Amy lubiła lalki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Essa afirmação Ê muito radical e reconheço que parece falsa...
- Tajemnicza postaĂŚ odeszÂła od stoÂłu i staÂła teraz u szczytu schodków...
- mo unt po dejm ie pr óbĂŞ sko mun iko wan ia siĂŞ przez RPC z de mon em rpc...
- Bambaren przenosił wzrok między trzynastkami...
- uświadomiła sobie, że biała postać to kolejny strażnik...
- – No...
- We have seen that chloramphenicol is a drug which can have dangerous side-effects and which should only be used for a narrow range of life-threatening diseases, most...
- Tak sobie opowiadano o tym zamachu, nie wiadomo jednak, czy byÂłato prawda, czy tylko pogÂłoska rozpuszczona przez Maksymina...
- "m_ndriverversion_buildhigh" "12""m_ndriverversion_buildlow" "8562""m_ndriverversion_vista_buildhigh" "12""m_ndriverversion_vista_buildlow" "8562""setting
- Wypisawszy na swych sztandarach hasła antypaństwochodowe, wołając, że lepiej zginąć niż iść na wcielenie w głąb łydy czy brzucha wieloraba, by styrać się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ze starych skarpetek naczelnika, Tracy zrobiła jej jagniątko, niestety pokraczne, przypominające skrzyżowanie lisa i kaczki.
- Jest przepiękne! - oceniła lojalnie Amy.
Tracy nauczyła lalkę mówić z różnymi akcentami: francuskim, włoskim, niemieckim, i tym, który Amy najbardziej się spodobał - śpiewnym meksykańskim akcentem Paulity. Przyglądała się roześmianemu dziecku i myślała: „Ona mnie nic nie obchodzi. Jest moją nadzieją na wydostanie się stąd, niczym więcej”.
Po popołudniowej drzemce Amy wychodziły razem na długie spacery, wybierając tereny, których Tracy dotąd nie znała. Uważnie obserwowała wszystkie wejścia i wyjścia z więzienia, notując w pamięci ich położenie. Przyglądała się strażnikom na wieżach i zapamiętywała, kiedy się zmieniali. Zrozumiała, że żadna z wersji proponowanych przez Ernestynę nie miała szans powodzenia.
- Czy ktoś już próbował ukryć się w którymś z tych samochodów dowożących zaopatrzenie do więzienia? Widziałam ciężarówki z mlekiem i żywnością...
- Do niczego. Każdy wóz, który wjeżdża albo wyjeżdża przez bramę, jest przeszukiwany.
Któregoś dnia przy śniadaniu Amy powiedziała:
- Kocham cię, Tracy. Czy chcesz zostać moją mamą? Słowa te wstrząsnęły dziewczyną.
- Jedna mama ci wystarczy. Nie potrzebujesz dwóch.
- Właśnie, że potrzebuję. Tata Sally Ann ożenił się drugi raz i Sally Ann ma dwie mamy.
- Ty nie jesteś Sally Ann - odpowiedziała sucho. - Dokończ śniadanie.
- Już nie będę jeść. Nie jestem głodna. - Amy spojrzała na nią obrażona.
- Dobrze. Więc poczytam ci.
Ale ledwie zaczęła czytać, gdy poczuła małą, ciepłą rączkę Amy na swojej.
- Mogę usiąść ci na kolanach?
- Nie. - „Masz swoją rodzinę, nie należysz do mnie. Nikt do mnie nie należy”.
Cała ta sielanka z dala od więziennej rzeczywistości tylko pogarszała sytuację. O wiele trudniej było wracać na noc do mrocznej, cuchnącej celi, w której zamykano ją na klucz, jak zwierzę w klatce. Ciemność i krzyki dochodzące z sąsiednich cel doprowadzały ją do szaleństwa. Zaciskała zęby, aż rozbolały ją dziąsła. „Powoli - powtarzała sobie - mam mnóstwo czasu, przyzwyczaję się”.
Prawie nie spała, spędzając noce na rozmyślaniach i snuciu planów. Pierwszym zadaniem była ucieczka. Drugi krok to policzenie się z Joe Romano, Perrym Pope, sędzią Lawrence i Anthonym Orsatti. Krok trzeci to Charles. Ale o tym nie trzeba myśleć, to zbyt boli. „Jakoś się z tym uporam, we właściwym czasie” - obiecywała sobie.
Nie można było bez końca unikać Dużej Berty. Tracy utwierdziła się w przekonaniu, że olbrzymia Szwedka ją szpiegowała. Jeśli przypadkiem zajrzała do świetlicy - Berta tyła tam już w kilka minut później, a gdy wychodziła na podwórko - pojawiała się natychmiast.
Któregoś dnia Berta podeszła do Tracy i zagadnęła:
- Wyglądasz dziś jak bóstwo, littbarn. Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy razem.
- Nie zbliżaj się do mnie! - ostrzegła ją Tracy. Amazonka roześmiała się.
- Dlaczego? Twoja czarna mamusia wkrótce wychodzi. Spróbuję załatwić ci przeprowadzkę do mojej celi. - Tracy patrzyła na nią. - Zrobię tak, kochanie. Uwierz mi.
Czasu więc było mało. Musiała uciec przed zwolnieniem Ernestyny.
Amy najbardziej lubiła spacerować po łące porośniętej dzikimi kwiatami o wszystkich kolorach tęczy. Niedaleko stąd było duże sztuczne jezioro z betonowym nabrzeżem, nisko w dole połyskiwała woda.
- Chodź, popływamy - ciągnęła ją Amy. - Chodź, Tracy, proszę...
- Tu nie można pływać - powiedziała Tracy. - To jest woda do nawadniania pola. - Na myśl o zimnej, czarnej głębi jeziora przeszedł ją dreszcz.
Jej ojciec zaniósł ją do oceanu na rękach, a gdy krzyczała - powiedział: „Nie bądź dzieciakiem, Tracy” - i wrzucił ją do zimnej wody. Kiedy woda zamknęła się jej nad głową - wpadła w panikę i zaczęła się dusić...
Gdy w końcu dowiedziała się - przeżyła szok, mimo że właściwie była na to przygotowana.
- Wychodzę stąd za tydzień od soboty - powiedziała Ernestyna.