hazardu tak samo jak większość mężczyzn od wzięcia udziału w krzepkim turnieju, gdy siedzą bezczynnie na trybunie i patrzą, jak inni wymierzają rzetelne ciosy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- – Harvard Mansul – odparÅ‚ mężczyzna gÅ‚osem, w którym wciąż pobrzmiewaÅ‚o oszoÅ‚omienie...
- kobieta może zachwycić i pobudzić mężczyznę samym swoim wnętrzem? Czuł cieka- wość, niepokój i lekkie onieśmielenie...
- W tym wypadku, podobnie jak przy innych rodzajach dysfunkcji seksualnych, mê¿czyzna przyjmuje w trakcie aktu seksualnego rolê obserwatora...
- z kominkiem z rzecznych kamieni, który zajmował połowę jego długości; na gzymsie znajdującym się na wysokości ramion mężczyzny stała...
- Mężczyzna przybyły po tym, który was przed chwilą oczarował, życzył sobie, by przedstawiona mu kobieta miała niestrawność...
- 72 Taka mowa obejmuje wiêkszy zakres dŸwiêków; w mowie potocznej wykorzystuje siê œrednio 4-5 dŸwiêków...
- Sztylet w jakiś sposób wypadł z rany na szyi martwego mężczyzny - prawdopodobnie sam wyszarpnął go w agonii...
- Podniosła papierosa do ust i przypaliła go, ufając, że ten gest zaświadczy przed obydwoma mężczyznami o jej spokoju...
- Justyna Horska[JJH] Jestem w Zakonie, gdzie kobiety maj¹ takie same prawa co mê¿czyŸni...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Och, narzekał, że takich rzeczy się nie robi, ale kiedy mu wyłożyłem, że w tym przypadku nie ma wyboru, poddał się.
- I co potem, zacząłeś wygrywać? - spytał Jim.
- No cóż, nie. Najpierw dalej przegrywałem w każdej turze - odparł Brian.
- W istocie - wtrącił Giles. - Myślałem, że sprawa robi się jak najbardziej poważna. Ale -
ha! Wierzyłem w Briana.
- I ta wiara była uzasadniona - powiedział szybko rycerz. - Pokrótce, Jamesie. W końcu
zacząłem wygrywać. Percy się pocił i ostatecznie, kiedy nasze fundusze na stole znowu były równe, z czystej przyzwoitości musiałem wrócić do równych stawek. Ale teraz już go wyczułem.
Człowiekowi, który potrzebuje wygranej, nigdy się to nie udaje. On desperacko chciał wygrać.
Dlatego przegrywał. I przegrywał. I przegrywał. I przegrywał... aż wygrałem od niego z
powrotem nie tylko wszystkie swoje pieniądze, ale i wszystko, co on miał ze sobą.
- Po czym, z wyrazami ubolewania, że tak mu nie dopisywała fortuna - uzupełnił Giles -
powiedzieliśmy mu, że musimy oddalić się razem z naszą wygraną.
- I pozwolił wam zabrać także swoje konie? - zapytał Jim.
- Cóż innego miał zrobić - zdziwił się Brian - skoro jest szlachetnego rodu? Zrobiłem mu przysługę, kupując od niego siodło i ogłowia i dając za nie pieniądze. Nie da się jednak zaprzeczyć, że zostawiliśmy tam bardzo nieszczęśliwego człowieka.
Prawdę mówiąc Jim czuł się trochę winny i ogromnie współczuł sir Percy'emu, który
musiał teraz stawić czoło swemu rozgniewanemu ojcu, bez koni i bez pieniędzy. Jednak obaj rycerze najwyraźniej nie podzielali tych uczuć.
- Jamesie, czy to nie wielce szczęśliwy dzień dla nas? - promieniał sir Brian. - W tej
chwili ani ja, ani Giles nie pamiętamy, którego to dzisiaj świętego. Ale dowiem się i zapamiętam na przyszłość, kiedy będę musiał liczyć się z jakimś ryzykownym przedsięwzięciem, skoro
wyraźnie ów dobry święty - kimkolwiek może być - wspiera mnie w tym właśnie czasie. Sądzę, że powinniśmy zamówić więcej wina. Ale najpierw... - Raz jeszcze sięgnął do sakiewki, wysypał
z niej pieniądze na stół i popchnął w stronę Jima.
- Milordzie - dostojnie oświadczył - oto pieniądze, które mi powierzyłeś. Przyjmij też tę błahostkę więcej jako świadectwo tego, że twój lojalny i oddany sługa, sir Brian, wypełnił swoją
powinność.
Skonsternowany Jim popatrzył na górę pieniędzy. Powinien istnieć jakiś sposób, żeby
wykorzystać ten moment, pomyślał - w chwilę potem go znalazł.
- Skoro tak dobrze zajęto się nimi - odrzekł tonem zbliżonym do dostojnego tonu rycerza
- nie widzę lepszego dla nich użytku, niż pozostawić je w tak zdolnych rękach. - Wyciągnął
ramię i kantem dłoni podzielił monety w przybliżeniu na połowy. - Niech każdy z was weźmie połowę - powiedział - i zatrzyma lub wyda, jeśli zajdzie konieczność, dla naszych wspólnych potrzeb.
Jim odczuwał wewnętrzną radość. Choć raz udało mu się postąpić zgodnie ze zwyczajami
wyższych sfer tego świata i osiągnąć przy tym swój własny cel. Jedną z zasad mocno
zakorzenionych w tym społeczeństwie była hojność zwierzchników wobec podwładnych.
Obdarowani powinni byli odczuwać wdzięczność. Odmowa przyjęcia takich podarunków byłaby
z ich strony niemal obrazą. Jim nie pomylił się w swoim sądzie.
Z radością i należycie wyrażonymi podziękowaniami Brian i Giles zebrali swoje stosiki
pieniędzy i nie próbując nawet policzyć monet, by sprawdzić, czy wartość obu części była równa, wepchnęli je do swoich sakiewek. Jim był w pełni usatysfakcjonowany. Udało mu się przeprowadzić coś, co chciał zrobić od jakiegoś czasu, to znaczy znaleźć jakiś możliwy do przyjęcia sposób na zaopatrzenie kieszeni tych dwóch w gotówkę, by mogli sobie poradzić w nieznanym kraju.
- A teraz wino! - zarządził Giles.
Obaj kompani Jima byli najwyraźniej w nastroju do świętowania. On sam niezupełnie
miał na to ochotę - nie chciał spotkać się ze szpiegiem w towarzystwie dwóch na wpół pijanych rycerzy. Ponadto chciał, żeby wysłuchali, czego się dowiedział, a sam mógł sprawdzić przy tym swoją pamięć.
- Jak najbardziej - poparł propozycję Gilesa. - Jednakże sugerowałbym, żebyśmy pili
raczej niedużo. Mamy przed sobą ważny wieczór. Szpieg, który miał się ze mną skontaktować, zrobił to dzisiejszego popołudnia. Wróci wieczorem tu, do tego pokoju, żeby z nami
porozmawiać.
Wieść ta, jak przewidywał, natychmiast podziałała na ich wyobraźnię. Wszystkie myśli o