– To się panu opłaci – rzucił blondyn...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- Pawian niespodziewanie szarpnął się gwałtownie na sznurze i rzucił na złodzieja, który ukradł dwie piękne główki sałaty i nikt tego nie zauważył...
- królewski, wymachując rękami przy wyjaśnianiu antyen - tropijnych przejść krytycznych, zauważył, że coś mu przeszkadza, rzucił okiem na własną dłoń i...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- I pewnie powiedziałby coś takiego, ale nagle z jakiejś piwnicy wyskoczyło trzech ludzi i rzuciło się na nich...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- - I niech ta rozmowa pozostanie między nami - rzucił leniwie mistrz Jedi...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Chcecie ją w całości? Czy może być w kawałkach?
– Chcemy ją żywą. Ona musi żyć.
– To gorzej.
– Dziesięć. Przy dostawie.
– Dwadzieścia pięć albo kij wam w oko. Połowa teraz, połowa przy dostawie.
– Dobrze. Dwadzieścia pięć.
Romy miał ochotę ryknąć śmiechem. Ci faceci srali w gacie ze strachu, a wszystko przez małą Molly Dolly. Molly Dolly nie była warta dwudziestu pięciu patoli. Jego skromnym zdaniem nie była warta nawet dwudziestu pięciu centów.
– Dostarczy ją pan?
– Może.
– Jeśli pan zawiedzie, moi sponsorzy będą bardzo niezadowoleni. Lepiej więc niech pan ją znajdzie. – Wręczył mu kopertę. – Reszta potem.
Romy zajrzał do środka i zobaczył plik pięćdziesięciodolarówek. To już coś.
Limuzyna przystanęła na rogu Upton i Tremont, na terytorium Romy’ego. Nie chciało mu się rozstawać z pięknymi skórzanymi siedzeniami, nie chciało się wychodzić na ten porywisty wiatr. Pomachał kopertą.
– Potem, to znaczy kiedy?
– Przy dostawie. Znajdzie ją pan?
Kiwaj faceta. Niech myśli, że to kurewsko trudne. Może da więcej.
– Zobaczę, co się da zrobić. – Wysiadł i patrzył chwilę za odjeżdżającym autem. Boi się. Facet jest przerażony.
Koperta była gruba, miła w dotyku. Romy wsunął ją do kieszeni spodni.
Lepiej się schowaj, Molly Dolly. Lepiej dobrze się schowaj – pomyślał. – Jeszcze nie wiem, gdzie cię szukać, ale już po ciebie idę.
Bryan zaprosił ją do domu i poczęstował kieliszkiem wina. Toby była u niego po raz pierwszy. Czuła się nieswojo, ale bynajmniej nie z powodu niekonwencjonalnego układu, który łączył dwóch szczęśliwych i pasujących do siebie mężczyzn. Czuła się nieswojo, ponieważ siedząc na kozetce w saloniku, zdała sobie sprawę, że nigdy dotąd nie poświęciła mu czasu jako przyjacielowi. Przychodził do jej domu, żeby opiekować się matką, by ją karmić i kąpać. W zamian za to raz na dwa tygodnie Toby wypisywała mu czek. „Płatne na zlecenie”. O przyjaźni w umowie o pracę nie było ani słowa.
Dlaczego? – myślała, podczas gdy Bryan rozkładał na stoliku serwetkę, żeby postawić na niej kieliszek białego wina. Dlaczego prosta czynność wypisywania czeku uniemożliwiła zawarcie prawdziwej przyjaźni?
Sączyła napój w głębokim poczuciu winy, że nigdy nie postarała się nic zrobić w tym kierunku, zażenowana, że odwiedziła go dopiero wtedy, gdy grunt zaczął palić się jej pod nogami.
Usiadł naprzeciwko. Minęła chwila. Pili wino, mięli wilgotne serwetki. Lampa rzucała łukowate cienie na wysoki, strzelisty sufit. Na ścianie wisiało czarno-białe zdjęcie Bryana i Noela na plaży w głębokiej zatoce. Wyciągniętymi rękami objęci za ramiona, uśmiechali się do obiektywu uśmiechem ludzi, którzy wiedzą, jak używać życia. Toby nigdy tego nie umiała.
– Chyba już wiesz, że rozmawiała ze mną policja – powiedział.
– Podałam im twoje nazwisko. Pomyślałam sobie, że potwierdzisz moje zeznania. Uważają mnie za córkę z piekła rodem. – Odstawiła kieliszek. – Bryan, przecież wiesz, że nigdy jej nie skrzywdziłam.
– To właśnie im powiedziałem.
– Uwierzyli?
– Nie wiem.
– O co pytali?
Napił się wina – wyczuła, że chce w ten sposób zyskać na czasie.
– O lekarstwa – odrzekł w końcu. – Chcieli wiedzieć, czy Ellen brała coś na receptę. I o te oparzenia.
– Wyjaśniłeś im, jak to się stało?
– I to kilka razy. Odniosłem wrażenie, że moje odpowiedzi nie bardzo przypadły im do gustu. Co się dzieje, Toby?
Odchyliła się na kozetce i przesunęła rękami po włosach.
– To Jane Nolan. Nie wiem, dlaczego mi to robi...
– Co robi?
– Nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Jane zjawia się u mnie niczym dar z niebios. Jest inteligentna, jest miła. Istna doskonałość. Przychodzi i ratuje mnie z opresji. Wkrótce wszystko zaczyna się walić. Dosłownie wszystko. A ona zrzuca winę na mnie. Wygląda to tak, jakby chciała zrujnować mi życie.
– Toby, to brzmi dość dziwacznie...
– Ludzie są dziwaczni. Potrafią robić przedziwne rzeczy, by zwrócić na siebie uwagę. Powtarzam policji, że powinni zainteresować się nie mną, lecz właśnie nią, że to ją powinni aresztować. A oni nic nie robią.
– Nie przypuszczam, żeby atakowanie tej Nolan leżało w twoim interesie.
– To ona atakuje mnie! Oskarża mnie o maltretowanie matki. Po co dzwoniła na policję? Oparzenia? Dlaczego nie zapytała o to mnie? Dlaczego wciągnęła w to Vickie? Nastawiła przeciwko mnie moją własną siostrę.
– Dlaczego miałaby to robić?
– Nie wiem dlaczego! To wariatka!
Bryan odwrócił wzrok; uświadomiła sobie, że to ona zachowuje się jak wariatka, jak osoba potrzebująca pomocy psychiatrycznej.
– Przemyślałam to na tysiące sposobów, próbując zrozumieć, jak to się stało. Jak mogłam do tego wszystkiego dopuścić. Powinnam była przyjrzeć się jej dokładniej.
– Nie bierz całej winy na siebie. To Vickie pomogła ci ją wybrać.
– Tak, ale Vickie jest powierzchowna. Za te sprawy ja odpowiadałam. Kiedy odszedłeś, wpadłam w panikę. Dałeś mi tak mało czasu na... – Nagle zaświtała jej pewna myśl. To dlatego Jane wkroczyła w moje życie: ponieważ Bryan zrezygnował.
– Uprzedziłbym cię wcześniej, ale chcieli, żebym natychmiast zaczął.
– Dlaczego wybrali akurat ciebie?
– Co?
– Przecież nie szukałeś pracy, tak mówiłeś. I nagle cię zatrudniają. Jakim cudem?
– Zadzwonili do mnie.
– Kto?