- Co masz zamiar zrobić z tym Rosjaninem, Sanji? Czy jego też zabijemy, żeby im dać nauczkę?- Nie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187moemy przyj jako zasad, e kady kraj wymieniony wrd owych affines lea na zewntrz granic tego pastwa, jako jego bok" (tatu] Kierujc si t zasad,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijajc bardziej szczegow analiz procesu sekularyzacji, omwiony zostanie sam pluralizm, a take proces jego nasilania si...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO WITEJ KINGI28Zaledwie trzynacie lat mia ksi Bolesaw, zwany pniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rzdy sprawujcy, postanowili mu on...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Damy im nauczkę, ale w inny sposób. Do jutra wieczór dwunastu z nich nie będzie żyło. Oficjalnie nie mają powiązań ze sprawą, ale to ci, którzy pociągają za sznurki. Powoli, powoli prasa zacznie składać to wszystko w całość. Policja też się dowie, ale zbytnio się tym nie przejmie. Zrobią kilka pokazowych nalotów, ale to - pokazał ręką na pokój - zniknie stąd w ciągu najbliższych dwóch godzin. Rosjanie domyślają się. Zaproponują pomoc jeszcze raz. A my ją przyjmiemy.
- Dlaczego? Dlaczego to zrobimy?
- Ponieważ oni są po naszej stronie bardziej niż ktokolwiek inny. Grają z pozostałymi, bo chcą spowodować upadek tego społeczeństwa. Im więcej walk ulicznych, im więcej szabru i podpaleń, tym ostrzejsza reakcja władz i policji. W końcu dojdzie do wojny domowej. Ale my opowiemy się po jednej tylko stronie. Komuniści w końcu zwyciężą. Jeszcze rok, może dwa i Anglicy zapłacą za 20 lat upokorzeń. I tylko tego chcę. Po to robiłem plany. Zawsze ktoś im służył za kozła ofiarnego - Irlandczycy, Żydzi, potem my... Indie Zachodnie, Pakistańczycy, czarnuchy - tak nas nazywali. Czarnuchy. Pamiętaj o tym, stary. I bądź wdzięczny Rosjanom za pomoc.
- Dlaczego mieliby nam pomagać?
- Bo my pomożemy im zdobyć to, czego chcą.
- Czy ty jesteś komunistą, Sanji? Singh uśmiechnął się.
- Mój stary, po pierwsze jestem Hindusem, po drugie Kalkutczykiem, po trzecie mężem i ojcem. A co ponadto, to już moja sprawa i nikogo nie powinno to obchodzić.
Starzec podniósł się powoli i podszedł do drzwi.
- Wiesz, gdzie będę, gdybyś mnie potrzebował, Sanji... - Przerwał.
- I przypomnij sobie przypowieść o człowieku, co chciał ujeżdżać tygrysa, przyjacielu.
Brązowe oczy Singha były twarde jak kamień.
- To ja jestem tym tygrysem, stary. Zapamiętaj to sobie.
ROZDZIAŁ III
Przejechał przez most nad rzeką, potem główną ulicą i dalej, dopóki stare budynki nie ustąpiły miejsca otwartym terenom wiejskim. Zazwyczaj liczył kościoły, jadąc za miasto. Było ich dziewięć, pomijając klasztor.
Minęło około 20 minut, nim zatrzymał się na służbowym parkingu i pobrał od dyżurnego plastikową wejściówkę. Ruszając główną ulicą spojrzał w górę. Gdzieniegdzie prześwitywał błękit, lecz chmury płynęły tak szybko, gnane silnym wiatrem, że przez chwilę miał wrażenie, jakby to ziemia poruszała mu się pod stopami. Zamknął oczy na moment, a gdy je otworzył, spoglądał już na wystawy sklepów. Była to typowa główna ulica w małym miasteczku, z kompletem sklepów znanych sieci handlowych. Woolworths, Tesco, Boots, Marks and Spencer i około tuzina mniejszych sklepów. Kafejka, sklep radiowy, warzywniczy, kiosk z gazetami, a na rogu wejście do niewielkiego kina.
Chociaż wszystko to było typowo angielskie, nie znajdowało się w Anglii, lecz położone było prawie 200 km na północny wschód od Moskwy, w pobliżu starożytnego miasta Suzdal. Tego, przez które Lew Aleksander Sawalew właśnie przejechał.
Suzdal nad Kamienką jest jednym z najstarszych i najbardziej zabytkowych miast w ZSRR. Zachowały się dokumenty datujące je na rok 1024, lecz książę Włodzimierz Kijowski posłał tam misję biskupią dla zbudowania kościoła już dużo wcześniej. Turyści zachwycali się zabytkami, ale Lew Sawalew nienawidził tego miejsca.
Po czterech latach w Nowym Jorku i sześciu w Londynie tęsknił do jasno oświetlonych ulic i przyjęć dyplomatycznych, które były dotąd jego codziennością. Jednak przeniesienie oznaczało awans, a Sawalew kierował się ambicją. Czy to na Uniwersytecie Moskiewskim, czy na kilkunastu szkoleniach KGB, które miał za sobą, Sawalew zawsze był w czołówce.
Ośrodek treningowy zbudowano w 1979 roku i od tego czasu setki kobiet i mężczyzn przekroczyły jego bramę, osadzoną w otaczającym go wysokim murze.
Setki kobiet i mężczyzn, których przeszłość była bardzo różnorodna. Prawnicy, urzędnicy administracji, inżynierowie, dyrektorzy, policjanci, żołnierze Czerwonej Armii i Sił Powietrznych oraz robotnicy ważniejszych gałęzi przemysłu. Wszyscy oni mieli dwie rzeczy wspólne. Znali już trochę angielski, a ich doświadczenie i umiejętności odpowiadały wymogom programu komputerowego, który został zaprojektowany i napisany w roku 1975.
Wtedy, w 1975, traktowano ten program jeszcze wyłącznie jako ćwiczebny. Dotyczył ewentualności wręcz nieprawdopodobnej. Ale KGB dysponuje ogromnymi zasobami pieniędzy, czasu i sił ludzkich - okazało się, że należy go uznać za interesujący i wart zachodu. Szkolenie trwało 6 miesięcy i obejmowało intensywny kurs języka. Studenci żyli tak, jakby mieszkali w Anglii; kupowali w sklepach angielskie towary płacąc angielskimi pieniędzmi.. Ponieważ nauka była bardzo intensywna, można było uznać, że kurs stanowił odpowiednik 18 miesięcy spędzonych rzeczywiście w Anglii.
Major Lew Sawalew był Komendantem Szkoły Treningowej Nr 405. Już po pierwszych dwóch semestrach odkrył, że jest to praca wyjątkowo nudna. Był jednak na tyle doświadczonym i otrzaskanym funkcjonariuszem KGB, aby nie pozwolić sobie na okazywanie tego na zewnątrz. Zwykle zresztą znajdowało się parę ładnych studentek, które pomagały rozproszyć nudę.
Sawalew nigdy się nie ożenił. Zbyt często był świadkiem, jak żona i rodzina potrafiły zawadzać mężczyźnie albo czyniły go podatnym na różne naciski, którym w innych okolicznościach byłby w stanie się oprzeć. Jego przełożeni milcząco aprobowali determinację, z jaką unikał powikłań uczuciowych. I patrzyli przez palce na to, że każdego weekendu coś go ciągnęło do Moskwy bez uzasadnionej przyczyny.