- Żaden - zgodził się Ray...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- Han wiedział, że żaden inny hazardzista w całej galaktyce nie ma takiego doświadczenia w odczytywaniu wyrazu twarzy jak Lando Calrissian...
- Socjologowie, ktrzy zajmuj si ustaleniem cech charakterystycznych dla profesji zgodzili si, e istnieje ich kilka1...
- - Z przyjemnością, pani O'Neill - zgodził się uprzejmie...
- 134 Właśnie dlatego że Toto tak nalegał, nie zgodziłam się...
- – Twoja matczyna intuicja to żaden dowód, Emily...
- - Rzeczywiście - zgodziła się Elaine...
- - O tak - zgodził się Collen...
- mogą coś zrobić...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ale…
- Ale - podjęła jego myśl - taka jest natura naszego gatunku, aby walczyć ze sobą i z innymi. A dopóki nie pokonamy samych siebie, będziemy nosić pochodnię zła dokądkolwiek pójdziemy. Może nawet zasłonimy naszymi brudnymi i pokrytymi krwią palcami jasność gwiazd. Są to jednak myśli, które Cień umieścił w naszych umysłach po to, żebyśmy uwierzyli, że cała walka nie zda się na nic, łatwiej jest się poddać. Stajemy przeciwko Atlantydzie, bojąc się, że tu i teraz Cień otacza ziemię, naszą ziemię. Mu jest stare, Mayax i Uighur starzeją się. Atlantyda jest przegniła złem. A co z Jałowymi Ziemiami, Ray’u?
- Wielkie równiny i las… - Myśląc o tym lesie Ray zamilkł. - Drzewa…
- Drzewa? - Powtórzył Cho zwracając mu uwagę na fakt, że powiedział to głośno.
- Drzewa, jakich nie znamy w moich czasach - wyjaśnił. - Przynajmniej nie w tej części lądu. To miejsce, które nie wita ludzi przyjaźnie. Zdał sobie sprawę z tego, że odkrył małą cząstkę tajemnicy. To prawda, że nie przyjmuje ludzi gościnnie, opiera się, próbuje wygnać intruza.
- Ale to twój kraj - powiedziała Lady Aiee.
- Będzie. Teraz jest niczyj, chyba że człowiek go sobie podporządkuje.
- Co wkrótce zrobi - obiecała. Lissa, pokojówka Lady Aiee wyłoniła się z szarości zapadającego zmroku.
- Posłaniec z twierdzy. Urodzeni w Słońcu mają się stawić natychmiast.
- Idźcie w pokoju. - Lady Aiee wyciągnęła ręce do nich.
- Myślę, że czasu pozostało nam już niewiele, choć skarbem jest, to co mamy.
Tym razem nie oczekiwały ich lekkie lektyki, lecz rząd strażników. Brzęk miecza o zbroję brzmiał przenikliwie w cichej, bocznej uliczce, choć gubił się w pomruku głównej drogi.
Re Mu siedział na tronie w komnacie audiencyjnej, towarzyszyli mu tylko dwaj Naacalowie i grupa żołnierzy. Eskorta z Ray’em i Cho zasalutowała obnażonymi mieczami, a ponury zgrzyt metalu o metal spowodował, że mężczyzna stojący przed tronem rzucił im niechętne spojrzenie.
- Ławka dla Urodzonych w Słońcu. - Re Mu rzekł w odpowiedzi na złożony mu hołd. Dwóch wojowników przyciągnęło wąskie siedzenie dla obu.
Murianin zwrócił uwagę na człowieka stojącego przed nim.
- Według twoich wyjaśnień żeglujesz z ładunkiem zboża, by je dostarczyć do wschodnich posterunków Mayax’u.
- Jest tak, jak mówisz O, Wielki. Ray poruszył się zaskoczony. To był zdrajca z Uighur. Mógłby przysiąc.
- Twoim rodzinnym portem jest Chan–Chal?
