- Co się dzieje, panie Lejt? - zapytał pośpiesznie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- bool move_uploaded_file (string filename, string destination)msqlZwraca dodatni identyfikator wyniku zapytania mSQL, lub False w przypadku wystpienia...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- – Co, trupia głowa? – zapytał Legrand...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- – Ja tu gadam, a nie zapytałem wcale, jak ci się udało powstrzymać czarnych jeźdźców?– Jestem furtianem, Wasza Wysokość...
- – Co to jest wrogość? – zapytał na jednym z wykładów terapeuta Mojżesz alias Ja Alkohol...
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
- Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- To jest Djorn - Lejt wskazał w kierunku ławki. Człowiek w krótkich spodenkach uniósł pokojowo rękę.
- Cześć Djorn - wykrztusił Wendeek. - Oddaj mi łyżwy.
- Są twoje. Wcale ich nie zabierałem.
Wendeek niepewnie podszedł do ławki. Gwałtownym ruchem chwycił łyżwiarskie buty.
Nic się nie wydarzyło.
- Chodźmy do mnie - zaprosił Lejt. - Strasznie zimno dzisiaj.
- Nie! - zaprotestował Wendeek. - Muszę jechać - bacznie rozejrzał się. Wciąż nie był pewien, czy ktoś nie spróbuje go zatrzymać. Lejt nie nalegał.
- Pytałeś co się dzieje - powiedział. - Dzieją się wielkie rzeczy. Wkrótce Alceda będzie dla ludzi rajem. Wiemy już jak się przystosować.
- ... Kto wie?
- Djorn, ja i paru innych. Niedługo będą wiedzieli wszyscy. Mroźnica to choroba adaptacyjna. Kto przez nią przejdzie, tego organizm przystosowuje się do tutejszych warunków klimatycznych. Wiem, że logika burzy się przeciwko temu, ale taka jest prawda.
- Dlaczego mam panu wierzyć? - zawahał się Wendeek.
- A dlaczego nie? Czy wyglądam na szaleńca?
- A ja? - odezwał się Djorn i wstał z ławki. - Czy nie jestem dowodem? - rozchylił poły koszuli i wskazał obnażony tors.
Wendeek wzdrygnął się. Jego własne ciało, choć okryte kombinezonem, drętwiało od mrozu.
Djorn zbliżył się.
- Nie podchodź! - krzyknął Wendeek. Djorn zatrzymał się.
- Chyba nie wierzysz w duchy? - zapytał Lejt.
* * *
Naprzód!
Astel Wendeek mknął po lodowej tafli. Znów był w swoim żywiole. Odczuwał zmęczenie, ale do osiedla Ornina było już niedaleko. Na plecach ciążył tornister z lekami.
Naraz gładką taflę skutego lodem jeziora przecięło spiętrzenie zamarzniętej, nieruchomej kry. Astel nie zwolnił tempa. Ocenił szerokość przeszkody i uznał, że nietrudno mu będzie sobie z nią poradzić. Podjechał bliżej i wyskoczył w górę. W locie podkurczył nogi, bacząc by nie zahaczyć łyżwą o bryły lodu. Wprawnie opadł po drugiej stronie zapory. Jechał dalej.
Naprzód!
Wciąż myślał o Djornie. Nagle przyszło mu do głowy, że gdyby zdjął z pleców tornister i rzucił go w najbliższą, lodową zaspę, to może wtedy wreszcie przestałby być nikim.
CZCICIEL SŁOWAŁowcy niewolników wypływali w morze,
łupili okoliczne wyspy i przywozili ludzi,
którymi handlowali jak bydłem.
Pewnego dnia schwytali córkę Czciciela Słowa.
Eric Martinet był pijany. Wracał do domu, lecz nie najkrótszą z możliwych dróg, gdyż jego błędnik nie kontrolował kierunku. Żadna cząstka jego mózgu nie kontrolowała niczego.
Przechodząc obok rynku usłyszał gwar i dostrzegł skupisko ludzi otaczających handlową platformę. Zbliżył się i wcisnął pomiędzy gapiów; przekrwionymi oczami spojrzał na przedmiot zainteresowania tłumu. Na platformie stała kobieta, przepasana jedynie biodrową opaską. Była piękna - tyle widział Eric Martinet - piękna - widział to mimo mgły mamiącej jego pijacki wzrok.
Otumaniony trunkami nie zauważył zimnej obojętności malującej się na twarzy dziewczyny, ani gorejących nienawiścią oczu. Nie mógł tego zauważyć, tak samo jak większość zebranych nie dostrzegała fioletowego tatuażu na jej nagich plecach.
Tatuaż przedstawiał wielką pięść ściskającą głowę węża z długim rozdwojonym językiem, lecz mogli podziwiać go tylko ci, którzy stali z tyłu platformy.
Minęło sporo czasu nim Eric zorientował się, że licytacja już trwa. Kobietę sprzedawano jako niewolnicę. Padały sumy wykrzykiwane głównie przez mężczyzn. Początkowo prowadzący licytację nie mógł nadążyć z powtarzaniem ofert, jednak w miarę, gdy kwoty były coraz wyższe, atmosfera stawała się mniej gorączkowa, zyskując wszakże na napięciu.
Dziewczyna słała nieruchomo, jakby nieobecna, jakby nie o nią trwała walka wykrzykiwanych cyfr. Nie wstydziła się swojej nagości, ani też jej nie eksponowała. I nagle - nie! To niemożliwe - nagle Ericowi wydało się, że ta piękna istota spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Dwieście - krzyknął bez namysłu.