- Czyli uważacie, że osiemnaście młodych stanie się w pełni sprawnymi dorosłymi? - zapytał Paul Wind Blossom...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- bool move_uploaded_file (string filename, string destination)msqlZwraca dodatni identyfikator wyniku zapytania mSQL, lub False w przypadku wystpienia...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- – Co, trupia głowa? – zapytał Legrand...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- – Ja tu gadam, a nie zapytałem wcale, jak ci się udało powstrzymać czarnych jeźdźców?– Jestem furtianem, Wasza Wysokość...
- – Co to jest wrogość? – zapytał na jednym z wykładów terapeuta Mojżesz alias Ja Alkohol...
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
- Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kobieta skłoniła głowę.
- Musimy cierpliwie oczekiwać ich dojrzałości.
- Ale będą potrafiły wytwarzać ogień ze skał zawierających fosfinę i przenikać pomiędzy, jak smoczki? - dopytywał się admirał.
- Ja jestem jak najlepszej myśli - odparł Pol, kiedy Wind Blossom nic nie powiedziała. - Bay także, gdyż stwierdziła, że mentasynt wywołał silną empatyczną więź oraz zdolność telepatycznego porozumiewania.
- Autentyczny kontakt umysł w umysł - dodała Bay, uśmiechając się z satysfakcją. - Szczególnie silny u Sorki i Seana.
- Smoki zostały zaprojektowane - powiedziała Wind Blossom z naciskiem - żeby umożliwić Naznaczenie u istot nienależących do gatunku ich protoplastów. Pod tym względem program został uwieńczony sukcesem. - Uniosła rękę. - Musimy poskromić niecierpliwość i dążyć do osiągnięcia doskonałych okazów.
- Przeniesienie Naznaczenia na inne gatunki było najważniejszym aspektem programu - odezwał się Pol, marszcząc lekko brwi. - Ostatecznie wszystkie smoczki teleportują się równie łatwo, jak oddychają.
- Smoczki tak - odparła Wind Blossom zimno. - Ale czy smoki, tego jeszcze nie wiadomo.
- Kitti Ping nie zmieniała tych zdolności. Oczywiście, będą one musiały być udoskonalone i kontrolowane - ciągnął Pol. Nie podobało mu się nastawienie Wind Blossom, jej niechęć do uznania już osiągniętych sukcesów. - Muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę, iż oboje Connellowie zostali Naznaczeni. Ich weterynaryjne przeszkolenie, ogólna kompetencja, nie mówiąc już o udowodnionej zdolności do narzucania dyscypliny sforom smoczków, sprawiają, że trudno wyobrazić sobie lepszych kandydatów.
Wind Blossom wydała cichy odgłos, który słuchający odebrali jako dezaprobatę.
- Są wykwalifikowani - powiedziała Bay z niespodziewanym zapałem. - Ktoś musi zrobić początek.
- Rozwój smoków musi być ściśle nadzorowany - odezwała się Wind Blossom - żebyśmy wiedzieli, jakich błędów trzeba uniknąć następnym razem.
- Następnym razem? - Emily zamrugała oczami ze zdziwienia i zauważyła, że Bay i Pol reagują podobnie.
- Nie wiem jeszcze, czy te stworzenia pod innymi względami będą działać na spodziewanym poziomie, zarówno jeśli chodzi o naturalne, jak i o zaprojektowane zdolności. - Jej grobowy ton sugerował, że ma poważne wątpliwości.
- Jak możesz wątpić... - zaczął admirał dość gwałtownie. Zdecydowany gest uciszył go w pół słowa. Pol zagapił się na Wind Blossom.
