— Czy to nie wbrew zasadom NCAA?— Nie, o ile nic by nie wzi¹³...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- ottawskich, wspomni, ile czasu i pieniędzy pochłonie prześwietlenie, i zapewni pacjenta, żewykonane właśnie badanie daje niemal stuprocentowo pewne...
- O ile nawet najbardziej humanitarne i demokratyczne narody nie mają zbyt wieluzahamowań, gdy chodzi o eksperymenty na zwierzętach, o tyle jednak doświadczenia...
- Tak więc w niedzielę późnym rankiem wysłałem do Akeleya depeszę zawiadamiając go, że przyjadę do Brattleboro w najbliższą środę - 12 września - o ile ten...
- ile ¿e ka¿da ¯ydowi wyrz¹dzona krzywda albo obraza œci¹ga³a tam karê ustanowion¹ przeciwobrazie szlachcica...
- nawet, ile kupi...
- — Ile on...
- Wbrew opiniom rozpowszechnionym wœród zachodnioeuropejskich zwi¹zkowców, nie wydaje siê natomiast, aby motywem inwestowania w Polsce i krajach s¹siednich by³a...
- dziedzinaThingola, a granic jego państwa nikt nie mógł przekroczyć wbrew woli Ukrytego Króla...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Myœlisz, ¿e p³aci³ za swoje drinki? Marcus zmarszczy³ brew.
— Komisja siê nie przejmuje takimi pierdo³ami.
— Ale gdyby ktoœ na niego doniós³, móg³by mieæ k³opoty, prawda?
— Tak, chyba tak. Ale kto na niego doniesie?
— Któryœ z przeciwników.
— Nikt z przeciwników nie doniesie na Juliusa, bo przyj¹³ kilka drinków. Tak siê tego nie za³atwia. To szczeniactwo.
— Lepiej go zabiæ?
Marcus potar³ skronie.
— Oczywiœcie, ¿e nie. To straszne, to… Niedobrze mi. Gram w koszykówkê, wiêc nie muszê siê zadawaæ z gangami. Robiê swoje, a oni mnie nie ruszaj¹. Szanuj¹ to, jak gram. Ciê¿ko pracowa³em, ¿eby tak by³o. Nie mogê uwierzyæ… Mick, chcê do domu. Proszê, pozwól mi jechaæ do domu.
Muszê siê po³o¿yæ.
— Zrób tylko coœ dla mnie. Opowiedz mi swoj¹ wersjê tego, co siê sta³o.
Marcus westchn¹³ przeci¹gle, ze znu¿eniem.
— Siedzia³em blisko parkietu. Nie robi³em nic konkretnego, gada³em z ludŸmi. Z jedn¹ dziewczyn¹.
— Z Ducaine?
— Nie, miejscow¹. Chyba z uniwerka. Julius te¿ siê bawi³ z dziewczynami. Nie znam wszystkich, które na niego lecia³y. Sporo ich by³o, tyle mogê powiedzieæ. Pappy'ego to wkurza³o. Nie chodzi³o o dziewczyny. Chodzi³o o to, ¿e Julius upokorzy³ Ducaine, kiedy wróci³ na boisko po tym, jak dosta³. On i Pappy zaczêli sobie dogryzaæ.
— Kto to Pappy?
— Pappy to Patrick Delveccio. Napastnik Ducaine.
— To on sfaulowa³ Juliusa?
— Nie, to by³ Mustafa Duran. Gra z ³awki rezerwowych. Ma opiniê twardego, gra ostro. No i dobrze, to jego zadanie. Ale to, co siê sta³o na ostatnim meczu, to ju¿ du¿a przesada.
— Co robi³, kiedy Julius i Pappy zaczêli sobie dogryzaæ?
— Mustafy nie by³o w klubie. Wiedzia³, co by siê sta³o, gdyby siê pokaza³. McCain powstrzyma³ odruch wyci¹gniêcia notesu.
— A co by siê sta³o?
— Cz³owieku, nie mo¿na robiæ na parkiecie takich rzeczy bez konsekwencji.
— Jakich konsekwencji?
Marcus zmarszczy³ brew.
— Daj spokój, Micky. Wiesz, jak to jest. Jeœli sam sienie bronisz, dostajesz po ty³ku. Bêd¹ z tob¹ próbowaæ ró¿nych zagrywek, bo bêd¹ uwa¿aæ, ¿e ujdzie im to na sucho.
— A wiêc o jakich konsekwencjach mówimy?
— Nie o spluwach, jeœli to masz na myœli. Chodzi mi o odegranie siê na boisku. Mo¿na waln¹æ ³okciem, jak sêdziowie nie patrz¹. A nawet jak patrz¹, to po takim brudnym faulu… Nikt nic nie powie.
— Ale nie mówimy o boisku, Marcus. Mówimy o tym, co tu i teraz. Jak s¹dzisz, co zrobi³by Julius, gdyby Mustafa siê pojawi³?
