kobieta może zachwycić i pobudzić mężczyznę samym swoim wnętrzem? Czuł cieka- wość, niepokój i lekkie onieśmielenie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- — Prośba o pomoc, która czekała tysiąc lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Na kolację podano miejscowe ryby w dużym wyborze, przygotowane według kuchni
kreolskiej. Jack wiódł prym i przy stoliku panowała miła, swobodna atmosfera.
Kiedy jednak i jemu skończył się wątek, zapadła przygniatająca cisza i na twarzy Kir-
sty odbiła się jeszcze większa melancholia. Ramesh i Lani próbowali zastąpić Jacka, bez
większego wszakże powodzenia. W końcu zdesperowany Ramesh nakierował rozmowę
na służbę Nelsona w Marynarce Królewskiej i ten, sprytnie połechtany przez Lani, za-
czął wspominać wojenną przeszłość.
Po kilku opowieściach Lani spytała z figlarnym błyskiem w oku:
— Powiedz, Jack, nie zdarzyło ci się nigdy popełnić błędu? Choćby jednego?
Patrzyła na niego uśmiechnięta, z głową przechyloną na bok.
Jack przyglądał się przez moment pięknemu owalowi jej twarzy. Wreszcie pokiwał
głową i spochmurniały rozpoczął swoją historię. Opowiadał ją po raz pierwszy i sam
nie wiedział, co dzisiaj skłoniło go do tego. Może wpłynęła na to melancholia siedzącej
obok kobiety, może świadomość, że jego życie nie potrwa już długo, a może nowo od-
kryta umiejętność spojrzenia na siebie z innej strony. Opowieść odnosiła się do począt-
ku wojny, kiedy Jack służył na trałowcu. Stacjonowali w Scapa Flow w Szkocji. Po szcze-
gólnie ostrej pijackiej rundzie na lądzie, pracował kilka godzin przy silnikach okręto-
wych. Miał kaca i potężny ból głowy, pracował więc byle jak. Tejże nocy statek dostał
nieoczekiwanie rozkaz wypłynięcia w morze przy siedmiu stopniach w skali Beaufor-
ta. Czekało ich przeczesywanie akwenu przy wschodnich wybrzeżach Orkadów. Brzeg
mieli po zawietrznej, a to oznaczało paskudną, niebezpieczną robotę. Zanim wstał świt,
wczorajsza fuszerka dała o sobie znać: na skutek niedokładnego dokręcenia filtrów ole-
ju silniki jeden po drugim się zatarły.
Zniosło ich na skaliste wybrzeże wyspy Stronsay: czterech członków załogi utonęło.
Trałowiec był bardzo stary, a model silnika znany powszechnie z zawodności, stąd też
nikt Jacka o nic nie oskarżał. Jednak on sam w głębi serca poczuwał się do winy. Słu-
chacze przyjęli to wyznanie ze współczuciem. Od owego fatalnego dnia Jack nie oszczę-
dzał się w pracy, aby mieć całkowitą pewność, że nikt więcej nie zginie z powodu jego
niedbalstwa.
106
— W takim razie — wtrącił Ramesh — ten wypadek uratował najpewniej życie wie-
lu ludziom. Po nim pracowałeś ciężej niż kiedykolwiek przedtem.
— Możliwe — przyznał Jack. — Ale powiem wam jedno: chociaż wypadek zdarzył
się przed dwudziestu laty, jego wspomnienie nie daje mi spokoju po dziś dzień. Nawie-
dza mnie jak widmo!
Kirsty, która słuchała z oczami wbitymi w obrus, podniosła na te słowa wzrok i spoj-
rzała mu w twarz. W jednej chwili wyraźnie się ożywiła.
— Nie daje panu spokoju... — powiedziała. Zabrzmiało to raczej jak stwierdzenie
faktu niż pytanie. Zabębniła po stole palcami prawej dłoni. — Tak, ja też tak postąpię.
— Mówiła teraz jakby do siebie. — Nie dam mu spokoju, aż dowiem się prawdy.
Uśmiechnęła się gorzko na widok zaintrygowanych spojrzeń reszty towarzystwa.
— Przepraszam, muszę was przeprosić. Byliście wszyscy naprawdę bardzo mili, a ze
mnie marny kompan. Faktem jest, że mam poważny problem. Jestem wam chyba win-
na wyjaśnienie.
Spojrzała na Nelsona, potem na Lani i na koniec przeniosła wzrok na Ramesha.
Patrzyła mu w oczy przez dłuższą chwilę. Kiedy wreszcie zaczęła mówić, spoglądała
w stronę Nelsona, Ramesh jednak miał nieodparte wrażenie, że zwraca się właśnie do
niego.
— Ja również mam pewną historię do opowiedzenia. Nauczyłam się być z tym
ostrożna, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Proponuję napić się kawy.
Kiedy usiedli przy stoliku koło baru, gdzie podano im kawę i likiery, w krótki i zwię-
zły sposób wyjawiła im przyczynę swojego przyjazdu na Seszele.
Jedyną osobą, która przerywała jej monolog, był Nelson. Włączał się dwukrotnie. Na
wzmiankę Kirsty, że Lascelles twierdził, jakoby przez trzy dni prowadził poszukiwania
Garreta, Nelson prychnął i nie omieszkał skomentować:
— Ten drań bez serca własnego syna nie szukałby nawet przez trzy godziny!
Z kolei kiedy Kirsty opisała okoliczności, w jakich Lascelles zwrócił jej zegarek Gar-
reta, Nelson potrząsnął głową, aż zakołysał się mu podbródek.
— Za nic w świecie nie oddałby wygranej w pokera — orzekł.
Kirsty opowiadała całą historię z pewną swadą, ale spokojnie. Dała się ponieść emo-
cjom dopiero przy opisie konfrontacji w „Trianon”. Słuchali w oniemieniu, gdy Kirsty
opisywała moment, w którym w oczach Lascellesa dojrzała błysk paniki i wiedziała już
ponad wszelką wątpliwość, że ma rację, że Garret żyje. Głos jej się załamał, gdy zaczęła
opowiadać o tym, jak Lascelles skatował Cady’ego.
Kiedy skończyła, w barze nie było już innych gości. Zanim ktokolwiek zdążył sko-