- A onirofilm?- Onirofilm w swej formie definitywnej pojawił się kilka lat później...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- wybraæ opcjê Information i nacisn¹æ ENTER, w rezultacie na ekranie pojawisiê zestaw informacji podobny do tego poni¿ej:,j~%%I , Object ID: B6000006NetWare...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdÄ™ pochodzi z innej planety — dokoÅ„czyÅ‚a Trillian, pojawiajÄ…c siÄ™ w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- Zaistnienie filozofii jako dziedziny kultury narodowej, w której nacja wyra|a swój [wiatopogld, byBo mo|liwe, pojawiB si bowiem system okre[lonych poj i metod
- - Aj, aj, jak to dobrze, żeś się tu pojawił, panie szlachetny - jęknął boleśnie, leżąc plackiem u stóp Hodży Nasreddina...
- Źródła w Antibes podają, że Jordana zatłuczono na śmierć zaledwie w kilka dni po jego weselu i po tym, jak wydostał pijaną bratową ze szponów portowego opryszka...
- - Moim zdaniem - mówił Jan z namysłem - należy dokumentu strzec jak oka w głowie przez te kilka dni, które nas dzielą od wielkiej premiery...
- - Pierwsze objawy poprawy pojawiaj¹ siê po 10-14 dniach, peh poprawa wystêpuje dopiero po 4-6 tygodniach...
- bione kilka tygodni temu, w ramach rutynowych działań mających na celu kom- pletowanie danych o wszystkich amerykańskich stacjach arktycznych...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie istnieje rzeczywistość, która zdolna byłaby przewyższyć sen, publiczność szybko się o tym przekonała. Kiedy uczestnictwo jest całkowite, wszelkie współzawodnictwo natury staje się śmieszne, wszelki bunt zbyteczny. Taki jest system, Sofio. I z całą pewnością twoje przemijające kryzysy nie zmienią go, podobnie jak go nie zmieni melodramatyczna gadanina naturystów, ludzi pozbawionych skrupułów, którzy zbierają środki nie dla triumfu myśli zakłamanej od samych narodzin, ale dla swoich własnych korzyści. Chce ci się śmiać? W zeszłym tygodniu Hermann Wolfried, jeden z hersztów Ligi Antyonirycznej, udał się do biur Norfolk Company. A wiesz dlaczego? Chciał mieć prywatny onirofilm, pięć sławnych aktorek w orgii, która może przyprawić o zawał. Norfolk przyjęła zamówienie, a jeśli obedrą go ze skóry, tym gorzej dla niego.
Sofia Barlow nagle wstała.
- Kłamiesz, Bradley! Specjalnie, bezczelnie kłamiesz.
- Mam dowody, Sofio. Liga Antyoniryczna jest organizacją mającą na celu nabieranie naiwniaków, nieuleczalnych melancholików i konserwatystów. Wśród jej szeregowych członków znajdą się może jakieś resztki uczuć religijnych, ale wśród kierujących jest tylko chciwość.
Sofia już się bała rozpłakać. Bradley szybko podszedł do niej, opiekuńczym ruchem położył rękę na ramionach.
- Nie myśl o tym więcej, Sofio. Popchnął ją do stolika, otworzył szufladę i wyjął małe, płaskie, czworokątne pudełko.
- Masz - powiedział Bradley.
- Co to jest?
- Prezent.
- Dla mnie?
- Tak, to dlatego zawołałem cię do biura. Nakręciłaś dla Naszego Towarzystwa Produkcyjnego dwadzieścia oni- rofilmów... Można powiedzieć, że to duże osiągnięcie. Podarunek od firmy jest małym dowodem uznania dla twoich zasług...
Sofia zrobiła ruch, jakby chciała otworzyć pakuneczek.
- Poczekaj - poradził Bradley. - Otworzysz w domu. A teraz idź już, mam masę roboty.
Przed samym budynkiem stała kolejka helitaksówek. Sofia wsiadła do pierwszej, z bocznej kieszeni pojazdu wyciągnęła pismo, zapaliła papierosa i przyglądała się z zadowoleniem własnej podobiźnie na okładce. Helitaksówka łagodnie się uniosła, kierując do centrum miasta.
Nęcąco wpółotwarte usta, kolor, kontrast między światłem a cieniem, dwuznaczny wyraz twarzy... Każdy szczegół był wyeksponowany ze znawstwem.
