- Dziękuję, mistrzu Kiosie - rzekł Gundabyr...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- — Och, z zupeÅ‚nie naturalnych przyczyn, drogi Mistrzu Harfiarzu — zapewniÅ‚ tamten...
- — Opowiedz nam, co siÄ™ zdarzyÅ‚o zeszÅ‚ej nocy, Robintonie — poprosiÅ‚ Mistrz Harfiarzy...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- — Re Alide to kupa gruzów — rzekÅ‚ krótko; zdaÅ‚o mi siÄ™, iż temat nie byÅ‚ dlaÅ„ przyjemny — ale o tym na pewno pan wie...
- — Aha! — rzekÅ‚ Adiutant...
- Do jego specjalnie faworyzowanych klientów należał ogniomistrz Werktreu, pan na magazynie mundurowym...
- - I niech ta rozmowa pozostanie między nami - rzucił leniwie mistrz Jedi...
- — Ty cholerny baweÅ‚niany Å‚bie — rzekÅ‚ z pogardÄ… Buck...
- - Pięć Tysięcy Siedemset Dziewięćdziesiątki Dwójki? Oczywiście, że tak, mistrzu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Dawca Ognia zasługuje na znacznie więcej.
Nadszedł czas rozstania. Vixa ześlizgnęła się do wody. Zanim zmieniła postać, do sadzawki podszedł Naxos.
- Jeszcze się zobaczymy, moja suchostopa! - Jego uśmiechnięte złote oczy spoważniały nagle.
- Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła wrócić. Wypadło mi żyć na lądzie.
Naxos uśmiechnął się - nie swoim zwykłym zuchwałym uśmieszkiem, ale tak, jakby dzielił z Vixą jakąś tajemnicę. - A jednak powiadam ci, Vixo Ambrodel, że jeszcze się zobaczymy!
Vixa zmieniła się w delfina. Gundabyr rozsiadł się na jej grzbiecie, trzymając w zębach ustnik muszli i poklepał ją piętami po bokach, na znak, że jest gotów.
Naxos pomachał im na pożegnanie i po chwili przepadli pod wodą.
Rozdział 16 - Morska siostra
Gdy Vixa i odprowadzający ją ziniennokształtni wyłonili się z mroków Bruzdy Mortas, zobaczyli unoszące się nad równiną kłęby błocka. Dno morskie pomiędzy zrujnowanym murem a bramami grodu pełne było maszerujących dziarsko w kolumnach Dargonestyjczyków. Vixa natychmiast śmignęła ku powierzchni.
Z wysoka doskonale widziała oddziały, maszerujące równolegle do muru i oddalające się od grodu. Każdy składał się z dwustu żołnierzy i wszystkie rozciągnęły się w długą kolumnę. Nad głowami piechurów pływały delfiny. Vixa zauważyła, że jej morscy bracia niepostrzeżenie przyłączają się do innych. Ona sama płynęła nieco wolniej niż potężniej zbudowani zmiennokształtni i wkrótce przesunęła się na tyły formacji.
Jedna z kompanii błękitnoskórych opuściła oręż na dno i wszyscy jej członkowie zaczęli się pilnie rozglądać dookoła. Vixa obejrzała się i zobaczyła, że Dargonestyjczycy nagle poderwali się w górę i żwawo ruszyli żabką w jej stronę. To jej wystarczyło. Wezwała swoją eskortę.
- Do mnie, morscy bracia! Jesteście potrzebni!
Nikt jej nie odpowiedział. Vixa oderwała przestraszone spojrzenie od płynących ku niej elfów. Jej eskorta znikła - nigdzie w pobliżu nie widziała zmiennokształtnych.
Pomknęła w górę tak szybko, jak tylko mogła. Podmorcy okazali się zaskakująco dobrymi pływakami - mieli wszak tylko płetwiaste dłonie i stopy. Vixa, dźwigająca na grzbiecie krasnoluda, zdołała tylko utrzymać stałą odległość - zresztą pomna losu samotnego uciekiniera, nie mogła wynurzać się zbyt szybko. Ponownie wezwała morskich braci.
I nagle rozpętała się wokół niej zawierucha szarych cielsk i wściekle bijących wodę płetw ogonowych. Vixa słyszała dobiegające z tyłu ciężkie łupnięcia, gdy zmienno- kształtni zaczęli taranować Dargonestyjczyków. Ci ostatni znaleźli się w opałach, bo poodkładali włócznie, by szybciej płynąć. W podwodnych zapasach nie mogli sprostać morskim braciom i szybko poszli w rozsypkę, opadając na dno. Jeden z delfinów wyrwał się z kipieli i podpłynął do Vixy. Kios.
- Coryphen szybko się o tym dowie - zaświstała Vixa, gdy mknęli obok siebie przez wodę. - Domyśli się, żeście go zdradzili.
- A... bierz go licho! - odpowiedział Kios.
Nagle dziewczyna spostrzegła, że on i pozostali morscy bracia zaczynają wykonywać serie dziwacznych uników.
- Co wy wyprawiacie? - zdumiała się dziewczyna.
- Sieciarze! - zakrzyknął Kios. - Strzeż się sieciarzy!
Przed nimi rozciągały się szeregi unoszących się w wodzie Dargonestyjczyków. Każda para trzymała pomiędzy sobą sieć. Ukośne promienie słońca przecinające głębiny ukazywały złowrogie haki i ciężarki na krańcach każdej sieci.
Gundabyr kopnął Vixę piętami. - Widzę ich! Widzę! - zaskrzeczała Vixa i popłynęła szybciej.
- W bok! Rozsypać się! - zawołał Kios. Osłaniająca Vixę tarcza zmiennokształtnych nagle pękła. Dargonestyjscy sieciarze, biegli w chwytaniu wielkich ryb, takich jak tuńczyki czy marliny, władali sieciami z dużą wprawą i zręcznością. Morscy bracia byli jednak równie zwinni i szybko odciągnęli sieciarzy od Vixy i Gundabyra.
Woda pojaśniała, księżniczka bowiem zbliżała się już do powierzchni. Zielone głębiny ustąpiły jaśniejszym odcieniom; znacznie też się ociepliło. Jasna plama słońca nieodparcie wabiła Vixę ku sobie. Czarno-biały delfin coraz mocniej uderzał wodę potężnymi płetwami, zapomniawszy zupełnie o sieciarzach.