bogaty w stada i trzody, jęczmień i winne grona...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Cóż, von Halbach był teraz człowiekiem bardzo bogatym, a nazywał się Willi Max...
- dać siły sprawiedliwości, usprawiedliwiono siłę,iżby sprawiedliwe i silne były razem i aby byłpokój, który jest najwyższym dobrem...
- W tym miejscu należy przynajmniej parę słów powiedzieć o słowie "zainteresowania", które obecnie w potocznym użyciu stało się terminem wytartym i martwym...
- balast! Pójdziemy prosto w objęcia Lewiatana! Vanes, koński fajfusie francąchędożony!-...
- Porucznik zgasił silnik, pojąwszy od razu, że coś tu jest nie w porządku...
- domach ze względu na ich bardzo już posunięty stan senilny...
- dziejowe" odbywają się z taką konsekwencją, że stają się niedostrzegalnymi,niweczą sam zmysł, za pomocą którego mogłyby być ujęte...
- mówi
- HANS: A jak wytłumaczysz rozbicie planety X?DEAN: Niestety...
- Nie tylko prawdopodobne, ale wręcz pewne jest to, że Dick nie zna ani intencji swojej nieświadomej części, ani nowych możliwości...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie miałem jeszcze sześciu lat, kiedy
feniccy kupcy przywieźli do Ortygii ładunek ślicznych rzeczy z Egiptu, a moja niań-
ka, fenicka niewolnica, zakochała się w żeglarzu. Uwiódłszy to piękne stworzenie że-
glarz postanowił wziąć ją z sobą do Sydonu i poślubić, jeśli będzie mogła wnieść mu
dostateczny posag. Toteż pewnego wieczoru, kiedy on i moja matka targowali się o na-
szyjnik ze złota i bursztynu, który ją zachwycił, a wszystkie służebne przysłuchiwały
się im z uciechą, moja bezlitosna niańka porwała mnie za rękę i wymknęła się z pała-
cu. Na dziedzińcu biesiadnym przeszła obok stołów zastawionych napoczętym mięsi-
wem, gdyż odbywała się tam uczta. Ojciec i biesiadnicy byli w Sali Rady, chwyciła więc
100
101
trzy cenne puchary, ukryła je w zanadrzu i pognała mnie do przystani obiecując, że mi pokaże fenicki okręt, jeśli będę cicho. Biegłem radośnie przy jej boku, ale jak tylko we-szliśmy na pokład, a moją uwagę odwrócono śliczną zabaweczką — konikiem wysadza-
nym klejnotami, co miał głowę i ogon ruchome — okręt podniósł kotwicę i zobaczy-
łem, że jestem jeńcem. Nawet zakneblowali mi usta, żebym nie krzyczał, a niańka, która
dotychczas zawsze mnie traktowała z przesadną miłością, chlasnęła mnie po twarzy
i powiedziała: „Teraz ty, zepsuty, kapryśny bębnie, poznasz gorycz służalczości, jak ja
ją poznałam”. Choć byłem zwykłym dzieckiem, dość byłem mądry, żeby odpowiedzieć:
„Nianiu, ja cię nigdy nie skrzywdziłem, niech mnie bogowie pomszczą!” Zbiła mnie za
to tak bezlitośnie, że kapitan ujął się za mną i wziął pod własną opiekę. Byliśmy ledwie
siedem dni na morzu, kiedy ta niegodziwa kobieta straciła równowagę przy przechyle
okrętu na wietrze i padając skręciła kark.
