jego ton jest niczym smagnięcie biczem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Momentalnie przypominam sobie sytuację sprzed dwóch tygodni,
kiedy zapomniałam klucza do domu i Marcus zszedł mi otworzyć. Na
dole stanął wtedy twarzą w twarz z Jonathanem. Czuję, że się
czerwienię, choć przecież nie jestem mu winna żadnych wyjaśnień.
– Pewnie wiesz, co robisz – dodaje pogardliwie, po czym
odwraca się na pięcie i znika w łazience. Po chwili słychać szum wody.
– Auć! – mówi Annie i uÅ›miecha siÄ™ do mnie, by dodać mi
otuchy. Widzi, jak bardzo zabolaÅ‚a mnie reakcja Marcusa. – KtoÅ› tu
chyba nie panuje nad zazdrością!
Zrozpaczona wzruszam ramionami.
– Ale ja naprawdÄ™ nic nie mogÄ™ poradzić, Annie. Nie planowaÅ‚am
przecież, że zakocham się w Jonathanie.
– Wiem. – Wzdycha ciężko. – Uczuć nie da siÄ™ przewidzieć ani
zaplanować. Teraz trzeba tylko się postarać, żebyś wyszła z tego obronną ręką.
Jej słowa towarzyszą mi nawet wtedy, kiedy leżę już w łóżku i
wpatruję się w sufit. Niepotrzebnie łudziłam się nadzieją, że poczuję
się lepiej i będę trzeźwiej myśleć z dala od Jonathana. Jeśli w ogóle
cokolwiek siÄ™ zmieniÅ‚o, to na niekorzyść – jestem jeszcze bardziej
zagubiona. Poza tym tęsknię za nim, nawet jeśli nie chcę się do tego
przyznać. Brakuje mi jego bliskości. I to bardzo. Ledwie zamykam
oczy, widzę go tuż przed sobą. Widzę jego błękitne oczy, w których tak
łatwo się zatracić, i słyszę jego głęboki głos, który działa na mnie jak pieszczota. Naprawdę, nie mam pojęcia, co będzie dalej.
Jedno wiem jednak na pewno – nie bÄ™dÄ™ uciekać. Na pewno nie
będzie tak źle, pocieszam się, zanim w końcu zapadam w niespokojny
sen.
* * *
Następnego dnia okazuje się, że jest gorzej, niż myślałam. Annie
budzi się z gorączką i bólem gardła. Nie idzie więc do pracy i zostaje w łóżku. To oznacza, że nie może mi towarzyszyć i do firmy jadę sama.
Marcus w dalszym ciągu nie panuje nad emocjami. Siedzi zamknięty w
swoim pokoju. Kiedy spotkaliśmy się w korytarzu, mruknął coś w
odpowiedzi na moje powitanie i z kamiennÄ… twarzÄ… zniknÄ…Å‚ w Å‚azience.
Nawet Ian nie ma czasu na niezobowiÄ…zujÄ…cÄ… rozmowÄ™ w czasie
śniadania, bo ma urwanie głowy z chorą Annie. Zaparza jej herbatki i
przygotowuje lekarstwa. Potem pędzi do pracy, a ja zostaję sama ze
swoimi obawami.
Staję przed lustrem i przez dłuższą chwilę zastanawiam się, co na
siebie włożyć. W końcu decyduję się na brązową sukienkę w stylu
vintage, którą wyszperała dla mnie Annie. W połączeniu z eleganckimi
butami wygląda lepiej niż dobrze. Nie jest nudna, ale też nie rzuca się
w oczy tak bardzo jak czarna, którą miałam na sobie wczoraj. Dobrze
siÄ™ w niej czujÄ™, a to na pewno nie zaszkodzi, gdy umieram ze strachu.
– Trzymam kciuki – chrypi Annie, kiedy przychodzÄ™ siÄ™
pożegnać. Uśmiecha się, choć jest rozpalona gorączką. Słyszę, jakie ma
trudności z mówieniem. W duchu przepraszam ją za to, co sobie
pomyślałam, kiedy powiedziała, że nie idzie do pracy. Nie zmyśla i jest
naprawdę chora, a w takim stanie nie może przecież pokazywać się w
biurze.
Na dole, przed drzwiami, spodziewam się fotografów. Na
szczęście wszędzie panuje cisza i spokój. Być może, myślę z nadzieją,
Jonathan przesadził. Prasa może znalazła już znacznie ciekawsze
tematy niż ja.
W czasie podróży metrem do City wszystko jest dokładnie takie
samo jak wcześniej, lecz kiedy w końcu staję przed budynkiem
Huntington Ventures, czeka tam już tłumek dziennikarzy i reporterów.
Na mój widok zaczyna się ruch i zanim udaje mi się dotrzeć do foyer,
otaczają mnie szczelnym kordonem. Unoszę dłonie i zasłaniam oczy
oślepione błyskami fleszy.
– Panno Lawson, kiedy poÅ›lubi pani lorda Huntingtona? –
krzyczy ktoÅ›.
– Czy bardzo go pani kocha?
– Jak to jest spotykać siÄ™ z najbardziej pożądanym kawalerem w
całej Anglii?
Zewsząd padają kolejne pytania, słyszę trzask migawek aparatów.
Przepycham się w stronę wejścia, żeby dostać się do budynku. Drzwi
jednak nie ustępują. W końcu ktoś popycha je od wewnątrz, na
ramionach czuję czyjeś dłonie i w jednej chwili jestem w środku, z dala
od reporterów. Szklane drzwi są granicą, której nie wolno im
przekraczać, lecz nie powstrzymują ich przed robieniem mi zdjęć.
Mężczyzna, który wciągnął mnie do środka, to potężny facet w
niebieskim mundurze przypominającym ubrania amerykańskich
policjantów. Popycha mnie dalej, w stronę wind, a jego kolega w
identycznym uniformie zostaje przy drzwiach i pilnuje, by nikt z
zewnątrz nie wszedł do firmy.
– Wszystko w porzÄ…dku? – pyta mój wybawca, wciąż osÅ‚aniajÄ…c
mnie przed dziennikarzami.
PotakujÄ™ niepewnie.
– Tak, już teraz tak. DziÄ™kujÄ™.
– Nie ma za co – odpowiada. – Nie wolno im wchodzić do
biurowca. Dostaliśmy polecenie, by trzymać ich na zewnątrz.
Potakuję z wdzięcznością. Jonathan nie przesadził, kiedy mówił,
że będzie znacznie gorzej. Nie mam pojęcia, co dalej, więc rozglądam
się po foyer. Napotykam spojrzenie blondynki z recepcji, która lustruje
mnie chłodnym spojrzeniem.
– Jeszcze nie mieliÅ›my tutaj takiego zbiegowiska – mówi
Caroline z wyrzutem w gÅ‚osie. – Na szczęście pan Huntington
wszystko przewidział i zamówił firmę ochroniarską. Inaczej nie dałoby
się tu normalnie pracować. Mimo wszystko jest znacznie gorzej niż na