Przyszła odpowiedź z Infortechu, gdzie przez ostatnie trzy lata pracowała Kathy Voskuhl...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, e (z tyme trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- czstki (przed zmierzeniem jej cech), ktra nie znajduje si nigdziew przestrzeni i czasie? Jeli za jeden obiekt uwaa to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni, lecz w celu ochrony praw zagroonych przez inne instytucje spoeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektw spoecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Okazało się, że w tym okresie firma ani razu nie wysyłała jej do San Francisco.
Dziewczyna obsługiwała wyłącznie klientów z Seattle, jeśli jeździła do Kalifornii, musiały być to podróże czysto prywatne.
Zadzwoniłam do McBride'a. Kogutowie nadal utrzymywali, że powiedzieli wszystko, co wiedzieli, ale dzień wcześniej McBride rozmawiał z ojcem, staruszek wyraźnie coś ukrywał, jakby bał się, że niepotrzebnym słowem zaszkodzi opinii zamordowanej córki.
McBride zaczął mnie namawiać, żebym spróbowała jeszcze raz porozmawiać z Kogutami. Może kobiecie prędzej zawierzą niż facetowi. Zadzwoniłam do Christine Kogut, matki panny młodej.
Jej głos brzmiał inaczej niż podczas spotkania w Cleveland, był znacznie spokojniejszy, jakby otrząsnęła się już z pierwszego szoku.
- Morderca pani córki nadal przebywa na wolności - zaczęłam. - Podobną tragedię, jak ta, która dotknęła państwa, przeżyły rodziny jeszcze dwóch innych par. Moim zdaniem pani
wie, kto zabił Kathy. Niech nam pani pomoże go dostać, proszę.
Słyszałam, jak bierze głęboki oddech.
- Człowiek wychowuje dziecko i myśli, że ono zawsze będzie należało do niego, że nigdy go nie straci - powiedziała z bólem w głosie. Czułam, że się waha. Znała jego nazwisko.
- Była taka śliczna... każdy mógłby stracić dla niej głowę. Wolny duch. Wierzyliśmy, że pewnego dnia spotka kogoś, kto uczyni z niej dojrzałą, mądrą osobę. Pozwalaliśmy naszym dzieciom żyć tak, jak chciały. Mój mąż uważa, że zawsze faworyzowaliśmy Kathy.
Może to wszystko nasza wina.
Milczałam, nie chciałam jej przerywać, skoro wreszcie zdecydowała się mówić.
- Ma pani dzieci?
- Jeszcze nie - odpowiedziałam.
- Tak trudno uwierzyć, że własne dziecko może przysporzyć tylu cierpień. Błagaliśmy ją, żeby z nim zerwała. Znaleźliśmy jej nową pracę. Załatwiliśmy przeprowadzkę do Seattle.
Myśleliśmy, że zapomni.
Nadal nie odzywałam się słowem.
- To było jak nałóg, inspektorze. Nie mogła się od niego uwolnić. Nie rozumiem tylko, dlaczego aż musiał ją zabić. Zniszczył wszystko, co było w niej dobre. Dlaczego ją zamordował?
Wymień jego nazwisko. Powiedz, kto to.
- Ona była w niego zapatrzona. Zahipnotyzowana. Nie potrafiła jasno myśleć. Ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego ją zabił. W dalszym ciągu nie mogę uwierzyć, że posunął się do zbrodni. Dlatego pani nic nie powiedziałam.
- Proszę powiedzieć teraz.
- Wydaje mi się, że poznała go na premierze jego filmu. Opowiadał, że ma twarz, jaką wymyślił dla jednej ze swoich bohaterek, że widział ją w wyobraźni.
I pani Kogut powiedziała.
Zdrętwiałam.
Znałam to nazwisko. Rzeczywiście był znany. Sławny. Rudobrody.
ROZDZIAŁ 68
Siedziałam przy biurku i zastanawiałam się nad możliwymi powiązaniami.
Poszczególne elementy zaczynały układać się w całość. Miał niewielkie udziały w Sparrow
Ridge Yineyards, gdzie zostały podrzucone zwłoki drugiej pary. Znał od lat Kathy Kogut.
Czyhał na nią. Był starszy. Żonaty.
Sławny.
