- Znalazłem je - powiedział, podnosząc się z ławy z czapką w ręku; dopiero po chwili zauważył, że nie są same...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Obdarzył Egeanin spojrzeniem spode łba i lekkim ukłonem, odpowiedziała mu nieznacznym skinieniem głowy i wzrokiem pełnym rezerwy.
- Znalazłeś je? - wykrzyknęła Nynaeve. - Jesteś pewien? Mów, człowieku. Połknąłeś język?
I oto ona, ze wszystkimi swoimi ostrzeżeniami na temat tego, że nie należy być zbyt rozmownym w obecności obcych.
- Powinienem chyba powiedzieć, że znalazłem miejsce, gdzie przebywały. - Nie spojrzał powtórnie na Egeanin, ale już ostrożniej dobierał słowa. - Ślad kobiety z białym pasmem włosów doprowadził mnie do domu, w którym się zatrzymała w towarzystwie pewnych innych kobiet, aczkolwiek te rzadko widywano na zewnątrz. Okoliczni mieszkańcy uważają je za bogate uciekinierki z prowincji. Niewiele teraz zostało już po nich poza resztkami jedzenia w spiżarni, ponoć nawet służba zbiegła, ale z zasłyszanych przypadkowo słów wnioskuję, że opuściły to miejsce wczoraj, późnym wieczorem albo w nocy. Wątpię, by one obawiały się spacerować same nocą po Tanchico.
Nynaeve ściskała końce swoich cieniutkich warkoczyków, aż pobielały jej kłykcie.
- Wszedłeś do środka? - zapytała bezbarwym głosem. Elayne pomyślała, że niewiele dzieli ją od podniesienia klepki, na której teraz się wspierała.
Juilinowi chyba to również przyszło do głowy. Spoglądając na klepkę, powiedział:
- Wiesz bardzo dobrze, że nie będę już ryzykował. Pusty dom wygląda w określony sposób, czuje się brak ludzkiej obecności, niezależnie od tego, jak jest duży. Nie da się ścigać złodziei tak długo, jak ja to czynię, i nie nauczyć się patrzeć ich oczami.
- A jeśli uruchomiłeś pułapkę? - Nynaeve prawie wysyczała te słowa. - Czy twój wielki talent do "wyczuwania" różnych rzeczy obejmuje również pułapki?
Ciemne oblicze Juilina poszarzało odrobinę, oblizał wargi, jakby już chciał się tłumaczyć lub bronić, ale ona weszła mu w słowo.
- Porozmawiamy o tym później, panie Sandar. - Jej wzrok musnął leciutko sylwetkę Egeanin, na koniec przypomniała sobie wreszcie, że słyszą ją również inne uszy. - Powiedz Rendrze, że wypijemy herbatę w Pokoju Opadających Kwiatów.
- Komnacie Opadającego Kwiecia - poprawiła ją cicho Elayne, a Nynaeve rzuciła jęj ostre spojrzenie. Wieści, które przyniósł Juilin, wprawiły ją w zły nastrój.
On zaś skłonił się głęboko, czyniąc dworny gest rękoma.
- Jak rozkażesz, pani a'Meara, tak też się i stanie: Z całego serca pragnę ci służyć - powiedział gniewnie, potem na powrót nasunął swą ciemną czapkę na czubek głowy i odszedł; sztywne plecy aż nadto wymownie zdradzały przepełniające go oburzenie. Trudno bez sprzeciwu przyjmować rozkazy od kogoś, z kim kiedyś próbowało się flirtować.
- Głupi mężczyzna! - warknęła Nynaeve. - Powinnyśmy ich obu zostawić w dokach Łzy.
- On jest twoim służącym? - zapytała z namysłem Egeanin.
- Tak - parsknęła Nynaeve, dokładnie w tej samej chwili, gdy Elayne powiedziała: - Nie.
Spojrzały po sobie, Nynaeve zmarszczyła czoło.
- Być może, w pewien sposób jest - westchnęła Elayne, kiedy Nynaeve wymamrotała swoje:
- Przypuszczam, że nie w ścisłym znaczeniu tego słowa.
- Ro... rozumiem - powiedziała Egeanin.
Pojawiła się Rendra, zręcznie lawirując między stołami, woalka maskowała częściowo uśmiech na jej twarzy. Elayne czasami naprawdę chciałaby, żeby tamta aż tak bardzo nie przypominała Liandrin.
- Ach, jak ładnie dziś wyglądacie. Wasze suknie są wspaniałe. Przepiękne.
Jakby ta kobieta o miodowych włosach sama właściwie nie dobrała im materiałów, nie mówiąc już o kroju. Czerwieni jej własnej sukni nie powstydziłby się nawet Druciarz, zdecydowanie nie nadawała się do noszenia w publicznym miejscu.
- Ale znowu byłyście głupiutkie, tak? To dlatego śliczny Juilin ma taką kwaśną minę. Nie powinnyście tak go martwić. - Iskierka w jej wielkich, piwnych oczach mówiła, że Juilin znalazł już kogoś, z kim sobie mógł swobodnie poflirtować. - Chodźcie. Napijecie się herbaty w chłodzie i spokoju, a jeżeli będziecie musiały znowu wyjść, zawiadomicie mnie, to załatwię wam nosicieli i Strażników, tak? Śliczna Elayne nie straciłaby tylu sakiewek, gdybyście były odpowiednio strzeżone. Ale teraz nie będziemy rozmawiać o takich rzeczach. Wasza herbata jest już prawie gotowa. Chodźcie.
To musiała być wyuczona umiejętność, tak to widziała Elayne. Można nauczyć się, jak mówić, by woalka nie wchodziła bez przerwy do ust.
Komnata Opadającego Kwiecia znajdowała się w głębi krótkiego korytarza wychodzącego ze wspólnej sali. W rzeczy samej była niewielkim pomieszczeniem pozbawionym okien, z niskim stolikiem i rzeźbionymi fotelami, wyściełanymi na czerwono. Nynaeve i Elayne jadały w niej swoje posiłki razem z Thomem i Juilinem lub oboma naraz, kiedy Nynaeve się nie złościła na nich. Otynkowane ściany z cegły z namalowanymi drzewami śliw, spływających istną powodzią kwiecia, były na tyle grube, by całkowicie uniemożliwić podsłuchiwanie. Elayne zdarła woalkę z twarzy i zanim usiadła, cisnęła kłębek przejrzystej materii na stół; nawet tarabońskie kobiety nie jadły i nie piły, mając to na sobie. Nynaeve natomiast swoją odpięła tylko z jednej strony.