że niebawem jedną więcej unieszczęśliwią...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Copyright by Wydawnictwo Złote Myśli & Piotr Surdel FOREX – ANALIZA TECHNICZNA – darmowy fragment – kliknij po więcej ● str...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- Przepis ten ma na wzgldzie umow, w ktrej jedna strona nazywana w literaturze przyrzekajcym lub gwarantem przyrzeka drugiej stronie nazywanej w doktrynie...
- pili, miali si,575a matka miaa wraenie, e co wicej widzi tymi wytrzeszczonymi oczami, nitylko to, e oni jedz, pij, miej si...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- wzrok, by dojrzeć coś więcej przez gęsty śnieg, lecz światło zamrugało i zgasło...
- Islena przyłapywała się na coraz większym poleganiu na żonie Baraka i nie potrwało długo, zanim obie, jedna ubrana na zielono, a druga odziana w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Serce zaczęło mi znowu łomotać. Przyszły mnisz-
ki ubierać mnie: ten dzień jest dniem stroju; teraz gdy przypominam sobie te wszystkie cere-
monie, wydaje mi się, że mają one w sobie coś uroczystego i nader przejmującego dla młodej
niewinnej dziewczyny, której skłonności nie pociągają gdzie indziej, Poprowadzono mnie do
kościoła, odprawiono mszę świętą: zacny wikary, podejrzewając mnie o rezygnację, której
zgoła w sobie nie miałam, wygłosił do mnie długą przemowę, gdzie bodaj każde słowo prze-
czyło rzeczywistości. Jakże śmieszne było to wszystko, co mi mówił o moim szczęściu, o
łasce, o mojej odwadze, o mej żarliwości, o moim zapale i o wszystkich pięknych uczuciach,
jakie mi przypisywał. Ów kontrast między jego pochwałami a krokiem, który właśnie miałam
zrobić, wprawił mnie w zakłopotanie; miałam chwile niepewności, ale trwały one krótko.
Jeszcze lepiej zdałam sobie sprawę, że brak mi wszystkiego, co należało posiadać, aby być
dobrą zakonnicą. Tymczasem nadszedł moment straszliwy. Kiedy trzeba było stanąć na miej-
scu, gdzie miałam wypowiedzieć formułę mego ślubowania, nogi się pode mną ugięły; dwie z
mych towarzyszek ujęły mnie pod pachy; głowę miałam odrzuconą na ramię jednej z nich i
wlokłam się. Nie wiem, co działo się w duszach obecnych, ale widzieli oni młodą omdlewają-
cą ofiarę wleczoną do ołtarza i ze wszech stron wyrywały się westchnienia i łkania, wśród
których, jestem tego pewna, nie było słychać westchnień mego ojca ani łkań mojej matki.
Wszyscy stali; były tu młode osoby stojące na krzesłach i uczepione prętów kraty; zapadła
głęboka cisza, gdy ten, co przewodniczył mej profesji, powiedział do mnie:
– Mario Zuzanno Simonin, czy przyrzekasz mówić prawdę?
– Przyrzekam.
– Czy z własnej chęci i z własnej woli jesteś tutaj?
Odpowiedziałam: „Nie”, ale te, które mi towarzyszyły, odpowiedziały za mnie: „Tak”.
– Mario Zuzanno Simonin, czy przyrzekasz Bogu czystość, ubóstwo i posłuszeństwo?
Zawahałam się chwilę; ksiądz poczekał, a ja odpowiedziałam:
– Nie, proszę księdza.
Ponowił pytanie:
– Mario Zuzanno Simonin, czy przyrzekasz Bogu czystość, ubóstwo i posłuszeństwo?
Odpowiedziałam mu pewniejszym głosem:
– Nie, proszę księdza, nie.
Zatrzymał się i powiedział:
– Moje dziecko, uspokój się i słuchaj mnie.
– Proszę księdza, ksiądz pyta mnie, czy przyrzekam Bogu czystość, ubóstwo i posłuszeń-
stwo; słyszałam księdza dobrze i odpowiadam, że nie... – Zwracając się potem do obecnych,
wśród których rozległ się głośny szmer, zrobiłam znak, że chcę mówić; szmer ustał, ja zaś
11
powiedziałam: – Proszę państwa, a zwłaszcza wy, mój ojcze i moja matko, biorę was wszyst-
kich na świadków... – Na te słowa jedna z sióstr opuściła zasłonę przy kracie i zobaczyłam, że
nie było celu mówić dalej. Zakonnice otoczyły mnie, zasypały wyrzutami; słuchałam ich nie
mówiąc ani słowa. Zaprowadzono mnie do celi i zamknięto na klucz.
III
Tam, sama, pozostawiona swym refleksjom, zaczęłam odzyskiwać spokój ducha; powró-
ciłam w myślach do kroku, który uczyniłam, i nie żałowałam go wcale. Zdałam sobie sprawę
z tego, że po skandalu, jaki wywołałam, było niemożliwe, abym tu długo pozostawała, i że
być może nie ośmielą się zamknąć mnie w klasztorze. Nie wiedziałam, co ze mną zrobią; ale
nie wyobrażałam sobie nic gorszego niż być mniszką wbrew woli. Dość długo nikt się do
mnie nie odzywał słowem. Zakonnice, które przynosiły mi jedzenie, wchodziły, stawiały
moją strawę na ziemi i wychodziły w milczeniu. Po miesiącu dano mi świeckie ubranie;
zdjęłam suknie klasztorne; przyszła przełożona i powiedziała mi, żebym szła za nią. Towa-
rzyszyłam jej aż do furty klasztornej; tam wsiadłam do karety, gdzie znalazłam moją matkę,
samą, która na mnie czekała; zajęłam przednią ławeczkę i kareta ruszyła; przez pewien czas
siedziałyśmy naprzeciw siebie nie mówiąc ani słowa; miałam oczy spuszczone i nie śmiałam
na nią patrzeć. Nie wiem, co się działo w mojej duszy; ale raptem rzuciłam się do jej nóg i
schyliłam głowę na jej kolana; nie mówiłam nic, dławiłam się łkaniem. Odepchnęła mnie
szorstko. Nie wstałam; zaczęła mi iść krew z nosa; pochwyciłam jedną rękę matki mimo jej
oporu; oblewając ją łzami zmieszanymi z krwią, przywierając ustami do tej dłoni całowałam
ją i mówiłam:
– Jesteś zawsze moją matką, jestem zawsze twoim dzieckiem...
Odpowiedziała mi odpychając mnie jeszcze brutalniej i wyrywając rękę:
– Wstań, nieszczęsna, wstań.
Spełniłam jej polecenie; siadłam z powrotem i ściągnęłam nakrycie z głowy na twarz.
Matka włożyła w dźwięk swego głosu tyle władzy i stanowczości, że musiałam zasłonić się
przed jej wzrokiem. Łzy i krew, która płynęła mi z nosa, mieszały się ze sobą, ciekły mi po
rękach i zanim się spostrzegła, jak byłam cała zbroczona. Z kilku powiedzianych przez matkę
słów zrozumiałam, że poplamiłam jej suknię i bieliznę i że miała mi to za złe. Przyjechałyśmy