- Chcę się z nim spotkać, porozmawiać z jego ośrodkiem świadomości - sprecyzował...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187mo¿emy przyj¹æ jako zasadê, ¿e ka¿dy kraj wymieniony wœród owych affines le¿a³ na zewn¹trz granic tego pañstwa, jako jego „bok" (tatuœ] Kieruj¹c siê t¹ zasad¹,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
- Pomijaj¹c bardziej szczegó³ow¹ analizê procesu sekularyzacji, omówiony zostanie sam pluralizm, a tak¿e proces jego nasilania siê...
- 9 W książce tej termin „hitlerowski holokaust" odnosi się do wydarzeń historycznych, natomiast termin „holokaust" oznacza jego ideologiczne...
- WIANO ŒWIÊTEJ KINGI28Zaledwie trzynaœcie lat mia³ ksi¹¿ê Boles³aw, zwany póŸniej Wstydliwym, gdy panowie w jego imieniu rz¹dy sprawuj¹cy, postanowili mu ¿onê...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nastąpiła pauza, po której dysk powiedział:
- Bardzo dobrze, proszę pana. Zobaczę, co da się zorganizować.
Dom z ulgą wyszedł z kabiny i odszukał kryjącego j się nieporadnie za wysokim na pół mili, połyskującym słupem germanu Hrsh-Hgna. Kolejnym krokiem była zmiana odzieży i prawdziwy posiłek - w ciągle przetwarzanych przez autokucharza molekułach było coś dziwnie niezadowalającego. Przecisnął się obok grupy średniocieplnych creapii i zatrzymał taksówkę.
Główna jaskinia Banku była na tyle duża, że wymagała systemu kontroli pogody, by zapobiec solidnym burzom. Taksówka przemknęła między różnobarwnymi słupami - każdy u podstawy otoczony był kioskami i budkami, a wszędzie pełno było czerwonych światełek. Od czasu do czasu pierścień statyki wędrował w górę słupa, znikając w efektownym rozbłysku w silnie ozonowanych górnych warstwach suchego powietrza, dźwięczącego milionami głosów. Można je było bardziej wyczuć, niż usłyszeć, i był to ogólnie zrozumiały dźwięk - pieniądze rozmawiały z sobą przez lata świetlne. Całość, ogólnie rzecz biorąc, sprawiała wrażenie początkowych wyobrażeń piekła. Z turystami. Z których część doskonale pasowała do wrażenia.
Taksówka dostarczyła ich do jednej z mniejszych jaskiń, gdzie robot krawiec zaopatrzył Doma w szare kombinezony z typu noszonego na wszystkich praktycznie planetach zamieszkanych przez ludzi. Do tego dodał płaszcz w pasy kolorystycznie nawiązujące do purpury, pomarańczy i żółci, mając nadzieję stworzyć wrażenie prostaka z zadupia rodem z komediowego serialu. Jako kolonista z obrzeża miał prawo gadać głupoty, mieć niefortunne przyzwyczajenia i gapić się na wszystko z otwartą gębą. Gdy skończył ze swoim strojem, zainteresował się Hrsh-Hgnem, który obserwował go ubrany w stary ceremonialny strój samca beta.
- Nie możesz ubrać się w coś bardziej kolorowego? - spytał z lekkim obrzydzeniem Dom. - Część phnobów tak chodzi, nie będziesz wtedy aż tak do siebie podobny.
Zapytany cofnął się nerwowo o krok i kurczowo otulił szatą.
- A co? Jak tak chodzę, to łamię prawo? To znaczy, czy jeszcze bardziej mogę ssseksssualnie obrażać?! Jeśśśli tak to...
- Nie chodzi o prawo, tylko o przebranie.
- Wątpię, żebym mógł udawać sssamca alfa. Oni sssą ważniejsssi, bardziej wojowniczy, mniej oddają sssię rozrywkom intelektualnym...
Dom jęknął i przestał go słuchać. Zabrał się za to do dyrygowania krawcem, w efekcie czego phnob otrzymał togę z ciężkiej błękitno-oliwkowej materii przetykanej srebrem i nóż podwójnej długości w stosunku do prawdziwego, wraz z ozdobnym pasem.
- Jeśśśli jakiśśś alfa wyzwie mnie na pojedynek, będzie to żałosssne przedstawienie.
- Może nie wyzwie, a wyglądasz zupełnie inaczej - ocenił Dom i zapłacił robotowi.
Następnym przystankiem była restauracja w hotelu Grand, przeznaczona dla humanoidów żyjących w średnim przedziale temperatur. Wyglądała równie imponująco jak główna jaskinia, a nawet robiła większe wrażenie, gdyż wystrój dostosowano do ludzkich rozmiarów. Pełna też była gości zaspokajających głód, aromatów dań, alkoholi i narkotyków. I wyglądała bardziej jak wizerunek piekła. Dom znalazł dwa wolne miejsca przy stoliku w sękcji przeznaczonej dla ludzi. Poprzednicy zajmujący je minęli go po drodze - był to masywny, barczysty Ziemianin z twarzą poznaczoną bliznami po pojedynkach i stary poobijany robot klasy pierwszej. Mężczyzna skinął mu przyjaźnie głową, lecz się nie odezwał.
- Znasz ich? - spytał Hrsh-Hgn, ledwie usiedli.
- Nie przypominam sobie. Jest w nich zresztą coś dziwnego: wyglądał na zamożnego, to dlaczego taki stary i prosty robot?
- Jedna z zagadek życia - skomentował phnob.
Zamilkli, koncentrując się na posiłku i - w wypadku - Doma na obserwacji. Sąsiad trącał go zawzięcie w żebra rogatym ramieniem, ale zignorował to, sąsiadem bowiem był młody drosk i Dom dokładał starań, by nie spojrzeć mu w talerz. Przy sąsiednim stole grupa phnobek z sekty Długa Chmura dyskutowała sykliwie. Za nimi człowiek z Third Eye dokonywał skomplikowanych ceremonii nad miską ryżu. Dom zjadł rybę z chlebem, phnob zupę grzybów i zjawił się natychmiast robot klasy drugiej z rachunkiem i wyceną stanu konta Doma w Banku.
- Przelej sobie jedną dziesiątą standardu - polecił Dom, autoryzując wypłatę.
- Serdeczne dzięki szanownemu panu - skłonił się robot i dodał uprzejmie: - Zawsze uważałem, że ludzie z Widdershins są na poziomie.
- A kto powiedział, że jestem z Widdershins?! - Dom spróbował mówić cicho, ale robot już odjechał, a i tak parę phnobek odwróciło się ku niemu.
- Twoja twarz - odparł zwięźle Hrsh-Hgn.
Dom uniósł rękę i zauważył jej zielonkawy odcień. Breja była naturalnie używana na innych planetach, ale tylko w wyjątkowych wypadkach i pod ścisłym nadzorem licencyjnym. Co i tak nie zmieniało popularnego wyobrażenia - jak ktoś miał zielone elementy, to był z Widdershins.