Sofia patrzyła na siebie jak w lustrze. Niegdyś praca aktorki miała wiele negatywnych stron. Kiedy kręciło się scenę miłosną, to z partnerem z krwi i kości; trzeba go było obejmować, znosić kontakt fizyczny z nim, pocałunki i słowa chuchane prosto w twarz. Kamera filmowa fotografowała scenę, którą potem widzowie oglądali na ekranie. Teraz było inaczej. Był “Adam", model nafaszerowany elektronicznymi urządzeniami, z dwiema maleńkimi kamerami filmowymi umieszczonymi w oczodołach. “Adam" był majstersztykiem, jeśli chodzi o odbiór wrażeń; kiedy aktorka pieściła go, komórka receptywna rejestrowała wrażenie pieszczoty i wraz z obrazem wzrokowym umieszczała na taśmie oniro- filmu. W ten sposób Odbiorca, który następnie odtwarzał tę taśmę, wiernie odbierał pieszczotę. Widz nie był już pasywny, był uczestnikiem.
Naturalnie, istniały onirofilmy dla kobiet i dla mężczyzn. Nie można ich było dowolnie wymieniać; gdyby jakiś Odbiorca powodowany chorą ciekawością włożył do swojego kasku odbiorczego rolkę filmu przeznaczonego dla Odbiorczyń przyprawiłby się tylko o okropny ból głowy, ryzykując poza tym stopienie się delikatnych obwodów aparatu.
Poprosiła kierowcę, żeby się zatrzymał. Helitaksówka minęła dopiero jakiś tuzin kwartałów, ale Sofia wolała dalej pójść na piechotę.
Szare i niebieskie kombinezony przemykały wzdłuż ulicy. Szary i niebieski, nie było innych kolorów. Nie było sklepów, nie było biur, nie było baru ani nawet wystawy sklepowej z zabawkami czy też drogerii. Co jakiś czas w przybrudzonych sadzą fasadach domów, obrośniętych kurzem i mchem, otwierały się obrotowe drzwi jakiegoś sklepiku. W środku, na półkach z polerowanego kryształu znajdował się “sen", szczęście dostępne wszystkim, na każdą kieszeń; była też ona sama, naga, dla każdego, kto zechce ją kupić.
Spacerowali. Sofia Barlow przechadzała się wśród armii ludzi żyjących marzeniami, ludzi, którzy pracują trzy godziny dziennie przeżywając katusze, ludzi, którzy wzdychają do ciszy swoich nor: pokoju, amplexu i kasku. Oraz do tysięcy rolek onirofilmów, milionów snów o miłości, potędze i sławie.
- Obywatele!
Głos brzmiał czysto i mocno jak w onirycznych rozważaniach, kiedy ten, co śni, ma u swoich stóp cały wychwalający go świat.
- Obywatele! Pewien starożytny filozof mawiał, że cnota jest strojem umysłu. Nie jestem tu po to, żeby was prosić o rzeczy niemożliwe, byłbym szaleńcem, gdybym oczekiwał od was całkowitego i pełnego wyrzeczenia się. Od lat jesteśmy niewolnikami i poddanymi, więźniami w labiryncie snu, od lat po omacku chodzimy w mrocznym grzęzawisku izolacji i niemożności porozumienia. Obywatele, wzywam was, żebyście byli wolni. Wolność jest cnotą, a cnota jest strojem. Ze zbyt wielu rzeczy okradliśmy naturę, teraz trzeba szukać ratunku, zanim nadejdzie całkowita i ostateczna śmierć duszy...
Ile razy słuchała podobnych wywodów? Propaganda Ligi Antyonirycznej była natrętna i zawsze ją bardzo irytowała. Ostatnio jednak zaskoczyło ją to, że czuła się zakłopotana. Może dlatego, że była aktorką, i kiedy mówcy na placach mówili o grzechu, o zgubie, kiedy podżegali tłum Odbiorców do porzucenia “snu", odbierała to jako oskarżenie skierowane przede wszystkim przeciwko sobie samej, czuła odpowiedzialność za cały system. Może za tym żarliwym sposobem mówienia kryło się jednak coś prawdziwego. Może w szkole nie powiedzieli jej wszystkiego, może Bradley się mylił.
Gruby mężczyzna miotał się na podwyższeniu, bił pięścią w drewniany blat, cały czerwony na twarzy. Nikt go nie słuchał.
Kiedy z bocznych drzwi wyszła dziewczyna otulona w szale, niektóre osoby w tłumie nawet się zatrzymały. Z głośników dobywała się muzyka starożytnego Wschodu. Tańcząc, dziewczyna zaczęła zdejmować z siebie szale. Była piękna, bardzo młoda, ruszała się rytmicznie, lekko i harmonijnie.
- Amatorka - powiedziała do siebie Sofia - nieudana aktorka.