— Cha! cha! cha!— Śmiech pański rani moje serce...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- 17 ─ Gdyby to zależało ode mnie ─ mówił Aleksander do Caulaincourta ─ miałbyś pan moje słowo, nim byś pan wyszedł z tego gabinetu; gdyż,...
- Mdrcy przeklci!Czy nie umiem rozrni marze od pamici?Chyba mnie wmwi, e moje wizienieJest tylko wspomnienie...
- „Playboyu”, ratuj moje małżeństwo, co mam robić? Zbyszek PS I jeszcze wczoraj Magda przerwała milczenie tylko po to, żeby mi...
- Serce Dawida znalazło się w rozdwojeniu, pod działaniem dwóch sił, mimo iż były one nierówne, ubóstwiał bowiem żonę, tkliwość zaś dla Lucjana ostygła...
- zdaje się, że to ten nabój śmiechu raz po raz eksploduje...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ja bynajmniej nie żartuję. W piekle nastąpiła redukcja.
— Czemu?
— W piekle są bezrobotni, proszę pana. Wytłumaczę to panu w dwóch słowach. Otóż, widzi pan, kiedy świat jako tako uprawiał cnotę, czyli jak się u was mówi, żył „po bożemu”, było u nas dość pusto. Trzeba było zdobywać ludzi, trzeba było zabiegać, robić starania, wyprawy, połowy. Diabłów wysyłano na świat jako komiwojażerów i diabli wychodzili z siódmej skóry, aby zdobyć kogoś dla pieklą. Rozumie pan?…
— Rzecz nie jest trudna do pojęcia.
— I ja, choć diabeł najniższej rangi, miałem zajęcie, nawet dużo zajęcia. Raz przez lat siedem kusiłem kasjera, aby okradł kasę. Pół roku trzeba było w tych dobrych czasach namawiać panienkę, aby się zapomniała. A dziś? Dzisiaj, drogi panie, do piekła zdąża tłum — sam, z własnej woli, obrzydliwy tłum, ludzie nowi, nieinteresujący, ze złymi manierami, pachnący źle, źle ubrani, nijacy. Po cóż tu diabeł? Co drugi człowiek nauczył się kraść, co trzeci oszukiwać, co czwarty robić najbrudniejsze interesy, a każdy gra na giełdzie. Proszę pana! Przed dziesięciu laty na lekarstwo nie znalazł pan w piekle kupca. Niech pan pójdzie i zobaczy teraz…
— Pozwoli pan, że nie pójdę — wierzę na słowo.
— Ach, tak się to tylko mówi. Pan ma jeszcze czas. Ale powiem panu rzecz dziwniejszą. Oto rarytasem w piekle był polski szewc.
— Nie może być!
— Tak jednak było. Był to naród twardy, uczciwy, pobożny i dzielny. Łatwiej było o kardynała w piekle, niż o takiego szewca.
— A dziś?
— Może pan z szewców w piekle wystawić armię. Strach, co się robi z tymi ludźmi. Za szewcami przyszli krawcy, za krawcami inni. Więc cóż ma do roboty diabeł? Nic. Chyba utrzymywać porządek u wejścia, aby się hołota zbytnio nie pchała. Nigdy piekło nie wyglądało hołotniej, niż teraz. Toteż połowę diabłów niższej kategorii diabli wzięli, to jest, chciałem powiedzieć — zwolniono i rzucono na bruk. Na bruk, to znaczy, przeniesiono nas na ziemię, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów. W ten sposób i ja się tu dostałem, i płaczę.
— Tak panu źle?
— Źle? Panie, ja jestem najnieszczęśliwszą istotą na ziemi.
— No, no, no!
— Nie wierzy pan? Przecie pan widzi, czym jestem i gdzie jestem! W parszywym, zabłoconym mieście i pokazuję sztuki w kabarecie.
— Widzę, ale nie rozumiem. Z pańskimi sztukami i pańską inteligencją może pan żyć jak książę w Paryżu.
