dobry znak, że wreszcie wystartowali...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Wsplnota pierwotna, antyczne niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, wreszcie socja-lizm miay stanowi z mocy praw historii powszechnodziejowy model...
- Toteż gdy po długiej żegludze wylądowali wreszcie w przystaniach pelopone-skich, padali na twarze i obejmując ramionami starą ziemię wołali ze łzami jak...
- Wreszcie, mówiąc o różnicach między inflacją wróżnych podsystemach gospodarki światowej, nie moż-162na pominąć aspektu możliwości...
- ROZDZIAŁ 38ODSIECZPomimo związanych na plecach nadgarstków, Perrin usiłował znaleźć wygodniejszą pozycję, aż wreszcie westchnął i poddał się...
- Wreszcie Valarowie zwołali naradę, zaniepokojeni wieściami, które Yavanna i Orome przynosili z Krain Zewnętrznych...
- Wreszcie, kiedy był pewien, że Elena wróciła po pracy do domu, zadzwonił do niej...
- Gdy wreszcie opuściłem jej komnatę i dom kobiet, była już noc...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
3. Poświęć dużo czasu modlitwie Poświęć cały
możliwy czas na milczące przestawanie z Bogiem. W ten sposób odniesiesz najwięcej
korzyści z rekolekcji. Jest to sposób najtrudniejszy, ale zdecydowanie najlepszy. Jeśli
znajdziesz czas, znacznie pogłębi się twoje życie modlitwy, a to będzie prawdziwy skarb,
jaki wyniesiesz z rekolekcji. Większość uczestników rekolekcji poświęca od pięciu do
sześciu godzin dziennie na modlitwę, nie licząc czasu na sprawowanie Eucharystii, na
Liturgię Godzin i na wieczorną modlitwę wspólnotową. Nie jest to wcale za dużo. Kiedyś
odprawiłem rekolekcje pod kierunkiem pewnego buddysty. Budził nas o czwartej nad
ranem i kazał medytować przeciętnie dwanaście godzin dziennie. Niektórzy dochodzili
nawet do czternastu i piętnastu godzin. Tak, to był intensywny program. Nie mogę
powstrzymać się od uśmiechu na myśl, że wielu katolików uważa za heroizm poświęcenie
sześciu godzin dziennie na modlitwę podczas rekolekcji. Będziemy jeszcze mieli okazję, by
powrócić do problemu konieczności znalezienia czasu na modlitwę. Teraz ograniczę się
tylko do udzielenia wam rady, byście się wiele modlili i ustalili określone pory modlitwy, za
każdym razem godzinę lub dłużej. Zwracam uwagę na „ustalenie pory”, to znaczy starajcie
się określić moment rozpoczęcia i zakończenia. Jest to bardzo ważne dla większości osób,
które w przeciwnym wypadku spędziłyby „cały dzień na modlitwie”, brakowałoby jej
jednak głębi oraz intensywności. Byłaby to bowiem modlitwa zbyt ogólna i mglista. Tak
więc ustal pory modlitwy i oczywiście módl się również poza nimi. Pragnienie Boga Jeśli
chcesz zdobyć w tych rekolekcjach głębsze doświadczenie Boga, musisz przyjąć dwie
istotnie ważne postawy. Jeśli jeszcze nie odznaczasz się nimi, powinieneś na początku
rekolekcji poświęcić temu odpowiedni czas. Pierwsza z nich to pragnienie Boga; druga - to
odwaga i hojność. Pomówmy najpierw o pragnieniu Boga. Bóg nie może pozostać
obojętnym wobec człowieka, który pragnie Go gorąco, z całego serca. Przypominam sobie,
