Do jaszczura kopalnego Hatteria przybył dziś — dzięki panu J...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- – To się panu opłaci – rzucił blondyn...
- Jeszcze wczoraj chciałem pisać mowę pożegnalną, ale dziś nad ranem straciłem umiejętność układania kunsztownych peror...
- Agryppa ulegając jego usilnej namowie przybył do Judei, a Herod dokładał wszelkich starań, aby mu pobyt uprzyjemnić...
- Mężczyzna przybyły po tym, który was przed chwilą oczarował, życzył sobie, by przedstawiona mu kobieta miała niestrawność...
- krzyż, ale już go nie boli, że ojciec wczoraj wypędził sługę, a dziś poszedł szukać innej...
- - Katy - zapytał Heathcliff - jesteś dziś zajęta? Czy się gdzieś wybierasz?- Nie...
- pytając: - Pan do pani Ingi, co ją dziś przyjęliśmy? Michał skinął głową...
- wózku sporo też przybyło różnego rodzaju znaczków i nalepek z miast, które od- wiedził...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
S. Tinckerowi —
przedpotopowy płaz. Poczciwy dr Johannes Jakub Scheuchzer dożyłby w dniu dzisiejszym wskrzeszenia swego Adama z Oeningen…
Oczywiście dla pełnego naukowego wyświetlenia kwestii zagadkowych potworów morskich, o których tyle już było gadania, dość byłoby owego uczonego biuletynu. Na nieszczęście jednak równocześnie ukazała się praca badacza holenderskiego van Hogenhoucka, który zaszeregował owe skrytoskrzelne płazy olbrzymie do rodziny traszek, czyli trytonów, nazywając je Megatriton moluccanus i rozszerzając ich zasięg także na wyspy holendersko
—sundajskie: Dżilolo, Morotai i Ceram. Ukazała się także rozprawa francuskiego uczonego drą Mignarda, który uznał płazy za typowe salamandry i wskazał ich miejsce przebywania w wodach wysp francuskich: Takaroa, Rangiroa i Raroira. Nazwał je zupełnie po prostu: Cryptobranchus salamandroides. Natomiast H. W. Spence w swej pracy ustalił, że płazy to nowa rodzina Pelagidae, których miejscem pochodzenia są wyspy Gilberta, a które
należałoby określić nazwą gatunkową jako Pelagotriton Spencei. Mr Spence osiągnął
niebywały sukces, gdyż udało mu się przenieść jeden okaz w stanie żywym do londyńskiego Zoo, gdzie stał się on przedmiotem dalszych badań. Rezultatem ich były nowe nazwy naukowe: Pelagobatrachus, Hookeri, Salamandrops maritimus, Abranchus giganteus,
Amphiuma gigas i cały szereg innych. Wielu uczonych twierdziło, że Pelagotriton Spencei jest identyczny z Cryptobranchus Tinckeri i że salamandra drą Mignarda to nic innego jak Andrias Scheuchzeri. Powstało z tego powodu moc sporów o pierwszeństwo oraz o inne kwestie naukowe. Skończyło się ostatecznie na tym, że wiedza przyrodnicza każdego narodu miała swe własne płazy i w sposób naukowy jak najintensywniej zwalczała płazy innych narodów. Dlatego też z punktu widzenia nauk; wiedzy nie osiągnięto ostatecznego porozumienia i nie wyjaśniono definitywnie sprawy płazów.
71
Ksiazka pobrana z http://ebooki24.pl
9. Andrew Scheuchzer
Pewnego czwartku, gdy londyńskie Zoo zamknięte było dla publiczności — Tomasz Greggs, dozorca pawilonu jaszczurów, czyścił baseny i terraria swoich pupilów. Był zupełnie sam w oddziale płazów, gdzie mieścił się płaz olbrzymi japoński, amerykański helbender, Andrias Scheuchzeri i cała masa drobnych salamander, aksolotlów i tym podobnych. Greggs uwijał
się z miotłą i ścierką pogwizdując sobie „Sweet Marie”, kiedy naraz ktoś poza nim odezwał
się skrzeczącym głosem:
— Mamo, zobacz!
Tomasz Greggs obejrzał się, lecz nie było nikogo. Tylko ten helbender człapał w błocku, a ten wielki czarny płaz Andrias, wsparty przednimi łapkami o brzeg sadzawki, kołysał
tułowiem.
— Musiało mi się zdawać… — mruknął do siebie Greggs i dalej zamiatał podłogę, aż się kurzyło.
— Popatrz, płaz! — odezwało się tuż za nim. Greggs odwrócił się szybko. Czarny płaz Andrias spoglądał na niego uważnie, mrugając dolnymi powiekami.
— Brrr… Jakież to wstrętne — powiedział naraz płaz. — Chodź stąd, kochanie.
Greggs z osłupienia aż usta otworzył.
— Co?…
— Czy on nie gryzie? — skrzeczał znowu płaz.
— Ty… To ty umiesz mówić?… — wyjąkał Greggs nie wierząc własnym uszom.
— Ja się go boję! — zaskrzeczał płaz. — Mamo, a co on je?
— Powiedz: dzień dobry — wykrztusił osłupiały Greggs. Płaz zakołysał tułowiem.
— Dzień dobry — skrzeczał. — Dzień dobry… Mogę mu dać ciastko?
Greggs ogromnie zmieszany sięgnął do kieszeni i wydobył kawałek bułki.
— No, masz.
Płaz wziął bulkę w łapkę i zaczął gryźć.
72
Ksiazka pobrana z http://ebooki24.pl
— Popatrz, płaz — pomrukiwał z zadowoleniem. — Tatusiu, dlaczego on jest taki czarny? —
Nagle— zanurzył się w wodzie, wystawiając tylko głowę. — Dlaczego on jest w wodzie?…
Dlaczego? Oj, jakież to obrzydliwe!…
Tomasz Greggs ze zdumienia podrapał się w głowę. Aha, on powtarza to, co słyszy od ludzi.
— Powiedz: Greggs — zachęcał go.
— Powiedz Greggs — powtórzył płaz.
— Pan Tomasz Greggs.
— Pan Tomasz Greggs.
— Dzień dobry panu.
— Dzień dobry panu, dzień dobry, dzień dobry, dzień dobry panu — wydawało się, że płaz nie może się nacieszyć i nasycić gadaniem.
Dozorcy Tomaszowi Greggs już nie przychodziło do głowy, co mu jeszcze powiedzieć: nie był zresztą z natury zbyt wielomówny.
— No, teraz stul pysk — zakończył. — Jak skończę, przyjdę cię uczyć mówić.
— Stul pysk — zaskrzeczał płaz. — Dzień dobry panu. Popatrz, płaz. Przyjdę cię uczyć mówić.
Dyrekcja Zoo ogromnie niechętnie widziała, gdy dozorcy uczyli zwierzęta jakichś sztuczek.