Fakt, że znałam nazwisko podejrzanego, o niczym nie przesądzał. Potwierdzał
wyłącznie to, że Rudobrody znał ostatnią pannę młodą. Miał powiązania z miejscem, gdzie dokonano drugiego morderstwa.
Sądząc z opisów Merrill Shortley i Christine Kogut, był człowiekiem brutalnym, mógł
dokonać wszystkich trzech zbrodni. Coraz bardziej byłam przekonana, że Rudobrody jest zabójcą.
Dorwałam Raleigha.
- Co się dzieje? Pali się?
- Zaraz będzie się paliło. Uważaj.
Zaciągnęłam go do gabinetu Rotha.
- Mam nazwisko - oznajmiłam, podnosząc wysoko zaciśniętą dłoń.
Spojrzeli na mnie, szeroko otwierając oczy ze zdumienia.
- Nicholas Jenks.
- Ten pisarz? - Raleigh gapił się na mnie tępo.
Pokiwałam głową.
- Był kochankiem Kathy Kogut. Poznali się tutaj, w San Francisco. Jej matka wreszcie mi powiedziała. - Opowiedziałam im o powiązaniach Rudobrodego ze wszystkimi trzema morderstwami.
- Ten facet jest... sławny - wybuchnął Roth. - Zrobił tyle głośnych filmów...
- Otóż to. Merrill Shortley mówiła, że Kathy starała się ukrywać tę znajomość, tymczasem wszystko wskazuje, że to on zabijał.
- Wskazuje, wskazuje - wrzasnął Roth. - Jenks i jego żona dostają zaproszenia na wszystkie ważniejsze imprezy w Kalifornii. Widziałem jego zdjęcie z burmistrzem. To on finansuje drużynę Giantsów, tak czy nie?
Atmosfera zrobiła się gęsta. Przyjemniak doskonale wiedział, co oznaczają moje rewelacje i jakie łączy się z nimi ryzyko.
- Powinieneś był słyszeć, jak opisywali go Kogutowie, Sam - powiedziałam. - To zwierzę. Drapieżnik. Zobaczysz, okaże się, że miał coś wspólnego ze wszystkimi trzema dziewczynami.
- Uważam, że Lindsay ma rację, Sam - poparł mnie Chris.
Obserwowaliśmy, jak Roth powoli przyswaja sobie fakty. Nicholas Jenks był sławny.
Postać na skalę narodową.
Nietykalna. Porucznik skrzywił się, jakby przełknął zepsutą ostrygę.
- Nie masz absolutnie nic - burknął. - Nic poza poszlakami.
- Jego nazwisko łączy się ze śmiercią czworga ludzi. Powinniśmy go wezwać, mamy do tego prawo. Wystarczy jedno słowo prokuratora okręgowego.
Roth uniósł dłoń. Nicholas Jenks był szanowanym obywatelem San Francisco.
Wikłanie go w sprawę morderstwa mogło mieć nieprzyjemne reperkusje. Powinniśmy zachować ostrożność. Nie wiedziałam, co Przyjemniak myśli. Wreszcie poruszył ramionami, przełknął ślinę, co w jego mowie ciała oznaczało - do roboty.
- Możesz pogadać z prokuratorem - zgodził się. - Zadzwoń do Jill Bernhardt.
Zwrócił się do Raleigha.
- Nikomu ani słowa, dopóki nie będziemy mieli czegoś konkretnego na tego faceta.
Niestety, nie zastałam pani prokurator, była w sądzie. Sekretarka powiedziała, że przed końcem pracy już nie wróci. Trudno. Znałam trochę Jill, lubiłam ją. Twarda, bystra.
Chyba miała nawet coś takiego jak sumienie.
Usiedliśmy z Chrisem przy kawie i zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej. Roth miał
rację. Wiedzieliśmy tak mało, że nie mogliśmy liczyć na uzyskanie nakazu zatrzymania.
Konfrontacja była ryzykowna. Jenks nie puściłby tego płazem, zrobiłby się szum.
Do pokoju wszedł Warren Jacobi z zadowolonym uśmieszkiem na ustach.
- Dzisiaj poleje się chyba szampan - mruknął od drzwi; kolejny przytyk pod naszym adresem.
- Od tygodni nie mogę ugryźć tego gówna. - Usiadł, przekrzywił głowę zaczepnie. -
Ugryźć szampana. Dobrze mówię, kapitanie?
- Dla mnie może być.