Pociągnął z pokrytego rosą kieliszka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- CZ Ł O W IE K N IE P E Ł N O SP R A W N Y JA K O „IN N Y ” W U JĘ C IU K O N C EPC JI S O C JO L O G IC Z N Y C H 93 Niepełnosprawność może pociągać za sobą nie tylko negatywne...
- Legendy i podania polskieWoy stanowiy do redniowiecza, a w Polsce poudniowej i u licznych narodowoci sowiaskich do niedawna, podstawow sil pocigow...
- Richie przekazał butelkę Bobby’emu, który pociągnął sporego łyka, mimo że nie znosił smaku owocowego wina...
- - Płaczesz, bo tak ci smutno na mój widok, Cul? Pociągając nosem, uśmiechnęłam się przytulona do jegopiersi...
- Para ta opuściła pociąg na przystanku przy Dwudziestej Ulicy...
- tylko pocigno za sob dalsz decentralizacj decyzji...
- Ce’nedra uniosła twarz pokrytą smugami łez...
- Podczas tej drogi zrozumiała, że chcę się z nią ożenić...
- mo unt po dejm ie pr óbĂŞ sko mun iko wan ia siĂŞ przez RPC z de mon em rpc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
„Lód w dobrym alkoholu?” – zapytał z niedowierzaniem Tabini na początku ich znajomości.
W obliczu takiej prośby Djinana zachował się o wiele bardziej dyplomatycznie – uniósł tylko brwi i zamrugał oczyma. Ponieważ mieli już prąd i działało światło, w kuchni można było dostać też lód.
Bren odwrócił stronę katalogu i popatrzył na buty narciarskie, a potem przejrzał wkładkę poświęconą sztuce i kulturze, w której opisywano odzyskiwanie dawnej sztuki z banków pamięci. Przeczytał artykuł o budowie ośrodka wypoczynkowego na górze Allan Thomas, pierwszego luksusowego ośrodka na Mospheirze, gdzie garstka śmiałków przywróciła do życia narciarstwo.
Atevi ostatnio okazywali zainteresowanie tym sportem we własnych górach. Tabini nazywał go samobójstwem – a potem, kiedy obejrzał amatorskie filmy wideo z wyjazdów narciarskich, których pokazanie paidhi uzgodnił z komisją, wydawało się, że zdradza, acz niechętnie, cień zainteresowania.
Potencjalna wspólna namiętność ludzi i atevich. Dobrze robi na wzajemne stosunki.
Już prawie namówił Tabiniego na spróbowanie, ale wybuchł ten cholerny kryzys. Może jeszcze mu się uda. Podobno dobre stoki są w górach Bergid, tylko o godzinę drogi od Shejidan – gdzie głupcy ryzykują głową, jak określił to Tabini.
Wywiad wciąż nie dawał Brenowi spokoju. Martwił się tym, co powiedział, albo wyrazem swojej twarzy, podczas gdy atevi niczego twarzami nie wyrażają. Poza tym nie był przyzwyczajony do kamer telewizyjnych i mówienia prosto w rozjarzone reflektory...
Zagrzmiało. Światła zamrugały. I zgasły.
Nie do wiary. Bren rzucił gniewne spojrzenie na mroczny sufit i pociemniałą żarówkę.
Tym razem jednak się nie poddał. Gorąca woda nie stygnie od razu. W kinkiecie wciąż tkwiły świece. Bren wyszedł z wanny w ciepłe powietrze, wziął świecę z lichtarza na stole, zapalił ją od pilota w bojlerze, po czym zapalił nią świece w kinkiecie. Usłyszał, jak służący wołają do siebie na korytarzu, ale bez paniki, może z wyjątkiem kucharza, który o tej porze prawdopodobnie miał wszelkie ku temu powody. Choćby jednak grzmiało i lało, Malguri jakoś sobie radziło.
Z powrotem zanurzył się w gorącej wodzie, zadowolony i pewny swojej wiedzy na temat atewskiej przeszłości – paidhi nauczył się, że awaria prądu nie oznacza końca świata. Sącząc drinka z lodem, wrócił do kontemplacji bezpiecznikowych wiązań narciarskich. Klient mógł sobie wybrać czarne, białe albo odblaskowe zielone.
Od strony wygódki dobiegły pospieszne kroki. Bren podniósł oczy, w które uderzył snop światła z latarki. Trzymała ją czarna, błyskająca iskierkami metalu postać.
– Bren-ji? – zapytała Jago. – Przepraszamy. Obawiam się, że to ogólna awaria. Nic ci nie jest?
– Wszystko w porządku – odparł. – Chcesz powiedzieć, że to urządzenie, które właśnie przywieziono i zainstalowano, tak po prostu wysiadło?
– W tej chwili naprawdę nie wiemy. Podejrzewamy, że ten pierwszy incydent został zaaranżowany. Badamy, co teraz się stało. Proszę cię, nie ruszaj się stąd.
Poczucie bezpieczeństwa gdzieś zniknęło. Myśl o napastnikach chodzących po korytarzach, podczas gdy on siedzi w wannie, nie była przyjemna.
– Wychodzę.
– Ja tu będę – rzekła Jago. – Nie musisz, nadi-ji.
– Wolałbym. Wszystko w porządku. Właśnie chciałem sobie poczytać.
– Będę w pokoju przyjęć. Powiem Djinanie.
Jago wyszła. Bren ubrał się przy świecach i wziął jedną z nich ze sobą, ale ktoś już pozapalał lampy w sypialni i w salonie.
W okna uderzał deszcz. Brenowi ta szara jednolitość zaczęła już się wydawać naturalna. Żal mu się zrobiło Banichiego, który prawdopodobnie był gdzieś na dworze. Martwił się też o jego bezpieczeństwo. Nie rozumiał, jak można sztucznie wywołać uderzenie pioruna ani co takiego mogli znaleźć, co zmieniło ich pogląd na tę sprawę.