— No, nie pojawi³ siê, wiêc to wszystko wró¿enie z kart.
— Kto zacz¹³ bijatykê, Marcus?
— Nie by³o bijatyki. Ch³opak podniós³ wzrok. — Tylko parê s³ów.
— Jakich s³ów?
— Julius gada³ ró¿ne g³upoty. Pappy te¿. Ale nas by³o o wiele wiêcej ni¿ ich. Zrobi³o siê trochê gor¹co. Chyba ktoœ kogoœ popchn¹³, ale to wszystko. Ducaine wyszli. Potem Julius zabra³ parê dziewczyn na górê i wtedy widzia³em go po raz ostatni.
— Co zrobi³, kiedy ju¿ zabra³ dziewczyny na górê?
Marcus zrobi³ zdziwion¹ minê.
— Pytasz, czy posun¹³ je w klubie? Tego nie wiem. Z tego, co wiem, by³y tylko na pokaz, ¿eby zrobiæ dobre wra¿enie na goœciach z firmy.
McCain wyj¹³ notes.
— Znasz nazwiska tych dziewczyn? Marcus chwilê siê zastanawia³.
— Nie, chyba nie. McCain czeka³.
— Chyba s³ysza³em, jak ktoœ mówi³ na jedn¹ z nich Spring. By³y wysokie, obie. Jedna prawie mojego wzrostu. Mog³y graæ w kosza, ale nie w Boston Ferris. Znam wszystkie dziewczyny z Boston Ferris.
— Kto jeszcze poszed³ na górê z Juliusem?
— Nikt, kogo bym zna³.
— Mo¿e ochroniarz?
— Nie, nie by³o ochroniarza. Kto by chcia³ zaczynaæ z Juliusem?
— Nie ba³ siê, ¿e jego fanów mo¿e trochê ponieœæ?
— Julius nie by³ a¿ taki znany. Jasne, szed³ prosto do NBA, ale miejsce w pierwszej czwórce by³oby dla niego du¿ym osi¹gniêciem. Bardzo chcia³ je mieæ, zanim by og³osi³, ¿e jest do wziêcia. — Marcus pokrêci³ g³ow¹. -Bez sensu! Tak g³upio skoñczyæ!
— A wiêc co siê sta³o, kiedy poszed³ na górê?
— Nie wiem, co robi³ Julius. Wiem, ¿e Pappy wróci³ z paroma swoimi kumplami gangsterami.
— Ile mniej wiêcej up³ynê³o czasu miêdzy jego wyjœciem i powrotem?
Marcus odetchn¹³.
— Pó³ godziny, mo¿e trochê d³u¿ej. Nie patrzy³em na zegarek. Kiedy Pappy wróci³, wszyscy siê zorientowali, ¿e bêdzie Ÿle. Wychodzi³em z kibla i, kiedy go zobaczy³em, od razu pomyœla³em, ¿e pora siê zbieraæ. Wtedy zaczê³a siê strzelanina. Rzuci³em siê na ziemiê. Nie widzia³em pistoletu. Nie mogê nawet powiedzieæ, czy to Pappy mia³ broñ. Us³ysza³em tylko huk i rzuci³em siê szukaæ os³ony.
— A wiêc k³ótnia Pappy'ego i Juliusa nie dotyczy³a dziewczyny?
— Nie, chodzi³o o mecz. Zawsze chodzi o mecz. Kantowa³eœ, przytrzyma³eœ mnie, popchn¹³eœ mnie, uderzy³eœ mnie ³okciem, bla, bla, bla. Dziewczyna nie mia³a z tym nic wspólnego.
— Mo¿e Julius przystawia³ siê do nie tej panny, co trzeba.
— Nie. Nie wydaje mi siê. Móg³ mieæ ka¿d¹ i zawsze.
— Niektórzy faceci lubi¹ posuwaæ cudze dziewczyny.
— Nie, nie Julius. Jego jedyn¹ pasj¹ by³ kosz. Dziewczyny by³y mu potrzebne tylko, by zaj¹æ siê czymœ w czasie, gdy nie gra³. Gdyby mia³ siê z kimœ o coœ powa¿nie poprztykaæ, nie posz³oby o dziewczynê.
— A wiêc sk¹d siê wziê³a ta plotka?
— Sk¹d mam wiedzieæ? Gdybym mia³ zgadywaæ, powiedzia³bym, ¿e to Ducaine. ¯eby jakoœ usprawiedliwiæ to, co zrobili. Wszyscy mówi¹, ¿e Pappy i jego kumple po prostu go roznieœli, Micky. Skosili go.
— Ale ty tego nie widzia³eœ.
— To nie znaczy, ¿e tak nie by³o. — Marcus spojrza³ na McCaina. — Kto inny móg³by do niego strzelaæ?
— A wiêc twierdzisz, ¿e Van Beest nie podpad³ nikomu oprócz Ducaine?