dopiero dziś napiętnowano znakiem Satrapy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- - Pierwsze objawy poprawy pojawiaj si po 10-14 dniach, peh poprawa wystpuje dopiero po 4-6 tygodniach...
- Lata 1981 -1985 to okres znacznego osabienia natenia ruchu, w szczeglnoci samochodw osobowych, bdcych wynikiem reglamentacji paliwa, ale dopiero w okresie...
- W Polsce wprowadza si dopiero, i z oporami, zasady pastwowej suby cywilnej, w zwizku z czym zmiany polityczne na szczytach wadzy czsto pro- , wadz rwnie do...
- Waciwoci biologiczne mog sta si prawdziwym ograniczeniem dla JTOZWOJU uspoecznienia dopiero wtedy, gdy s to wrodzone czy nabyte defekty samego mzgu, ktrych...
- Weszli dopiero do piątego sklepu, gdzie Rozalia oddała garść rolek filmowych, co było celem ich spaceru...
- - Znalazłem je - powiedział, podnosząc się z ławy z czapką w ręku; dopiero po chwili zauważył, że nie są same...
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- - To znaczy, że musimy być dopiero wychowani na ludzi?- Tak, taka była idea...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jednak chłopiec nie potrafił myśleć
o sobie jako o niewolniku. Wszystko, co się zdarzyło, było jedną wielką pomyłką.
Przez jakiś czas wsłuchiwał się w dźwięki: szemranie tłumu, podniesione po-
nad zgiełkiem głosy. Nikt wszakże do niego nie przyszedł, tylko samotny wartow-
nik od czasu do czasu robił obchód.
Odchrząknął. Nikt nie odwrócił się, by na niego popatrzeć. Mimo to odezwał
się:
— Dlaczego nie ma żadnych kupców? Przy innych zagrodach pojawiają się
klienci i wybierają niewolników.
— Pewnie mówisz o zagrodach mapników — odparł znużonym głosem
brudny młokos. — Dozorca jest zadowolony niemal z każdej oferty. Wykwa-
lifikowanych niewolników kupują odpowiednie towarzystwa. A nowych. . . —
Nagle przerwał. Po chwili odchrząknął, wreszcie podjął nieco ochrypłym gło-
sem: — Nowych niewolników, takich jak my, na ogół wystawia się na licytację.
Nazywają to prawem łaski. Czasami może cię wykupić rodzina lub przyjaciele,
wtedy odzyskujesz wolność. Kiedyś uważałem takie aukcje za całkiem zabawne.
Wraz z przyjaciółmi chodziliśmy na nie i licytowaliśmy nowych niewolników. Ot
tak, po to by podbijać cenę i obserwować, jak się pocą bracia i ojcowie więź-
niów. — Odwrócił się z powrotem do narożnika. — Nigdy nie sądziłem, że się tu
znajdę.
— Może twoi przyjaciele cię wykupią — rzucił cicho Wintrow.
— Czemu się nie zamkniesz, zanim ci wybiję zęby? — warknął na niego mło-
dzieniec i Wintrow domyślił się, że jego towarzyszowi nie pomoże nikt z rodzi-
ny ani przyjaciół. Podobnie zresztą jak pozostałym „lokatorom” zagrody. Win-
trow przyjrzał się kobiecie w średnim wieku. Wyglądała na osobę, która lubi się
uśmiechać, dziś jednak jej twarz była ponura. Kobieta siedziała w słomie i lekko
264
się kołysała. W zagrodzie przebywało jeszcze dwóch młodych mężczyzn, mniej więcej około dwudziestu pięciu lat, ubranych w poszarpane farmerskie stroje. Siedzieli obok siebie. Milczeli, z ich oczu wyzierała pustka. Wintrow zastanowił się,
czy są braćmi, czy też może przyjaciółmi. Druga kobieta w zagrodzie była w nie-
określonym wieku; wydawała się rozczarowana i smutna. Skuliła się na sianie,
kolana otoczyła ramionami. Jej usta były zacięte, wargi owrzodzone, oczy stale
zmrużone.
Tuż przed końcem zimowego dnia przyszli po nich ludzie, których Wintrow
nigdy przedtem nie widział. Nieśli krótkie pałki i długi, ciężki łańcuch. Uwolnili
więźniów z kajdanów, a następnie spędzili ich w grupkę i przykuli wszystkich do
jednego łańcucha.
— Tędy — powiedział jeden z mężczyzn. Drugi nie odezwał się, za to mocno
dźgnął pałką Wintrowa, by popędzić go do przodu.
Chłopiec odczuwał ból na myśl, że zostanie sprzedany niczym krowa, a rów-
nocześnie — ogromne znużenie spowodowane niepewnością, która mu towarzy-
szyła podczas ostatnich kilku dni. Teraz nie musiał już decydować, stracił bo-
wiem kontrolę nad własnym losem. Trzymał więc w rękach łańcuch i niezdar-
nie powłócząc nogami kroczył za swymi towarzyszami. Po drodze rozglądał się
wokół, szybko jednak zrozumiał, że nie ma na co patrzeć. Większość mijanych
zagród była teraz pusta. Krzyki tłumu z każdą chwilą stawały się głośniejsze, aż
wreszcie grupka Wintrowa wyszła na otwarty dziedziniec, otoczony z kilku stron
niewolniczymi szopami. Pośrodku dziedzińca znajdował się wysoki podest, do
którego prowadziły schodki. Chłopcu widok ten skojarzył się z szubienicą. Przed
podestem stał tłum ludzi, gapiących się w górę na licytowany „towar”. Śmiali się,
popijali trunki, wymieniali żarty i komentarze. Kupowali innych ludzi. Wintrow
wyczuł nagle zapach rozlanego piwa oraz natrętny aromat tłustego, wędzonego
mięsa. Wśród tłumu kręcili się sprzedawcy jedzenia. Za podestem chłopiec do-
strzegł rząd stoisk tatuażystów, przy których panował spory ruch.
Wesoły dzień targowy, pomyślał. Bez wątpienia, niektórzy ludzie obudzili
się dzisiaj wcześnie, ciesząc się na myśl o licytacji. Dzień w mieście, spotka-
nie z przyjaciółmi, targowanie się, interesy. Przechadzka na aukcję, by obejrzeć
niewolników.
Przez jakiś czas grupę Wintrowa trzymano na dole schodów. Powoli kończyła
się licytacja poprzedniej partii więźniów. Kilku poważnych kupców przepchnęło
się przez tłum, by dokładniej się przyjrzeć nowym niewolnikom. Krzykiem pytali
dozorców o wiek danego więźnia, jego stan uzębienia i doświadczenia życiowe.