- Tak jest O, Wielki.
Był młodszy niż Ray się spodziewał. Była w nim pewność siebie, która albo skrywała człowieka przyzwyczajonego do obcowania z niebezpieczeństwem, albo też wynikała z szalonej determinacji, by opierać się wrogowi do końca.
- Przez ile lat żeglowałeś z flotą?
- Pięć lat, jak każe zwyczaj O, Wielki. Nie jestem Urodzonym w Słońcu, by chodzić po pokładach tylko przez trzy lata…
Czyli to nie była maska; tego Ray był pewien. Ten człowiek wiedział, że jest skończony, ale nie podda się bez walki. Bronił się teraz otwarcie.
- Czy słyszałeś o niejakim Sydyku?
- Tak. Był oficerem floty wyjętym spod prawa za kradzież państwowych pieniędzy.
- Był skazany na pięcioletnią, banicję. A teraz spaceruje tymi ulicami. Widziałeś go?
- Po co zadawać zagadki? - Jeden ze strażników poruszył się, jakby chciał ukarać zuchwałość więźnia. Jednak nieznaczny gest Władcy zatrzymał go na miejscu. Ciemnoniebieskie oczy Re Mu błysnęły w spokoju maski jego twarzy.
- Żadnych zagadek. Zostałeś rozpoznany przez Urodzoną w Słońcu Lady Ayna’ę, która miała powód znać dobrze Sydyka.
- Ona ma rację. Kimże jestem, by dyskutować z jednym z Urodzonych w Słońcu? Złamałem nakaz banicji. Wyślijcie mnie na otwarty rynek, jak każe prawo.
Ray zastanawiał się - czy to dlatego człowiek z Uighur był tak śmiały? Czy uważał, że był oskarżony tylko o złamanie nakazu banicji i nie podejrzewał że wiedzą o nim więcej? Czy Re Mu jednak zająłby się sądzeniem tak pomniejszego przypadku? Czy Sydyk nie podejrzewał niczego?
- Lordzie Ray’u!
Amerykanin wzdrygnął się, po czym wstał, by odpowiedzieć wskazującej nań dłoni Władcy.
- Czy słyszałeś głos tego człowieka wcześniej?
- Tak O, Wielki. To ten, o którym mówiłem.
- Jesteś gotów przysiąc?
- Jestem.
Na skinienie Re Mu, Ray wrócił na miejsce. Jeśli Sydyk podejrzewał teraz najgorsze, był na tyle uparty, czy też dobrze wyszkolony, by nic nie okazać.
- Zdrajca!
Siła tego słowa przedarła się przez niewzruszony pancerz Sydyka. Zbladł pod ciemną, morską opalenizną.
- Twój wspólnik zdradził wszystkie twoje plany. A teraz otrzyma nagrodę; taką, jaką uznają, za stosowaną ci, którzy służą Płomieniowi, a których chciał zwieść swoją obecnością, w świątyni. Wiemy, dlaczego tu przybyłeś, ty, żałosny głupcze, czy Ba–Al ci teraz pomoże? Czyjego oszukani zwolennicy podniosą choć jeden miecz w twoim imieniu? Mów otwarcie, a możliwe, że sędziów opanuje litość…
Sydyk mógł być wstrząśnięty jeszcze chwilę wcześniej, ale teraz znów stał za swą tarczą pewności siebie.
- Jeśli mam umrzeć to umrę. Ale niewiele się ode mnie dowiecie…
- Tak? - Re Mu uśmiechnął się, małym, kpiącym u-śmiechem. Widząc to Ray wzdrygnął się. Nigdy nie chciałby, żeby ktoś tak się do niego uśmiechał.
- Pójdziesz z Naacalami.
Cień przebiegł przez twarz człowieka z Uighur, po czym zniknął.
- Idę więc do Naacali. Ale wiedzcie, że będę trzymał język za zębami.