jakie wrażenie wywarła na mnie hinduistyczna opowieść o pewnym wieśniaku, który
przyszedł do sannyasi (człowiek żyjący w opinii świętości), medytującego w cieniu drzewa, i
rzekł do niego: „Chcę zobaczyć Boga. Pokaż mi, jak mogę Go doświadczyć”. Sannyasi, w
typowy dla siebie sposób, nic nie odpowiedział. Trwał dalej na medytacji. Poczciwy
wieśniak powrócił następnego dnia z tym samym pytaniem. I tak powracał codziennie, nie
otrzymując odpowiedzi. Wreszcie widząc jego wytrwałość, sannyasi zwrócił się do niego:
„Wydaje się, że naprawdę szukasz Boga. Dziś po południu zejdę w dół, do rzeki, by wziąć
kąpiel. Tam mnie spotkasz”. Kiedy tego popołudnia obydwaj znaleźli się w rzece, sannyasi
chwycił wieśniaka za głowę, zanurzył go i trzymał przez dłuższy czas pod wodą. Biedny
wieśniak rzucał się i szarpał, by wydostać się na powierzchnię. Po kilku minutach sannyasi
puścił go i rzekł: „Przyjdź znów jutro do mnie pod drzewo”. Kiedy przyszedł następnego
dnia, sannyasi pierwszy zabrał głos: „Powiedz mi - zapytał - dlaczego tak zaciekle
walczyłeś, kiedy trzymałem ci głowę pod wodą?” „Ponieważ chciałem oddychać; bez
powietrza zginąłbym niechybnie” - brzmiała odpowiedź wieśniaka. Sannyasi uśmiechnął się i
rzekł: „W dniu, w którym będziesz tak zaciekle pragnął Boga, jak pragnąłeś powietrza - w
tym dniu z całą pewnością Go spotkasz”. Oto główna przyczyna, dla której nie znajdujemy
Boga: ponieważ nie pragniemy Go wystarczająco żarliwie. Nasze życie wypełnione jest
wieloma innymi sprawami i możemy się doskonale urządzić bez Boga. Na pewno nie jest
On dla nas tak istotny jak powietrze, którym oddychamy. Nie odnosi się to do takich ludzi,
jak Ramakrishna. Ilekroć myślę o jego życiu, doznaję głębokiego wzruszenia. Miał zaledwie
szesnaście lat, kiedy był już kapłanem w świątyni hinduistycznej i sprawował obrzędy ku
czci bóstwa. Pewnego dnia ogarnęła go nieodparta chęć przekroczenia zasłony otaczającej
bożka świątyni i wejścia w kontakt z Nieskończoną Rzeczywistością, symbolizowaną przez
tego bożka, Rzeczywistością, którą nazywał „Matką”. To jego pragnienie przybrało postać
obsesji do tego stopnia, że czasami zapominał sprawować obrzędy. Innym razem zaczął
poruszać świętą lampę przed bóstwem i ogarnięty obsesją czynił to zapamiętale całymi
godzinami, dopóki ktoś nie przyszedł i nie pomógł mu opamiętać się i skończyć z tym.
Odznaczał się wszystkimi cechami człowieka głęboko i namiętnie zakochanego. Co noc,
zanim udał się na spoczynek, siadał przed bóstwem i wołał: „Matko, minął jeszcze jeden
dzień i znów cię nie spotkałem! Jak długo muszę jeszcze czekać, Matko, jak długo?” W
końcu, niepocieszony, zaczął szlochać. Czyż Bóg może przejść obojętnie wobec takiego
żarliwego pragnienia? Czyż trzeba się dziwić, że Ramakrishna został tak nadzwyczajnym
mistykiem? Pewnego razu wyjaśnił on przyjacielowi, co znaczy tęsknić za Bogiem: „Gdyby
złodziej spał w pokoju oddzielonym jedynie cienką ścianą od skarbca wypełnionego po
brzegi złotem, czy mógłby spać spokojnie? Nie zmrużyłby oka przez całą noc myśląc o tym,
jak dostać się do skarbca i zdobyć złoto. Od samej mojej młodości pragnę Boga jeszcze