Zostałem wówczas sam, a sydoński kapitan sprzedał mnie rodyjskiemu kupcowi,
który następnego roku przywiózł mnie z powrotem do Ortygii pewny wielkiej nagrody,
byłem bowiem jedynym dzieckiem swego ojca. Tymczasem jednak ojciec umarł, tron
przeszedł na mego kuzyna, a ten bezbożny łajdak przysiągł, że ja nie jestem zaginio-
nym księciem, i odmówił matce bez ogródek pozwolenia na wejście na okręt. Wówczas
Rodyjczyk sprzedał mnie za bardzo skromną cenę królowi Drepanon, dziadkowi księż-
niczki Nauzykai, który traktował mnie łaskawie i wychowywał w pałacu razem z wła-
snymi dziećmi. Będąc niewolnikiem nie mogłem wynosić się ponad swój stan — choć
kochałem serdecznie najstarszą księżniczkę a ona mnie — i gdy dorosłem, aby móc za-
robić na utrzymanie, zamiast próżniaczyć się w pięknej chlajnie i chitonie, z parą psów
u nogi, z wymuskanymi i pachnącymi włosami, musiałem włożyć robocze ubranie, za-
pomnieć o delikatnym wychowaniu i uczyć się zawodu świniarza, jako terminator u Sy-
kańczyka, królewskiego świnopasa. Dobre życie na swój sposób, nie ma co, i mogłem
zawsze liczyć na przyjaźń starego króla i królowej. Poślubiwszy córkę głównego świno-
pasa — teraz, już dawno w grobie — odziedziczyłem po nim stanowisko. Wspominam
jednak czasem, że urodziłem się księciem, i marzę o wielkich czynach dokonanych
z mieczem i tarczą w ręku. Zanim się tu osiedliłem, wykonywałem wojenne ćwiczenia
w towarzystwie znakomitego ojca Nauzykai i może jeszcze teraz posiadam biegłość i si-
łę, żeby zabłysnąć w bitwie. Jednak zeszłego roku znikła ostatecznie ta resztka nadziei,
którą miałem, że odzyskam ojcowe dziedzictwo. Koryntyjczycy wykorzystując spory
dynastyczne zagrabili Syrako i Ortygię i założyli na tym miejscu nowe pyszne miasto,
Syrakuzy, którego strzeże trzydzieści wojennych galer.
— Starcze — rzekł Ajton — cios, jaki zadałeś temu wieprzkowi, równie szybko po-
słałby do Hadesu męża ubranego w hełm.
Gdy zdjęto upieczone mięso ze szpikulców, Eumajos wyjął siedem bukowych mis
i wszystkie kopiasto napełnił. Pierwszą dla mnie, drugą dla Ajtona, trzecią dla siebie,
czwartą dla syna, a piątą dla Mezauliosa, sykulskiego niewolnika, którego kupił od wę-
100
101
glarza bardzo tanio, bo wydawało się, że jest umierający, lecz wkrótce wyzdrowiał na górskich ziołach i dobrym jedzeniu. Szósty i siódmy talerz zachowano dla górskich nimf
i pasterskiego Hermesa, którzy wspólnie odbywają orgie w gajach Hyperei w każde
wiosenne zrównanie dnia z nocą. Mezaulios rozdzielił porcje chleba jęczmiennego
i gdyby nie pchły, nie mogłabym pragnąć lepszego posiłku. One jednak zjadały mnie
żywcem, a perspektywa spędzenia całej nocy w chacie przerażała mnie. Widziałam, że
Ajton cierpiał tak samo jak ja, co mnie trochę pocieszało. W końcu Mezaulios zebrał
ze stołu, a Eumajos obwieścił, że nadszedł czas pójścia na spoczynek. Choć była zimna,
wietrzna pogoda i deszcz kropił przez dymnik sycząc na rozżarzonych węglach, zawy-
rokował, że byłoby niewłaściwe, gdyby ktokolwiek z mężczyzn pozostawał w moim to-
warzystwie, nawet przy założonej zasłonie. Ofiarował mi swoje łóżko i najlepszą su-
kienną chlajnę zamiast koca, pokazał, jak zaryglować drzwi przed nieproszonymi go-
śćmi, uroczyście życzył mi dobrego snu i wyprowadził swoich towarzyszy, zostawiając
mnie sam na sam z ogniem i pchłami. Poszli do schronu pod nawis skalny przy bra-
mie, gdzie narzucali kupę słomy na podściółkę z gałęzi. Każdy na zmianę stróżował,
bo mogli kręcić się w pobliżu sykańscy bandyci; chociaż i tak psy Eumajosa podnio-
słyby alarm. Zazdrościłam Ajtonowi! Bliskość ognia przyciąga pchły, a jeśli nie zabrał