--- Ale po co? - wykrzyknął zrozpaczony Gaj...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Czarujące! - wykrzyknęła pani Ingebrigtsen...
- W leczeniu złamań najczęściej stosuje się klasyczną metodę polegającą na: - anatomicznym (lub zbliżonym do anatomicznego) nastawieniu;unieruchomieniu odłamów...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Pięćdziesiąt kroków - pomyślała...
- 304 Roz dziaÂł 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wysÂłana ko pia âźdo wia do mo Ĺciâ...
- Ulana, Ulana15Linowski się uśmiechnął...
- Ostatecznie wszelako, jak wiadomo, tekst art...
- - Znam mego ojca takim, jakiego znała go matka - stwierdziła...
- - Nie w tym rzecz - wtrącił Corran, chowając się z powrotem za konsoletą, żeby wymienić zużyty zasobnik energii...
- Na podstawie wywiadu w 86'°/a przypadków ustalono działanie czynników patogennych, które mogły uszkodzić c...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Po co ci to potrzebne?
Maksym przeciągnął dłońmi po twarzy.
--- Widzisz, Gaj, przyjacielu - powiedział z wahaniem - zaczęła się wojna. Albo myśmy napadli na Chontyjczyków, albo oni na nas. Jednym słowem wybuchła wojna.
Gaj patrzył na niego z przerażeniem. Wojna... Rada... Mój Boże, po co to wszystko? Znów się zaczęło...
--- Musimy być tam - ciągnął Maksym. - Mobilizacja już została ogłoszona, wszystkich wzywają do szeregów, nawet katorżnikom dają amnestię i do szeregów... Musimy być razem, Gaj. Najlepiej, gdybym dostał się pod twoje dowództwo.
Gaj prawie go nie słuchał. Wczepił się palcami we włosy i kiwał się na boki, powtarzając w duchu: Po co to, po co to wszystko? Niech was szlag trafi, dranie, niech was trzydzieści trzy razy szlag trafi!
Maksym potrząsnął go za ramię.
--- Weź się w garść! - powiedział ostro. - Nie rozsypuj się. Musimy teraz walczyć, a nie histeryzować. - Znów przetarł rękami twarz. - Prawda, z tymi waszymi przeklętymi wieżami... Massaraksz, żadne wieże im nie pomogą. Ubieraj się i idziemy. Musimy się spieszyć.
--- Szybciej, Fank, szybciej. Spieszę się.
--- Tak jest. Rada Gaal... Została usunięta spod władzy pana prokuratora generalnego i znajduje się w naszych rękach.
--- Gdzie?
--- U nas, w willi "Kryształowy Łabędź". Uważam za swój obowiązek jeszcze raz wyrazić wątpliwość co do celowości tej akcji. Wątpię, aby tego rodzaju kobieta mogła nam pomóc w spacyfikowaniu Maka. O takich łatwo się zapomina i jeśli nawet Mak...
--- Sądzi pan, że Mądrala jest głupszy od nas?
--- Nie, ale...
--- Mądrala wie, kto wykradł kobietę?
--- Obawiam się, że tak.
--- W porządku, niech wie. W tej sprawie wszystko jest jasne. Co więcej?
--- Sendi Cziczaku spotkał się z Histerykiem. Histeryk najwidoczniej zgodził się skontaktować go z Baronem, pod warunkiem...
--- Stop. Co za Cziczaku? Łysy Czik?
--- Tak.
--- Sprawy podziemia mnie teraz nie interesują. O Maku wszystko? Wobec tego proszę słuchać uważnie. Ta cholerna wojna pokrzyżowała mi wszystkie plany. Wyjeżdżam i wrócę za jakieś trzydzieści do czterdziestu dni. Przez ten czas musi pan zakończyć sprawę Maka. Niech mu pan da jakąś funkcję. Niechaj pracuje.
Wolności osobistej proszę mu nie ograniczać, ale musi zrozumieć - wystarczy tu jakaś subtelna aluzja - że od jego zachowania zależy los Rady... Proszę pokazać mu instytut i opowiedzieć, nad czym pracujemy... w rozsądnych granicach, rzecz jasna. I pod żadnym pozorem nie wolno mu spotkać się z Radą! Niech pan mu o mnie opowie, opisze jako mądrego, dobrego, sprawiedliwego człowieka, wybitnego naukowca, niech mu pan da do przeczytania moje artykuły... poza ściśle tajnymi. Proszę mu też dać do zrozumienia, że jestem w opozycji do rządu. Mak ani przez chwilę nie powinien zapragnąć uciec z instytutu. To wszystko. Pytania?
--- Tak. Ochrona?
--- Żadnej. To nie ma sensu.
--- Inwigilacja?
--- Bardzo ostrożna... Albo lepiej nie. Niech pan go nie spłoszy. Najważniejsze, żeby nie chciał porzucić instytutu... Massaraksz, że też akurat teraz muszę wyjechać! Teraz już wszystko jasne?
--- Przepraszam, Wędrowcze, jeszcze tylko jedno pytanie.
--- Słucham?
--- Kim on jest? Po co on panu?
Wędrowiec wstał, podszedł do okna i powiedział nie odwracając głowy:
--- Boję się go, Fank. To bardzo, ale to bardzo niebezpieczny człowiek.
Rozdział XVII
O jakieś dwieście kilometrów od granicy chontyjskiej, kiedy eszelon utknął na długo na bocznicy w pobliżu jakiejś zapyziałej stacyjki, świeżo upieczony szeregowy drugiej kategorii Zef dogadał się z konwojentem i skoczył do polowej kuchni po wrzątek. Wrócił niebawem bez gorącej wody, ale za to z przenośnym odbiornikiem. Powiedział, że na stacji panuje totalny bałagan, do pociągów ładują się dwie brygady naraz, generałowie zajęci skakaniem sobie do oczu zagapili się, wobec czego on, Zef, wmieszał się w otaczający ich tłum ordynansów, pucybutów i adiutantów - i pożyczył sobie ten odbiornik od jednego z nich.
Wagon powitał tę wiadomość soczystym i radosnym porykiwaniem. Cała czterdziestka natychmiast stłoczyła się wokół Zefa. Przez dłuższy czas panowało zamieszanie, ktoś dostał w zęby, żeby za bardzo się nie pchał, wszyscy klęli i gardłowali, dopóki Maksym wreszcie nie ryknął: "Cicho, łobuzy!" Wtedy wszyscy się uspokoili, a Zef włączył odbiornik i zaczął łapać wszystkie stacje po kolei.
Od razu dowiedział się ciekawych rzeczy. Po pierwsze okazało się, że wojna się jeszcze nie zaczęła.