człowiekiem, a to jest właśnie coś nowego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Należało się spodziewać, że ze wszystkich Verealów przede wszystkim don Diego uszanuje świętość tradycji, tymczasem właśnie don Diego stał się sprawcą...
- dzy koteriami, ciągłe walki o przywileje, ciągłe wydzierki i rwactwo, a to z powodu owej potrzeby rajskiego ptaka wy-pełniającej każdego człowieka...
- człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, „gdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmowe”...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- – Czy jesteście w stanie podjąć długi marsz w tym deszczu?Młoda kobieta o całkiem ludzkim wyglądzie i człowiek – diabeł jęknęli...
- ponieważ dopóki nie będziemy wiedzieli więcej o tkwiących w człowieku siłach, nie możemy mieć nadziei, iż dowiemy się czegoś więcej o przyszłości i...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- RELIGIE ZBAWIENIATen typ religii jest zwizany z refleksj czowieka nad mierci i pragnieniem szczcia wiecznego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
I tak będę tu mieszkał wyłącznie latem, a ona nie
wiadomo jak długo, przekonywałem samego siebie. Zresztą to nic poważnego, wakacyjne
emocje, wpływ otoczenia...
Jednak w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że przez cały czas wpatruję się w
drogę. Sądziłem (a raczej miałem nadzieję), że ona będzie w końcu tędy wracać. Ale nie
doczekałem się. Widocznie wracała jakoś inaczej.
Na wszelki wypadek wieczorem znów wybrałem się na krótki spacer i znów
zobaczyłem światło. Przez moment widziałem również jej cień, czarny na tle żółtego
prostokąta. Cień przesunął się szybko i już go nie było, ale i tak poczułem się dziwnie
uspokojony.
*
W końcu doszedłem do wniosku, że bardziej pilnuję małej chatki niż własnej budowy.
Tymczasem mój dom rósł w siłę i gabaryty. Wkrótce będzie gotowy. Ekipa sprawna, na
szczęście, a konstrukcja prosta - to przecież tylko zwykły letniak.
W samym rogu mojej działki rosło wysokie, stare drzewo, kasztanowiec chyba.
Ustawiłem pod nim zbitą z desek ławkę, a przy niej coś na kształt stolika (dwa kamulce i
decha). Obok, ze starej balii, wkopanej w ziemię, powstała sadzawka (balię dostałem od
sąsiadów Joli). I teraz mam coś, co się nazywa oczko wodne. Brzegi obłożyłem kamieniami, a
Jolka obiecała, że przyniesie mi jakieś specjalne roślinki, żeby było jeszcze ładniej.
Kupiłem poradnik i zabawiałem się planowaniem przyszłego ogrodu. Wciągnęło mnie
to. Zresztą teraz wszystko sprawiało mi radość. Czułem się jak obudzony z letargu. Nie,
zdecydowanie miasto nie jest naturalnym środowiskiem człowieka!
Któregoś dnia zaczepiła mnie tęga pani, sąsiadka, i zapytała, czy nie chcę szczeniaka.
Nie wiedziałem, czy chcę, więc kobieta zaprosiła mnie do siebie, żebym obejrzał pieska.
Zapewne odgadła, że jak zobaczę, to wezmę.
Na spotkanie wybiegł nam śmieszny brązowy kundelek. Powitał mnie serdecznie, jak
starego przyjaciela, a ja uznałem to za znak. Sąsiadka powiedziała, że mały ma już cztery
miesiące, suka go odpędza, resztę miotu już dawno rozdali i tylko ten został. Nie chce
pieniędzy, byle w dobre ręce... Bo ona nie z tych podleców, co to pieski do lasu wywożą,
takich to by od razu w więzieniu zamykała! Ponieważ ja też bym zamykał, więc się
dogadaliśmy.
Miałem zatem szczeniaka. Wabi się Bokser, dodała na pożegnanie. Taki z niego
bokser, jak ze mnie ciężarówka, pomyślałem. Ale od tej pory byliśmy nierozłączni.
Więc to jednak znak.
Jeszcze tego samego dnia podjechałem do pobliskiego sklepu po jedzenie dla psiaka.
Drugą paczkę suchej karmy (tym razem dla dorosłych psów) oraz czekoladę kupiłem dla
sąsiadki dobrodziejki, w dowód wdzięczności za Boksera.
Mały dostał też obrożę, smycz i - bardzo niechętnie - zaczął pobierać lekcje dobrego
wychowania. Codziennie rano chodziliśmy na spacery do lasu. W lesie biegaliśmy: pies
uszczęśliwiony, ja szarpany za nogawki dresu, ale również szczęśliwy. Potem, w nagrodę,
odbywała się zabawa w rzucanie i przynoszenie patyczka.
Poza tym regularne spacery pozwalały mi na stałą obserwację chatki Baby Jagi, jak ją
nazywałem w myśli. Raz udało mi się nawet zobaczyć rudą nieznajomą, kiedy przechodziła
przez podwórko z naręczem kwiatów. Nie, stanowczo nie przypominała wiedźmy, bardziej
elfa. Ale „chatka Baby Jagi” brzmiało lepiej.
Za drugim razem siedziała na ławce przed domkiem i szczotkowała białego kota.
Ukłoniłem się. Spojrzała zdziwiona; chyba mnie nie poznała. Skinęła głową i zagwizdała na
psa, który straszył Boksera przy płocie.
Odwiedziłem Jolę i Pawła, bo chciałem przypomnieć o tych wodnych roślinach.
Paweł był sam, Jolka akurat pojechała do miasta. Pogadaliśmy chwilę w ogrodzie, popijając
mrożone wino. No i znów podkusiło mnie, żeby palnąć coś o rudej.
Paweł spojrzał jakoś dziwnie.
- Co ty, stary, zakochałeś się? Jolka mówi, że coś za bardzo interesujesz się naszą
tajemniczą damą.
Idiota.
Nawet jej nie znam!
*
A jednak... Czułem się trochę tak, jak wtedy, gdy jako nieśmiały dwunastolatek
zakochałem się w dziewczynce z sąsiedniego domku kempingowego. Podczas wakacji z
rodzicami, gdzieś nad Balatonem. Dziewczynka nie była Polką (pochodziła, zdaje się, ze