich dotyczącym nachodzili oazy i z końskiego grzbietu, skąd nie wolno im było zsiadać, domagali się datków. Wyciągali kije z uczepioną na końcu miseczką żebraczą. Patrzyli twardym, niewidzącym wzrokiem, gdyż
szczęśliwe twarze innych ludzi były dla nich tylko terenem łowieckim. Dlaczegóż by więc mieli odczuwać irytację na widok szczęścia tak obcego ich światu jak
igraszki młodych dzikich zwierząt na polanie. Patrzyli więc chłodno, nie widząc.
Potem mijając powoli stragany, spuszczali z końskiego grzbietu uwieszony na
sznurze koszyk. I z cierpliwoÅ›ciÄ… posÄ™pnÄ… i budzÄ…cÄ… strach czekali, żeby handlarz go napeÅ‚niÅ‚. Byli w naszych oczach jak nieruchoma, ospaÅ‚a i chorobliwa roÅ›linność — i niczym wiÄ™cej. Jak gÅ‚uche, zamkniÄ™te na sÅ‚owa naczynia zgnilizny. Byli 82
dla nas jak miejsca, które mijamy, jak ogrodzone pola, domostwa, gdzie zamieszkuje zło. Czy na coś czekali? Na nic. Ponieważ człowiek nie oczekuje niczego