Ale kapłan milczał...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Gdy przemawiam do hindusow, mowie im: "Wasi kaplani nie beda tym zachwyceni (zauwazcie, jaki jestem dzisrano ostrozny), ale Bog, zgodnie z nauka Jezusa Chrystusa,...
- - Słusznie! - poparł druida niski, otyły kapłan o twarzy błyszczącej od potu...
- też zderzać się z kapłanami, jako przedstawicielami kultów regionalnych...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- Wstała, strząsnęła okruchy z kolan i szybkim krokiem opuściła FitzJames Gardens, kierując się na Gower Street...
- człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, âźgdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmoweâ...
- Podszedł do krawędzi urwiska i zerknął w dół...
- - O tak - zgodził się Collen...
- Jezusa Chrystusa, ileż dokonali zdumiewających cudów i jak sami zostali oświeceni! Czy już dostrzegasz związek i pełnięnauki modlitwy, tak mądrze przedstawionej w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Alia zauważyła, że tłum znów bacznie słucha słów Kaznodziei. Przez atak na kapłaństwo zyskał ich sympatię!
- Syn Muad'Diba ryzykował! - krzyknął Kaznodzieja, a Alia usłyszała rozpacz w jego głosie. - Muad'Dib ryzykował! Zapłacił wysoką cenę! I co osiągnął? Religię, która się go pozbywa!
"Paul nigdy by tego nie powiedział - pomyślała Alia. - Muszę się wreszcie dowiedzieć!" Podeszła jeszcze bliżej stopni, a inni podążyli za nią. Przecisnęła się przez tłum, aż prawie dotykała ręką tego tajemniczego proroka. Pachniał pustynią, mieszaniną przyprawy i krzemowego pyłu. Obu, Kaznodzieję i młodego przewodnika, pokrywał kurz, jak gdyby przyszli tu prosto z blechu. Widziała niebieskie żyły zdobiące skórę nadgarstków i dłoni starca. Widziała ślad pozostawiony przez pierścień na palcu jego lewej ręki. Paul nosił pierścień na tym palcu - Jastrząb Atrydów, złożony teraz w siczy Tabr. Należałby do Leto, gdyby ten żył... lub gdyby ona pozwoliłaby mu wstąpić na tron.
Kaznodzieja ponownie wpił puste oczodoły w Alię, mówiąc poufnym tonem:
- Muad'Dib ukazał wam dwie rzeczy: przyszłość pewną i niepewną. Zmierzył się z niepewnością wszechświata. Odszedł ślepy, zwalniając miejsce dla innych. Pokazał nam, że ludzie zawsze powinni wybierać niepewność zamiast stagnacji.
Jego głos, jak zauważyła Alia, pod koniec oświadczenia nabrał błagalnej nuty.
Alia rozejrzała się dookoła i opuściła dłoń na rękojeść krysnoża. "Co zrobią, jeżeli go tutaj zabiję? - Znowu poczuła przenikające ją dreszcze. - Gdybym dokonała mordu i ujawniła się, oświadczając, że Kaznodzieja jest oszustem i heretykiem?" "Ale co będzie, jeżeli okaże się, że zabiłam Paula?" Ktoś pchnął Alię bliżej Kaznodziei. Czuła się zniewolona osobowością ślepca, nawet gdyby walczyła ze sobą, by uciszyć gniew. Czy był to Paul? Na Boga! Co mogła zrobić?
- Dlaczego odebrano nam Leto? - zapytał Kaznodzieja. W jego głosie brzmiał prawdziwy ból. - Odpowiedzcie mi, jeżeli potraficie. Ach, posłanie jest proste: porzućcie pewność. - Po chwili powtórzył grzmiącym głosem: - Porzućcie pewność! Oto najgłębszy nakaz życia. Jesteśmy sondą zapuszczoną w nieznane, niepewne. Dlaczego nie słyszycie Muad'Diba? Jeżeli pewność to absolutne poznanie przyszłości, wtedy musi się równać śmierci! Do tego właśnie teraz zmierzamy! Muad'Dib ukazał to wyraźnie!
Z przerażającą pewnością wyciągnął dłoń i chwycił ramię Alii. Starała się wyrwać, ale on trzymał ją w bolesnym uścisku, mówiąc prosto w twarz, podczas gdy inni rozstąpili się w zdumieniu:
- Co ci powiedział Paul Atryda, kobieto? - zapytał z naciskiem.
"Skąd wie, że jestem kobietą?" - dziwiła się, walcząc z bólem. Chciała przywołać wewnętrzne istnienia, poprosić je o ochronę, lecz one milczały, jak gdyby uległy hipnozie.
- Powiedział ci, że spełnienie równa się śmierci! - krzyknął Kaznodzieja. - Absolutne przewidywanie przyszłości jest spełnieniem... jest śmiercią!
Próbowała uwolnić palce. Chętnie chwyciłaby krysnóż, by jednym cięciem uwolnić się od starca, ale nie miała dość odwagi. Jeszcze nigdy w życiu nie była tak wystraszona.
Kaznodzieja podniósł głowę i kontynuował:
- Oto słowa Muad'Diba! Powiedział on: "Zamierzam zanurzyć was po głowy w tym, czego pragniecie uniknąć! Nie dziwię się, że wszyscy chcecie wierzyć w to tylko, co daje dobre samopoczucie. Jak inaczej ludzie wymyślaliby pułapki prowadzące do mierności? Jak inaczej określalibyśmy tchórzostwo?" Tak rzekł Muad'Dib.
Nagle puścił ramię Alii, odpychając ją w tłum. Upadłaby, gdyby nie opór ciżby, która ją podtrzymała.
- Istnieć, to znaczy odstawać, wyróżniać się z tła - zakończył.
Schodząc w dół, raz jeszcze chwycił Alię za ramię. Tym razem był delikatniejszy. Nachylając się, szepnął tak, żeby tylko ona słyszała:
- Nie próbuj znów zepchnąć mnie w tło, siostro.
Następnie wszedł w tłum, z ręką na barku młodego przewodnika. Ludzie rozstępowali się przed nim. Wyciągali ręce, by dotknąć Kaznodziei, lecz czynili to bardzo ostrożnie, jakby bojąc się tego, co mogło kryć się pod zakurzoną fremeńską szatą.
Alia stała samotna, wstrząśnięta do głębi, a tłum podążał za Kaznodzieją.
Teraz już miała pewność. To był Paul. Bez żadnych wątpliwości. To był jej brat. Podzielała uczucia tłumu. Stała w jego uświęconej obecności, a cały wszechświat walił się wokół niej. Chciała biec, błagać, by ją ocalił, ale nie mogła się poruszyć. Gdy inni kroczyli za Kaznodzieją i jego przewodnikiem, ona czekała, zatruta absolutnym bezwładem, nieszczęściem tak wielkim, że nawet ciało odmówiło jej posłuszeństwa.
"Co ja teraz zrobię? Co zrobię?" - pytała siebie.
Nie znała nikogo, na kim mogłaby się wesprzeć. Wewnętrzne życia milczały. Ghanima wciąż pozostawała pod strażą w Cytadeli, ale Alia czuła niechęć do zwierzania się ocalałej bliźniaczce.
"Wszyscy się ode mnie odwrócili" - pomyślała z rozpaczą.
Pobieżne spojrzenie na wszechświat mówi, że nie musisz rozglądać śle daleko, by znaleźć kłopoty. Wilki zasieją spustoszenie wewnątrz twojej zagrody, mimo iż ich stad od dawna już nie ma na zewnątrz.
"Księga Azhara": Szamra I:4