– Nie wjedziemy do Bilmy, jeszcze nie teraz – powiedział...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
- „Tak, Panie — powiedziałem — lecz z całą pewnością cierpienie jest złe”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Może tam być Kissack, więc musimy uważać. Zatrzymamy się w warzelni soli w Kalala.
Kalala okazała się równiną ze stosami nieczystości, wyrzuconych z warzelni. Znajdowało się na niej wielu ludzi i jeszcze więcej wielbłądów, jako że rozłożyło się tam kilka innych karawan. Naszym wielbłądom zdjęto ładunki, a Byrne zwrócił uwagę na otaczającą nas scenerię. Wskazał grupę mężczyzn skupionych wokół Mokhtara.
– Kolejni Tuaregowie z Air. Myślę, że będą wracali jutro. Wyglądają na gotowych do drogi – odwrócił się w drugą stronę. – Ci faceci tam, to Kanuri z Czadu. Sól jest najważniejszą substancją w Afryce. Zwierzęta chorują, jeśli jej nie dostają. Kanuri z Czadu są hodowcami, więc potrzebują soli. Tak samo Hausa z okolic Kano w Nigerii.
– Od jak dawna to już trwa?
– Nie mam pojęcia. Tysiąc lat, może więcej. Słuchaj Max, zostajesz tutaj, dopilnuj, żeby Paul się gdzieś nie włóczył. Jadę do Bilmy pożyczyć wóz, chcę odzyskać Toyotę, a także zobaczyć czy Kissack jest tutaj.
– Bądź ostrożny.
– Jestem po prostu jednym z wielu Tuaregów – odparł. – Czarczaf jest użyteczny.
Odszedł, a ja wziąłem Billsona i poszliśmy przyjrzeć się warzelniom soli. Billson czuł się znacznie lepiej. Chociaż długa przejażdżka na wielbłądzie nie jest powszechnie uważana za najlepszą kurację zdrowotną, nie ma wątpliwości, że nią jest w porównaniu z bieganiem w górę i w dół po piaskowych wydmach. Mokhtar dostarczył maści, którą Byrne zaaprobował i bolesne zaognienie wokół rany Paula zniknęło.
U Paula widać było również poprawę duchową i jak na człowieka, który normalnie zachowywał ponure milczenie, stał się bardzo gadatliwy. Może pustynia miała z tym coś wspólnego.
Patrząc w dół na panwie solne miało się wrażenie, że ogląda się mniej zdrową część Piekła Dantego. Ziemię zawierającą sól wykopywano z jam i wrzucano na płuczki, gdzie nie oczyszczona sól odkładała się na powierzchni, w miarę jak woda odparowywała w promieniach słońca. Stamtąd mozolnie zeskrobywano ją i pakowano do form, gdzie przybierała kształt słupów mających około metra wysokości.
– Wiesz – niespodziewanie odezwał się Paul – po raz pierwszy ten fragment z Biblii o żonie Lotha zamienionej w słup soli nabrał sensu. Aż do tej chwili nigdy nie mogłem zrozumieć tego ze słupem soli.
Pomyślałem o szlakach karawan biegnących przez Saharę i zastanowiłem się, czy sól z Bilmy znalazła w starożytności drogę do Izraela. Wydawało się to nieprawdopodobne – Morze Martwe było bardziej zasolone od innych – jednak metoda produkcji liczyła zapewne wiele lat.
Wróciliśmy do karawany i odpoczywaliśmy. Wielbłądy również wypoczywały, niektóre z nich od czasu rozładowania leżały płasko na bokach. Nigdy nie widziałem, aby wielbłądy tak robiły. Przyglądałem się właśnie jednemu z nich, kiedy obok przeszedł Mokhtar. Dostrzegł moje zainteresowanie i usiłował znaleźć słowa. Po długim namyśle wypowiedział wreszcie:
– Fatigue, tres fatigue.
Skinąłem głową. Gdybym ja szedł przez miesiąc po szesnaście godzin na dobę, to też byłbym cholernie zmęczony. Ale Mokhtar szedł, a wyglądał świeżo, jak stokrotka. Żebra wielbłąda wyraźnie rysowały się pod sierścią.
– Jest chudy, maigre – poklepałem się po boku i powtórzyłem: – Maigre.
Mokhtar powiedział w języku Tamachek coś, czego nie zrozumiałem. Widząc, że nie wiem o co chodzi, chwycił wielbłąda za uzdę i zmusił go do powstania. Skinął mi ręką, więc poszedłem za nim. Zaprowadził wielbłąda do kamiennego koryta leżącego jakieś pół kilometra dalej, które mozolnie napełniono wodą ze studni.
Wielbłąd pochylił głowę i zaczął pić. Pił bez przerwy przez dziesięć minut i pęczniał w oczach. Musiał wypić więcej niż dwadzieścia galonów wody, a kiedy skończył, był równie pulchnym i wypasionym zwierzęciem jak inne.
Byrne wrócił dopiero następnego dnia przed południem, ale przyjechał Toyotą. Pomijając rozbitą przednią szybę, wyglądała tak samo jak przed strzelaniną. Trzeba jednak zacząć od tego, że już wówczas była pogruchotana. Parę dziur miała wcześniej, a różnica która nie robi różnicy, jest bez znaczenia.
Wraz z Billsonem dobrze wypoczęliśmy – całonocny, zdrowy sen dużo znaczy – ale Byrne po raz pierwszy wglądał na zmęczonego.
– Potrzebujesz snu – odezwałem się.
Skinął głową.