I wiedział już, że jego długie poszukiwania dobiegły końca...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Alvin chwycił Hilvara za ramiona i potrząsnął nim gwałtownie, starając się przywołać przyjaciela do rzeczywistości.
— Powiedz mi, co siÄ™ dzieje? — bÅ‚agaÅ‚. — Co mam robić? Z oczu Hilvara speÅ‚zÅ‚a ekstaza.
— Wciąż tego nie pojmujÄ™, ale nie ma powodu do obaw. Jestem tego pewien. Cokolwiek to jest, nie wyrzÄ…dzi nam krzywdy. To coÅ› wydaje siÄ™ po prostu.... zainteresowane.
Alvin miaÅ‚ wÅ‚aÅ›nie o coÅ› spytać, gdy nagle owÅ‚adnęło nim uczucie, jakiego do tej pory nie zaznaÅ‚. ZdawaÅ‚o mu siÄ™, że po jego ciele rozchodzi siÄ™ przyjemny, ciepÅ‚y dreszcz; trwaÅ‚o to kilka sekund, ale kiedy ustaÅ‚o, nie byÅ‚ już tylko Alvinem. CoÅ› dzieliÅ‚o z nim jego mózg nakÅ‚adajÄ…c siÄ™ naÅ„, jak jedno koÅ‚o może częściowo pokrywać inne. ByÅ‚ również Å›wiadomy, że oddalony na wyciÄ…gniÄ™cie rÄ™ki umysÅ‚ Hilvara jest tak samo sprzÄ™gniÄ™ty ze Å›wiadomoÅ›ciÄ… istoty, która siÄ™ tu pojawiÅ‚a. Uczucie byÅ‚o raczej dziwne niż nieprzyjemne i dziÄ™ki niemu Alvin po raz pierwszy uÅ›wiadomiÅ‚ sobie, co to jest telepatia — zdolność, która tak zdegenerowaÅ‚a siÄ™ w Diaspar, że teraz z jej pomocÄ… można byÅ‚o tylko sterować maszynami.
Alvin zbuntował się od razu, kiedy jego umysłem próbowała zawładnąć Seranis, ale z tą ingerencją nie potrafił walczyć. Opór był beznadziejny, a zresztą wiedział, że ta istota nie żywi względem niego nieprzyjaznych zamiarów. Odprężył się, akceptując bez sprzeciwu fakt, że jego umysł bada nieskończenie większa inteligencja.
Yanamond zorientował się od razu, że jeden z tych umysłów jest bardziej przystępny. Stwierdził, że obydwa są zaskoczone jego obecnością. Trudno było mu uwierzyć, że mogły zapomnieć; zła pamięć, podobnie jak śmiertelność, wykraczała poza zdolność pojmowania Yanamonda.
Nawiązanie kontaktu było bardzo trudne; wiele obrazów, jakie znalazł w tych umysłach, było tak dziwnych, że z ledwością je rozpoznawał. Był zaintrygowany i z lekka przestraszony przewijającym się w nich wciąż strachem przed Najeźdźcami; przypominało mu to jego własne odczucia, kiedy po raz pierwszy w jego polu postrzegania znalazło się Czarne Słońce.
Ale te umysły nie wiedziały nic o Czarnym Słońcu i teraz zaczęły się w nich formować pierwsze pytania.
— Kim jesteÅ›?
Udzielił jedynej odpowiedzi, jakiej mógł udzielić:
— Jestem Yanamond.
Następna przerwa (jakże długo formułują się ich myśli), a potem pytanie zostało powtórzone. Nie zrozumieli; dziwne, przecież to na pewno ich rodzaj nadał mu to imię.-Pamiętał ten fakt od dnia narodzin. Wspomnień miał mało i wszystkie zaczynały się od jednego punktu w czasie, ale były kryształowo wyraźne.
W jego świadomość wdarły się znowu ich słabiutkie myśli.
— Gdzie sÄ… ludzie, którzy zbudowali Siedem SÅ‚oÅ„c? Co siÄ™ z nimi staÅ‚o?