- Zacznę od nowa - poinformowała ich Wind Blossom tonem, w którym pobrzmiewała męczeńska nuta. Admirał i Bay spojrzeli na nią zaskoczeni. - Biorąc pod uwagę to, czego dowiedziałam się z badań post mortem, nie mogę być pewna, że którekolwiek z żyjących stworzeń okaże się płodne i zdolne do rozmnażania. A to właśnie jest najważniejsze: zdolność do rozmnażania! Muszę próbować raz po razie, póki nie osiągniemy całkowitego sukcesu. Eksperyment dopiero się rozpoczął.
- Ależ Wind Blossom... - wykrztusił zdumiony Pol.
- Chodźcie, musicie mi pomóc. - Kobieta władczo machnęła ręką i wyszła z pokoju.
Ani weterynarze, ani ksenobiologowie nie znali żadnych kryteriów, wedle których mogliby oceniać stan osiemnastu przedstawicieli nowego gatunku. Jednak olbrzymi apetyt smoków, żywe kolory ich zamszopodobnej skóry oraz łatwość, z jaką wykonywały ćwiczenia fizyczne - ograniczające się głównie do jedzenia i wymachiwania skrzydłami - uznano za oznaki zdrowia. W pierwszym tygodniu życia wszystkie urosły przynajmniej o dłoń i zaokrągliły się wyraźnie; wyglądały teraz o wiele lepiej. A kiedy przezroczyste skrzydła stały się namacalnie mocniejsze, ludzie martwiący się o ich wątłość poczuli ulgę.
Oficjalny zespół medyczny patrzył zafascynowany, jak małżeństwo Connellów kąpie i naciera oliwką swoje dziesięciodniowe smoki. W pobliżu domów wszystkich smoczych opiekunów zbudowano duże, płytkie baseny z siliplasu. Faranth nieśmiało zerkała na ludzi, przyglądających jej się z podziwem.
- Ona się drapie, tato - powiedziała rozbawiona Sorka, wylewając oliwkę na łuskowatą plamę między wypukłymi bokami. - Tutaj cię swędzi, Farrie?
Nazywam się Faranth i wiośnie tutaj mnie swędzi, powiedziała Faranth tonem, który przechodził od urazy do ulgi. Teraz zaczyna mnie swędzieć tylna noga.
- Nie lubi zdrobnień - stwierdziła Sorka tolerancyjnie, uśmiechając się do ojca. - Ale uwielbia być drapana. - W tym celu sporządzono specjalną włosianą szczotkę, wystarczająco gęstą, by wcierać oliwkę, ale niezbyt ostrą, by nie uszkodzić delikatnej, gładkiej skóry.
Nagle Carenath zamachał w płytkiej wodzie błyszczącymi z wilgoci skrzydłami, opryskując całe zgromadzenie.
- Carenath, zachowuj się! - przemówili Sorka i Sean identycznym ostrym tonem.
Już jestem czysta, ty nakrapiany idioto, powiedziała Faranth, idealnie naśladując pełen nagany ton, jaki zasłyszała u Sorki. Byłam już prawie sucha, a teraz znowu trzeba mnie będzie natrzeć oliwą.
Sean i Sorka roześmieli się, po czym zaczęli pospiesznie wyjaśniać przemoczonym ludziom, że rozbawiły ich słowa Faranth, a nie psoty Carenatha. Connell machnął ręką w stronę smoczków usadowionych na belce pod dachem i najwyraźniej obserwujących wszystko, co się działo na dole. Prawie natychmiast zmoczeni obserwatorzy zostali zarzuceni ręcznikami.
- Użyteczne stworzenia, Sean - stwierdził Red Hanrahan, osuszając twarz i dłonie oraz strzepując wodę z ubrania.
- Bardzo przydają się przy młodych smokach, Red - odparł Connell. - Łowią ryby dla tych głodomorów.
Sprawiam ci aż tyle kłopotów? Carenath wyglądał na zasmuconego.
- Wcale nie, maleńki - szybko zapewnił go Sean, pieszczotliwie gładząc przechyloną żałośnie główkę. - Nie bądź głupi. Jesteś młody, masz apetyt, a karmienie was to nasz obowiązek.