– Jak go podejdziemy? – zapytał Parker...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- bool move_uploaded_file (string filename, string destination)msqlZwraca dodatni identyfikator wyniku zapytania mSQL, lub False w przypadku wystpienia...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- – Co, trupia głowa? – zapytał Legrand...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytała Gale, za sprawą widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- – Ja tu gadam, a nie zapytałem wcale, jak ci się udało powstrzymać czarnych jeźdźców?– Jestem furtianem, Wasza Wysokość...
- – Co to jest wrogość? – zapytał na jednym z wykładów terapeuta Mojżesz alias Ja Alkohol...
- — O co chodzi? — zapytał Pawldo, podejrzewając, że oto spokojny poranek dobiegł końca...
- — A czy było jeszcze co jeść na rzece? — zapytał szakal...
- Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Przede wszystkim musimy przenieść się do tańszego hotelu. – Przyjrzał się Parkerowi z uwagą. – Nie mamy nadmiaru gotówki, ale i nie jesteśmy kompletnymi bankrutami. Faceci żądni forsy, ale ostrożni. Mamy coś do sprzedania i chcemy dostać najwyższą cenę, więc nie decydujemy pochopnie. Rozumiesz?
Parker smętnie się uśmiechnął.
– Najłatwiej będzie mi udawać brak gotówki. Nigdy nie miałem za wiele forsy. Jak podsuniemy Picotowi temat do rozmowy?
– Będziemy improwizować – odparł spokojnie Abbot.
Picot odwiedzał często kawiarnię na starym mieście w pobliżu portu. Kiedy Abbot i Parker znaleźli się tam następnego dnia wieczorem, siedział właśnie przy stoliku, czytając gazetę. Abbot wybrał stolik obok. Usiadł przy nim razem z Parkerem, marszcząc nos na widok śladów jedzenia na jadłospisie, po czym złożył zamówienie dla dwóch osób.
Parker rozejrzał się wokół i powiedział zniżając głos:
– Co teraz?
– Spokojnie – odparł cicho Abbot. – Niech to wyniknie spontanicznie. – Odwrócił się i spojrzał na plik gazet i czasopism, leżących na stoliku Picota i przeznaczonych najwyraźniej dla klientów. Odezwał się po angielsku:
– Przepraszam, monsieur. Czy można? Picot podniósł wzrok i skinął głową.
– Proszę bardzo.
Jego angielszczyzna była dziwnie zabarwiona francuskim i amerykańskim akcentem.
Abbot wziął jakieś czasopismo i przeglądał je od niechcenia, dopóki nie zjawił się kelner, który postawił na stoliku całe mnóstwo talerzy, dwa drinki i dzbanek z wodą. Abbot nalał sobie do szklanki trochę wody, powodując zmętnienie napoju.
– Twoje zdrowie, Dan.
Parker poszedł niezdecydowanie w jego ślady, napił się i prychnął.
– Co to jest? – zawołał uderzając szklanką o stół. – Lekarstwo na kaszel?
– To arak, miejscowy trunek. Parker badał językiem podniebienie.
– Nie próbowałem czegoś takiego od dzieciństwa. – Ze zdziwieniem dokonał odkrycia. – Ziarenka anyżu! – Powąchał zawartość szklanki. – To nie jest napój dla mężczyzny. Nie mają tu watneya?
Abbot szeroko się uśmiechnął.
– Wątpię. Jeżeli chcesz napić się piwa, masz do wyboru libańskie francuskie i libańskie niemieckie.
– Niech będzie niemieckie – zdecydował Parker. Abbot złożył zamówienie na henninger byblos, a odwróciwszy się zobaczył, jak Parker przygląda się podejrzliwie zawartości talerzy.
– Na miłość boską, Dan, przestań zachowywać się jak turysta! – powiedział ze złością. – Czego się tu spodziewałeś, ryby z frytkami?
– Lubię wiedzieć, co jem – stwierdził nieporuszony Parker.
– To „mezza” – powiedział głośno Abbot. – Niewiele kosztuje i wystarczy, żeby się najeść. Jeżeli chcesz czegoś lepszego, idź do Saint-Georges’a, ale nie ja będę płacić rachunek. Zaczynam mieć ciebie dość. Jeszcze trochę, a wszystko odwołam.
Parker wyglądał na zaskoczonego, ale uspokoił się, gdy Abbot do niego mrugnął. Przyniesiono piwo. Parker spróbował je, po czym odstawił szklankę.
– Chyba może być.