Nie wiedział. Nie dowierzali mu i ich rozczarowanie dotarło doń ostro i wyraźnie poprzez otchłań dzielącą ich umysły od jego. Ale byli cierpliwi i chciał im pomóc, ponieważ szukali tego samego co on i przy nich po raz pierwszy nie czuł się samotny.
Alvin nie wierzył, że kiedykolwiek przeżyje jeszcze takie doświadczenie jak ta bezgłośna rozmowa. Trudno było uwierzyć, że można być czymś więcej niż widzem, ponieważ nie chciał przyznać, nawet przed sobą, że umysł Hilvara był w jakiś sposób o wiele chłonniejszy niż jego. Mógł tylko czekać zdumiony i na wpół oszołomiony strumieniem myśli przekraczających zdolność jego pojmowania.
Nagle Hilvar, pobladły na twarzy i spięty, przerwał kontakt i zwrócił się do przyjaciela.
— Alvinie — powiedziaÅ‚ znużonym gÅ‚osem. — Dzieje siÄ™ tu coÅ› dziwnego. Nic z tego nie rozumiem.
To oświadczenie niewiele się przyczyniło do przywrócenia Alvinowi jego dawnej pewności siebie i odczytując to z jego twarzy Hilvar uśmiechnął się.
— Nie potrafiÄ™ odkryć, czym jest ten... Yanamond — ciÄ…gnÄ…Å‚. — Jest istotÄ…, która dysponuje olbrzymiÄ… wiedzÄ…, a jednoczeÅ›nie wydaje siÄ™ obdarzony bardzo maÅ‚Ä… inteligencjÄ…. OczywiÅ›cie — dodaÅ‚ — jego umysÅ‚ może być tak różny od naszego, że nie potrafimy go zrozumieć — jednak nie wierzÄ™ jakoÅ›, że to prawdziwe wyjaÅ›nienie.
— No, a czego siÄ™ dowiedziaÅ‚eÅ›? — spytaÅ‚ niecierpliwie Alvin. — Czy on wie coÅ› o Siedmiu SÅ‚oÅ„cach? UmysÅ‚ Hilvara wydawaÅ‚ siÄ™ wciąż rozkojarzony.
— ZostaÅ‚y zbudowane przez wiele ras, wÅ‚Ä…czajÄ…c w to i naszÄ… — powiedziaÅ‚ nieobecnym gÅ‚osem. — On może podawać mi takie jak ten fakty, ale zdaje siÄ™ nie rozumieć ich znaczenia. SÄ…dzÄ™, że posiada Å›wiadomość przeszÅ‚oÅ›ci, ale nie potrafi jej interpretować. Wszystko, co siÄ™ kiedyÅ› wydarzyÅ‚o, zdaje siÄ™ przemieszane w jego umyÅ›le.
Przerwał na chwilę i zamyślił się, potem twarz mu pojaśniała.
— Pozostaje tylko jedno; tak czy inaczej musimy zabrać Yanamonda na ZiemiÄ™, aby skonfrontować go z naszymi filozofami.
— Czy to bÄ™dzie bezpieczne? — spytaÅ‚ Alvin.
— Tak — odparÅ‚ Hilvar, zauważajÄ…c, jak nietypowa dla przyjaciela byÅ‚a ta uwaga. — Yanamond jest nam przyjazny. Co wiÄ™cej, wydaje mi siÄ™, że jest do nas przywiÄ…zany.
Rozdział 22
Jakże caÅ‚kowicie nie do pomyÅ›lenia, zastanawiaÅ‚ siÄ™ Jeserac, byÅ‚aby ta konferencja jeszcze kilka krótkich dni temu. W Sali Rady przy stole ustawionym w poprzek otwartego koÅ„ca podkowy siedziaÅ‚o szeÅ›ciu goÅ›ci z Lys. Jeserac przypomniaÅ‚ sobie z rozbawieniem, że nie tak dawno, stojÄ…c w tym samym miejscu, Alvin sÅ‚uchaÅ‚ orzeczenia Rady postanawiajÄ…cego, że Diaspar musi znowu zostać zamkniÄ™te przed Å›wiatem. Teraz Å›wiat wdarÅ‚ siÄ™ do miasta nie na żarty, i to nie tylko Å›wiat — caÅ‚y wszechÅ›wiat.