Wstała, strząsnęła okruchy z kolan i szybkim krokiem opuściła FitzJames Gardens, kierując się na Gower Street...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- Wszyscy przypomnieli sobie starą przepowiednię: kiedy dzikie zwierzęta pić będą z rzeki, zapanuje niesprawiedliwość i szczęście opuści kraj...
- ze spokojem opuścić element TIM, ponieważ stacje wysyłające ramki typu Probe nie są jeszcze skojarzone z siecią i dlatego nie potrzebują wiedzy na temat,...
- Czasu więc mamy aż nadto, by ułożyć sobie plan; jeśli opuścimy to miejsce, nie znajdziemy równie wygodnego...
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- teresowała tylko matka, która wydała ją na ten świat i opuściła przed laty...
- Gdy wreszcie opuściłem jej komnatę i dom kobiet, była już noc...
- Para ta opuściła pociąg na przystanku przy Dwudziestej Ulicy...
- Opuściła głowę, powracając do splatania palców...
- - Chcecie mnie opuścić? - spytał Winicjusz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Podjęła dwie decyzje: po pierwsze, stwierdziła, że zakochała się w Edwardzie i że go zdobędzie.
Po drugie, zdecydowała, że skoro Edward będzie wkrótce w Bagdadzie, to jej nie pozostaje nic innego, jak też pojechać do Bagdadu. Zastanawiała się właśnie, jak to można zrobić. Że można to zrobić w taki lub inny sposób, nie miała żadnych wątpliwości. Była kobietą pełną optymizmu i o silnym charakterze. Powiedzenie, że rozstania są rozkosznym cierpieniem, wydało jej się równie sentymentalne co Edwardowi.
"Tak czy inaczej - powiedziała do siebie Victoria - muszę dostać się do Bagdadu!".
II
- Czy ma pani sprawozdania z udziałów Krugenhorfa, panno Scheele?
- Tak, proszÄ™ pana.
Panna Scheele, osoba chłodna i sprawna, podała szefowi dokumenty.
Pan Morganthal czytał je, mrucząc pod nosem.
- Chyba wszystko w porzÄ…dku.
- Z całą pewnością, proszę pana.
- Jest tu Schwartz?
- Czeka w drugim biurze.
- Proszę go zaraz do mnie sprowadzić.
Panna Scheele nacisnęła jeden z sześciu dzwonków.
- Będę panu potrzebna?
- Nie, nie sÄ…dzÄ™, panno Scheele.
Anna Scheele wysunęła się bezszelestnie z pokoju.
Była pozbawioną wdzięku platynową blondynką. Miała jasne, lniane włosy ściągnięte w zgrabny węzeł na karku.
Nosiła silne okulary, spod których spoglądały bystre, jasnoniebieskie oczy. Jej twarz o czystych, drobnych rysach była całkowicie bez wyrazu. Wszystko, do czego doszła, zdobyła sprawnością, a nie wdziękiem. Miała niebywałą pamięć, potrafiła zapamiętać rzeczy najbardziej skomplikowane, cytowała nazwiska, daty i cyfry bez korzystania z jakichkolwiek notatek. To ona sterowała olbrzymim zespołem firmy, a robiła to tak zręcznie, że wszystko funkcjonowało jak w dobrze naoliwionej maszynie. Była chodzącą dyskrecją, zawsze pełna energii, którą potrafiła trzymać w ryzach i kontrolować.
Otto Morganthal, stojący na czele międzynarodowej firmy bankowej Morganthal, Brown and Shipperke, zdawał
sobie świetnie sprawę, że tego, co zawdzięcza Annie Scheele, nie może wyrazić za pomocą żadnych pieniędzy. Miał
do niej bezwzględne zaufanie. Jej pamięć, doświadczenie, trafność sądu, jej zrównoważony chłodny umysł - były bezcenne. Płacił jej wysoką pensję i zapłaciłby bez wahania więcej, gdyby o to poprosiła.
Była wprowadzona nie tylko w tajniki interesów firmy,
ale również w jego życie prywatne. Kiedy spytał ją o zdanie, jak ma postąpić w sprawie drugiej żony, doradziła mu rozwód i wskazała dokładną sumę alimentów. Nie okazała współczucia ani ciekawości. Nie była, jego zdaniem, taką kobietą. Nie sądził, by w ogóle kierowała się uczuciami i nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby zastanowić się, co właściwie ona sobie myśli. Bardzo by się zdziwił, gdyby ktoś mu powiedział, że w ogóle coś sobie myśli - wyjąwszy sprawy Ottona Morganthala oraz firmy Morganthal, Brown and Shipperke.
Był więc zupełnie zbity z tropu, kiedy szykując się do wyjścia z pracy, powiedziała:
- Chciałam prosić o trzytygodniowy urlop, jeśli to możliwe. Od przyszłego wtorku.
Patrząc na nią, odparł niezręcznie:
- To wielce dla nas kłopotliwe... nie wyobrażam sobie...
- Nie sądzę, żeby to był jakiś problem, proszę pana. Panna Wygate świetnie się we wszystkim orientuje. Zostawię jej notatki i wszelkie dyspozycje. Pan Cornwall może się zająć fuzją z Ascherem.
- Chyba nie jest pani chora czy coś takiego? - spytał, znowu niezręcznie, Morganthal.
Nie mógł sobie wyobrazić panny Scheele chorej. Nawet zarazki szanowały Annę Scheele i ją oszczędzały.
- Ależ nie. Chcę pojechać do Londynu do siostry.
- Do siostry? - Nie wiedział, że ma siostrę. Nigdy nie myślał o pannie Scheele jak o osobie mającej krewnych czy rodzinę. Nigdy nie wspomniała, że ma bliskich. I oto teraz mówi zwyczajnie o jakiejś siostrze w Londynie. Ubiegłej jesieni byli razem w Londynie, ale słowem nie napomknęła o siostrze.
- Nie wiedziałem, że ma pani siostrę w Anglii - powiedział z wyrzutem.
Panna Scheele lekko się uśmiechnęła.
- Tak, mam. Wyszła za mąż za Anglika związanego
z British Museum. Musi przejść poważną operację. Chce, żebym była razem z nią. Chciałabym pojechać.
Morganthal zorientował się, że jest zdecydowana. Mruknął:
- No dobrze, dobrze. Niech pani wraca jak najszybciej. Rynek nigdy nie był tak chwiejny. Wszystko przez ten przeklęty komunizm. Cały kraj jest nim przesiąknięty. Wojna może wybuchnąć lada chwila. Czasami myślę, że to jedyne wyjście. A teraz jeszcze prezydent wybiera się na tę idiotyczną konferencję do Bagdadu. W moim przekonaniu to jakaś pułapka. Chcą go wciągnąć w zasadzkę. Bagdad! Akurat to miasto ze wszystkich miejsc na ziemi!
- Przecież będzie pod odpowiednią ochroną - powiedziała uspokajająco panna Scheele.
- W zeszłym roku szach Iranu. Bernadotte w Palestynie. To szaleństwo, istne szaleństwo.
- Ale w końcu - dodał Morganthal ponuro - cały świat jest zwariowany.
Rozdział trzeci