bitwie dostał takie straszliwe cięcie mieczem przez twarz, że mu wypłynęło lewe oko i na21resztę życia pozostała głęboka blizna...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- mo unt po dejm ie pr óbê sko mun iko wan ia siê przez RPC z de mon em rpc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Mówiono mi, że odznaczał się niezwykłym męstwem,
lecz nie miał zwyczaju przechwalać się swą odwagą, jak to czyniło wielu, nigdy nie opowia-
dał o swych przewagach wojennych, nie przymawiał się o podarunki i nie schlebiał wodzowi.
Stał się też z piechura jeźdźcem bardzo późno, a następnie długo przebywał wśród koniu-
szych, czyli jeźdźców, którzy nie mają jeszcze prawa do noszenia złotego naszyjnika. Za pań-
skim stołem jadł i pił umiarkowanie, w chałupie zaś swej mieszkał samotnie, to znaczy, że
prócz niego nie było tam ludzi, pełno miał za to różnych żywych istot, skrzydlatych i czworo-
nożnych, gdyż zwierzęta niezmiernie lubił i doskonale umiał oswajać. Na dachu jego chałupy
leżało koło, na którym para bocianów uwiła sobie gniazdo, u drzwi uwiązany na sznurku krę-
cił się i biegał tu i ówdzie młody lis, nad drzwiami zwisała duża klatka z parą sójek i uczoną
sroką, która umiała wygwizdywać kilka zwrotek pieśni Wandila, wewnątrz zaś w mieszkaniu
pełzał wąż, skakały dwie wiewiórki, biegał młody zajączek, kryły się po kątach dwa jeże,
ponadto kilka królików, kotka z kociętami i nieduży piesek dopełniały „towarzystwa”. Piesek
był niezdatny do polowania i straży domu, lecz właśnie Prydano dziwnie lubił zwierzęta słabe
i bezbronne. Wszyscy jego domownicy godzili się ze sobą wcale dobrze. Najmilszą jego roz-
rywkę w czasie wolnym od zajęć wojskowych stanowiło wałęsanie się po lasach, polach i
łąkach, na które jego jedyne oko z wielką spoglądało czułością; szczególnie zaś lubił przyglą-
dać się niebu, zabarwionemu zwłaszcza poranną lub wieczorną zorzą, wskutek czego inni
wojownicy żartowali sobie czasem z niego mówiąc, że Prydano jest czarownikiem i rozma-
wia z obłokami.
Odwiedzałem jego mieszkanie często, a i jemu moje odwiedziny zdawały się sprawiać
przyjemność. I tak też pomiędzy mną, małym chłopakiem, a tym steranym w bojach starym
wojownikiem zawiązała się szczera przyjaźń. Prydano zabierał mnie czasem ze sobą na dłu-
gie wycieczki. Wiedział najlepiej, gdzie rosną najpiękniejsze poziomki, gdzie się kryją naj-
wyborniejsze orzechy i inne owoce leśne, gdzie i jak zastawiać sidła lub łowić raki i ryby!
Wędrowaliśmy tak razem nieraz dość daleko, dochodząc niekiedy aż do skalistych wzgórz na
wybrzeżu Sekwany, skąd było widać jak na dłoni Lutecję z jej mnóstwem drewnianych, sło-
mą krytych chałup, zbudowanych na wyspie, a otoczonych dokoła wysokim częstokołem, i jej
dwoma mostami przerzuconymi przez prawy i lewy rękaw Sekwany. Lutecja widziana w ten
sposób, z góry, przypominała płaską łódź o dwu wiosłach, a trochę także i mrowisko, bo na
jej dużym placu pośrodku między mostami i po wąskich a krętych uliczkach snuli się usta-
wicznie jak mrówki liczni jej mieszkańcy. Lutecja bowiem, jako największa wieś w kraju
Paryzów, lub jak już wówczas poczynano nazywać, miasto, liczyła aż osiem tysięcy miesz-
kańców, a całych półtora tysiąca domów! W owej dobie uważałem ją za największe miasto
świata. Sąsiednie zaś pomniejsze wysepki nie były wcale zamieszkane, niekiedy też podpły-
waliśmy do nich na łodzi, aby tam zapolować lub zastawić sidła na wydry, gdy tymczasem
dokoła nas fruwały przerażone wtargnięciem do ich królestwa dzikie kaczki, gęsi, łabędzie,
czaple i inne wodne ptactwo.
Pewnego razu Dumnak, Arwirag, Prydano i ja wyjechaliśmy we czwórkę z Szarej Skały o
wschodzie słońca, zamierzając dotrzeć do góry Kamula i zapolować w błotnistych lasach na
prawym brzegu Sekwany. Koniom naszym zadaliśmy dobrze obroku przed drogą i wzięliśmy
dla nich i dla siebie pożywienie na cały dzień. Chociaż było to już jesienią i w ciągu ostatnie-
go tygodnia padały silne deszcze, które nam wyrządziły nawet sporo szkód w gospodarstwie,
ten dzień właśnie wypadł wyjątkowo ciepły i słoneczny, jechaliśmy więc raźno i wesoło, ga-
wędząc, gdy nagle w jakiejś wyrwie z boku drogi, głęboko rozmytej przez ostatnie deszcze,
ujrzeliśmy sterczące olbrzymich rozmiarów kości. Wyglądały tak dziwnie, że zaciekawiło
nas, jakiego zwierzęcia mogły to być kości. Zeskoczywszy więc z koni poczęliśmy je odgrze-
bywać. Znaleźliśmy przede wszystkim kość grzbietową potwornych rozmiarów, następnie
odpowiedniej do niej wielkości kości rąk i nóg – wszystko należące bez wątpienia do jakichś
olbrzymów.
22
– To są z pewnością kości tych wysokich jak drzewa wojowników Hu-Gadarna! – ode-
zwałem się. – Cóż dziwnego, że mając takie długie nogi mogli przeskakiwać rzeki, lub też z
takimi kośćmi grzbietowymi dźwigać bramy z brązu, jak my nosimy tarcze. Legendy, które
śpiewa Wandilo, podają widocznie najrzeczywistszą prawdę!