wzrok, by dojrzeć coś więcej przez gęsty śnieg, lecz światło zamrugało i zgasło...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- mo unt po dejm ie pr óbê sko mun iko wan ia siê przez RPC z de mon em rpc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Czy to wyobraźnia płata mu figle? A może rzeczywiście
tam stoi dom?
Wystarczyło łagodne ścisnąć boki konia kolanami, by
ruszył stępa. Zwierzę ostrożnie brnęło przez zaspy, jakby
wyczuwając, że ranny jeździec cierpi. Każdy ruch konia
sprawiał Mattowi ból. W chwili gdy mężczyzna poczuł, że już
dłużej nie wytrzyma, wierzchowiec stanął. Matt uniósł głowę,
przed sobą ujrzał ścianę małego domu.
Wiedział, że przed wejściem do środka powinien zrobić
rozpoznanie. Mogli przecież uprzedzić go i czekać, aż sam
wpadnie im w ręce. Wówczas dokończyliby robotę. Miał tego
świadomość, ale zabrakło mu sił, by zejść na ziemię i podejść
cicho do okna. Zamknął oczy i z trudem je otworzył.
Zdawało mu się, że to jego rodzinny, tak dobrze mu
znany, dom. Pokręcił głową. Mózg płatał mu figle. To nie jego
dom. Ojciec podążył za matką na tamten świat. A bracia? Nie
żyli, cała trójka. Jase zginął podczas napadu na bank. Cal
wyzionÄ…Å‚ ducha, zastrzelony w saloonie w Teksasie. Dan
natknął się na szaleńca, pragnącego udowodnić, że jest
najszybszym rewolwerowcem w Arizonie. Wszyscy poszli do
piachu, nim zdążyli dobrze poznać, co to dorosłe życie.
Czy jego życie było lepsze? Ogarnęła go złość i rozpacz.
Jakie to ma znaczenie, po której stronie prawa stoi człowiek?
Każdy umiera tak samo. Wkrótce i on dołączy do braci.
Wodze wysunęły mu się z rąk, a głowa opadła na drżącą
szyję rumaka. Zmarzł tak, że nie czuł rąk ani nóg.
Zapomniał, co chciał zrobić, lecz w następnej chwili się
ocknął. Musiał szukać schronienia. Potrzebował opatrunku.
Chciał żyć.
Z trudem przypomniał sobie, że musi odciąć sznur, którym
przywiązał się do siodła. Na jego czoło wystąpiły krople potu,
gdy wydobył nóż i ciął linkę. Potem poczuł, jak spada
bezwładnie w ciemność.
Słysząc łomot na ganku, Laura usiadła na łóżku. Od lat
żyła w dziczy i przywykła zarówno do rozszalałych żywiołów,
jak i agresywnych ludzi, i potrafiła stawić im czoło.
W ciemności sięgnęła po strzelbę, którą trzymała na
stoliku przy łóżku. Żarzące się węgle rozświetlały duży pokój
bladą poświatą, wystarczająco jasną, by Laura widziała drogę
do drzwi. Drżącymi rękami otworzyła je, przygotowana na
najgorsze.
Najpierw ujrzała osiodłanego konia bez jeźdźca. Potem
dostrzegła mężczyznę, leżącego u jej stóp nieruchomo jak
głaz.
- Dobry Beże!
Upuściła strzelbę i przyłożyła dłoń do szyi nieznajomego.
Wyczuła tętno, nierówne, lecz mocne.
- Posłuchaj - powiedziała mu prosto do ucha - jeśli chcesz
wejść do środka, musisz mi pomóc.
Mężczyzna jęknął i poruszył się z trudem. Laura zarzuciła
jego rękę na swoje ramię i zachwiała się pod ciężarem obcego.
Z ogromnym trudem wciągnęła go do domu, a potem do
pokoju ojca, gdzie ułożyła go w wielkim łóżku. Potem
pobiegła na ganek po strzelbę i zatrzasnęła drzwi, by nie
wyziębić domu.
Po chwili przytknęła zapałkę do knota lampy i nachyliła
się nad nieznajomym. Miał na sobie skórzaną kurtkę i
kapelusz z szerokim rondem, zasłaniającym część twarzy.
Rozpoznanie rysów dodatkowo utrudniał kilkudniowy zarost.
Spłowiała koszula była cała zakrwawiona; Laura od razu
zrozumiała, że gość odniósł poważne rany. Nalała do garnka
wody i postawiła go na żarzących się resztkach drewna. W
oczekiwaniu na wrzątek wyciągnęła ostry nóż myśliwski ojca
i przystąpiła do rozcinania odzieży nieznajomego. Gdy
skończyła, cofnęła głowę i przyjrzała się mu w świetle lampy.
Pomimo brody i rozczochranej czupryny dostrzegła
znajome rysy.
- Matthew Braden! - wykrzyknęła.
Poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć. Chociaż
przysunęła się blisko, nie potrafiła zrozumieć słów. Nie
otwierał oczu.
- Nie obawiaj się, tu jesteś bezpieczny - zapewniła.
Matt z pewnością stracił mnóstwo krwi, w dodatku był
zmarznięty. Zupełnie lodowaty. Drżącymi rękami odcięła
kawałki kurtki i koszuli. Na widok rany poruszyła się
niespokojnie.
Matthew miał ranę postrzałową. Właściwie tego można się
było spodziewać. Przecież zawsze ocierał się o śmierć.
Skóra wokół otworu po kuli była poszarpana i rozdarta;