— Nie, panie, nie mogę. Moje głupie szarlataństwa są dobre dla tej hołoty, trudniejsze rzeczy też tylko dla niej. W Paryżu zbytnio by się mną zainteresowano, co byłoby dla mnie niezbyt bezpieczne. Zresztą siedzą tam diabły całym tłumem, wszystko gnało do wielkich miast. Kilku znalazło miejsce w dyplomacji, wielu otworzyło knajpy i domy gry. Ja jestem skromny i nie jestem dość przygotowany do wielkiego życia. Tu wegetuję, zacisnąwszy zęby. Tu zresztą przedtem byt teren mojego działania, znam kraj i ludzi. Ryzykować nie chcę, zresztą zżarta mnie tęsknota za piekłem. Dość już i tu miałem przejść.
— To pan nie od początku w takiej poniewierce?
— Nie. Próbowałem rozmaitych zawodów. Z tym była pewna trudność, bo jak pan widzi, ta moja nieszczęsna noga bardzo mi przeszkadza; z taką nogą nie mogę być listonoszem, posłańcem, aktorem, śpiewakiem, cyklistą, żołnierzem, nie mogę być nauczycielem tańca — wiele zawodów jest dla mnie zamkniętych. Pracowałem więc na sto innych sposobów i zarobiłem trochę grosza.
— To doskonale!
— Niestety! Przystąpiłem do spółki z jednym człowiekiem i człowiek mnie okradł. Grałem potem na giełdzie i poszedłem z kwitkiem. Jestem zrujnowany i ot, jak teraz pracuję. Płakać mi się chce, ile razy wyłażę na tę estradę.
— Przepraszam pana! Pozwolę sobie, ale niech się pan nie gniewa…
— Niech pan mówi…
— Otóż z pańskim sprytem, z pańską fenomenalną zręcznością, z pańską diabelską umiejętnością znikania, mógłby pan…
— Co? śmiało! śmiało!
— Mógłby pan zrobić majątek, jaki by się panu podobało!
— W jaki sposób?
— W jaki? No!… W najprostszy… Pierwszy lepszy bank… Rozumie pan… Pierwsza z brzegu kasa… Pierwszy w ulicy
jubiler…
— Co takiego?
— Niech się pan nie gniewa, ale to przecież takie proste…
— Nie, panie! To nie jest proste. Nie gniewam się, bo to mówi człowiek. Człowiek nie wyobraża sobie, żeby nie można było i że nie należałoby skorzystać z pewnych zalet diabelskich. Ale, widzi pan, diabeł nie kradnie, choć okradają diabła. W pakcie z człowiekiem zawsze człowiek oszukiwał diabła nigdy na odwrót. Diabeł wierzył w ludzkie słowo, człowiek uważał, że nie należy go dotrzymywać. Miał łatwą ucieczkę i zawsze uciekał. Diabeł jednak przestrzega prawideł honoru. Honor nie pozwala kraść.
— Przepraszam pana bardzo…
— Ach, nie ma za co. Pan nie mógł myśleć inaczej. O diabłach nikt nigdy dobrze nie myślał. Wiele rzeczy ludzkich napełnia mnie boleścią, wiele rzeczy mnie śmieszy, wiele irytuje. Najbardziej jednak psuje mi żółć nawyk człowieka do pomiatania diabłem. Człowiek sam nie wie, po co i dlaczego sypie z gęby swoje niemądre powiedzenia o diable. Na każdym kroku może pan usłyszeć: „Idź do diabła!” — „niech cię diabli porwą!” — ,,czarci syn!” — „diabelskie nasienie”; piękna w swojej grozie góra będzie zawsze „czarcią górą”, niebezpieczna przełęcz „diabelskim przesmykiem”. Niech będzie! Jedno jest głupie, drugie, owszem, wypływa z podziwu dla diabła. Niech mi pan jednak wytłumaczy, skąd się wzięło powiedzenie „szatański uśmiech”? — albo ,,zaśmiał się jak szatan”?
— W istocie, nie wiem…