– Czy myślisz, że mógłbyś się tym... hm... zalać? – zapytał cicho Abbot.
Parker prztyknął palcem w szklankę.
– Taka słabizna nie wystarczy.
– Ale mógłbyś się postarać, prawda? Może nawet zacząłbyś być niedyskretny.
– To zamów mi następne piwo – stwierdził Parker i jednym potężnym haustem opróżnił szklankę.
Abbot jadł z apetytem, natomiast Parker przebierał w talerzu i pił najwyraźniej więcej niż powinien. Mówił coraz głośniej, coraz bardziej bełkotał i zaczynał uskarżać się na swój los.
– Chcesz ze wszystkiego zrezygnować? A nie pomyślałeś o tym, co ja czuję? To był mój pomysł – cholernie dobry pomysł – i jak go wykorzystujesz? Siedzisz na tym swoim arystokratycznym tyłku i nic nie robisz.
– Uspokój się, Dan! – nalegał Abbot.
– Wcale się nie uspokoję! Tych twoich pretensji też zaczynam mieć już dość. – Zaczął mówić przedrzeźniającym tonem: „Nie rób tego Dan. – Nie rób tamtego Dan. – Zamykaj usta przy jedzeniu Dan”. Za kogo ty się uważasz, do cholery?
– Och, na miłość boską! – wtrącił Abbot.
– Powiedziałeś, że możesz mi pomóc w załatwieniu tej sprawy – i co zrobiłeś? Gówno!
– Trzeba czasu, żeby nawiązać kontakty – odparł ze znużeniem Abbot.
– Mówiłeś, że masz kontakty – stwierdził zjadliwie Parker.
– Na co ty właściwie narzekasz? – powiedział Abbot podniesionym głosem. – Nie płacisz za to, prawda? Gdyby nie ja, siedziałbyś dalej na tyłku w Londynie, grzebał się w pogruchotanych wozach i marzył o tym, jak szybko zrobić majątek. Wyłożyłem już prawie tysiąc funtów, Dan. Czy to się w ogóle nie liczy?
– Nie obchodzi mnie, czyje to pieniądze. Ciągle nic nie robisz i tracę tylko czas. – Parker wskazał zamaszystym gestem otwarte drzwi: – W porcie jest pełno statków i założę się, że polowa z nich bierze udział w przemycie. Wezmą to, co mam im do zaoferowania i dobrze mi zapłacą. Mówisz, że siedzę na tyłku – a czemu ty swojego nie ruszysz?
Abbot próbował bezskutecznie uciszyć Parkera.
– Zamknij się, na Boga! Chcesz, żeby wszystko się wydało? Skąd wiesz, czy tu nie roi się od policji? Parker z trudem stanął na nogi.
– A, do cholery! – Rozejrzał się wokoło zamglonym wzrokiem. – Gdzie tu jest toaleta?
Abbot patrzył na niego z rezygnacją.
– Tam – powiedział wskazując drzwi w głębi kawiarni. – Tylko nie rozmawiaj z obcymi. – Patrzył, jak Parker odchodzi chwiejnym krokiem od stolika, po czym wzruszył ramionami i wziął do ręki gazetę.
– Monsieur? – odezwał się głos za jego plecami. Odwróciwszy się zobaczył, że Picot bacznie mu się przygląda,
– Słucham?
– Czy myliłbym się twierdząc, że pan i pański przyjaciel szukacie... pracy?
– Owszem – odparł krótko Abbot i odwrócił się. Zawahał się wyraźnie, po czym znowu spojrzał na Picota. – Dlaczego pan tak uważa?
– Pomyślałem, że może szukacie roboty. Jesteście marynarzami?
– Czy ja wyglądam na marynarza? – spytał Abbot. Picot uśmiechnął się.
– Nie, monsieur. Ale pański przyjaciel... – – To jego sprawa.
– A nie pańska, monsieur? – Picot uniósł brwi. – Więc zdecydowanie nie szukacie panowie pracy?
– Jakiego rodzaju?
– Każdy, kto ma błyskotliwe pomysły, a zwłaszcza marynarz... zawsze coś odpowiedniego się dla niego znajdzie.
– Nie jestem marynarzem. Mój przyjaciel był nim w przeszłości. Ale i dla mnie musiałoby się znaleźć miejsce. Jesteśmy serdecznymi przyjaciółmi. Rozumie pan, nigdy się nie rozstajemy.
Picot z uśmiechem przyglądał się swoim paznokciom.