– Twoja matczyna intuicja to żaden dowód, Emily...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- Han wiedział, że żaden inny hazardzista w całej galaktyce nie ma takiego doświadczenia w odczytywaniu wyrazu twarzy jak Lando Calrissian...
- - Żaden - zgodził się Ray...
- jadalnie, korytarze, rozwija intuicję i kreatywność...
- dowd, e coraz wicej ich wida"...
- wotnych interesów Białorusi31, ponawiając ją później kilkakrotnie...
-
- Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat, Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc, że âśprzecież oni też chcieli żyćâ...
- Mimo to na ich widok czterej Neimoidianie nie tylko nie opuścili posterunku przed drzwiami apartamentu wicekróla, ale opuścili broń w geście ostrzeżenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Wspomniałeś o Sarze.
– O Sarze?
– Siostrze Jeremy’ego. Jako dawczyni szpiku. Nie może nią być.
– Powiedziałaś, że w przypadku rodzeństwa szanse na to są jak jeden do czterech.
– Tak, w przypadku pełnego rodzeństwa. Ale ich szpik całkiem się różni. Bo Sara jest tylko przyrodnią siostrą Jeremy’ego.
– Tak ci powiedziała lekarka?
– Tak.
Myronowi grunt na dobre uciekł spod nóg.
– A zatem... Greg wie?
Emily potrząsnęła głową.
– Lekarka odciągnęła mnie na bok. Na mocy wyroku sądowego jestem prawną opiekunką Jeremy’ego. Po rozwodzie Greg też może się opiekować dziećmi, ale one mieszkają ze mną. I to ja podejmuję decyzje o leczeniu.
– Tak więc Greg nadal myśli...
– Że Jeremy jest jego synem.
Myron rozpaczliwie płynął po głębi, nie widząc brzegu w zasięgu wzroku.
– Twierdzisz, że wiedziałaś o tym od początku.
– Tak.
– To dlaczego mi nie powiedziałaś?
– Chyba żartujesz. Wyszłam za Grega. Pokochałam go. Zaczęliśmy wspólne życie.
– Mimo to powinnaś mi powiedzieć.
– Kiedy, Myron? Kiedy?
– Zaraz po urodzeniu dziecka.
– Czy ty mnie słuchasz? Przecież powiedziałam ci, że nie miałam pewności.
– Powiedziałaś: matka wie, kto jest ojcem.
– Daj spokój, Myron. Kochałam Grega, a nie ciebie. Jesteś taki sentymentalny, że zażądałbyś, żebym się rozwiodła, wyszła za ciebie i żyła z tobą na przedmieściu jak w bajce, długo i szczęśliwie.
– I zamiast tego wybrałaś życie w kłamstwie?
– Wtedy uważałam, że to słuszna decyzja. Chociaż patrząc z dzisiejszej perspektywy – urwała i łyknęła kawy – w wielu sprawach postąpiłabym inaczej.
Bez powodzenia próbował przetrawić to, co usłyszał. Do kawiarni weszło kolejne stadko młodych mamuś z wózkami. Usiadły przy stoliku w kącie i zaczęły paplać o malutkich Brittany, Kyle’u i Morganie.
– Dawno rozstałaś się z Gregiem? – spytał nieco ostrzej, niż zamierzał. Tak mu się przynajmniej wydało.
– Przed czterema laty.
– Przestałaś go kochać? Cztery lata temu?
– Tak.
– Pewnie nawet wcześniej. Dawno, co?
– Tak – potwierdziła zmieszana.
– Więc mogłaś mi o tym powiedzieć. Wtedy. Przed czterema laty co najmniej. Dlaczego nie powiedziałaś?
– Skończ z tym przesłuchaniem.
– To ty rzuciłaś tę bombę. Jak mam zareagować?
– Jak mężczyzna.
– To znaczy?!
– Musisz mi pomóc. Musisz pomóc Jeremy’emu. Skupmy się na tym.
– Wpierw należy mi się kilka odpowiedzi.
Zawahała się, jakby chciała zaoponować, lecz po chwili, zrezygnowana, skinęła głową.
– Jeżeli pomoże ci to pozbyć się...
– Pozbyć się?! Jak kamienia w nerce?
– Jestem zbyt zmęczona, żeby się z tobą kłócić. Proszę bardzo. Pytaj.
– Dlaczego powiedziałaś mi o tym dopiero teraz?
Jej spojrzenie powędrowało ponad jego ramieniem.
– Raz byłam tego bliska – odparła.
– Kiedy?
– Pamiętasz, jak odwiedziłeś mnie w domu? Kiedy zniknął Greg?
Myron skinął głową. Właśnie myślał o tamtym dniu.
– Spojrzałeś na Jeremy’ego przez okno. Był na podwórku z siostrą.
– Pamiętam.
– Greg i ja walczyliśmy wtedy z sobą na noże o przyznanie opieki nad dziećmi.
– Oskarżyłaś go o znęcanie się nad nimi.
– Od razu zorientowałeś się, że to nieprawda. Zwykły kruczek prawny.
– Też mi kruczek. Następnym razem oskarż go o zbrodnie wojenne.
– A kim ty jesteś, żeby mnie osądzać?
– Mam chyba po temu wszelkie dane.
Przeszyła go wzrokiem.
– W walce o opiekę nad dziećmi nie obowiązuje konwencja genewska. Greg zachował się podle. Więc ja też. Chcesz wygrać, stosujesz wszystkie chwyty.
– Włącznie z ujawnieniem, że nie był ojcem Jeremy’ego?
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo i tak przyznano mi opiekę nad dziećmi.
– To nie jest odpowiedź na pytanie. Znienawidziłaś go.
– Tak.
– I nadal go nienawidzisz?
– Tak – odparła bez wahania.
– Więc dlaczego mu nie powiedziałaś?
– Bo bardziej niż go nienawidzę, kocham Jeremy’ego. Mogłabym zranić Grega. Pewnie z przyjemnością. Ale nie mogłabym zrobić tego synowi, odebrać mu w taki sposób ojca.
– Myślałem, że dla wygranej gotowa jesteś zrobić wszystko.
– Owszem, Gregowi, ale nie Jeremy’emu.
Mimo iż była w tym logika, Myron podejrzewał, że Emily coś przed nim ukrywa.
– Trzymałaś to w tajemnicy przez trzynaście lat.
– Tak.
– Twoi rodzice ją znają?
– Nie.
– Nie powiedziałaś nikomu?
– Nigdy.
– To dlaczego mówisz to mnie?
Pokręciła głową.
– Kpisz czy o drogę pytasz? – spytała.
Położył dłonie na stoliku. Nie drżały. Pojął, że zadaje te pytania nie tylko z czystej ciekawości. Należały do mechanizmu obronnego, były duchowymi zasiekami z drutu kolczastego, fosą broniącą dostępu rewelacjom Emily. Wiedział, że jej wyznanie gruntownie odmieni jego życie. W jego podświadomości unosiły się słowa „mój syn”. W tej chwili jednak były tylko słowami. Domyślał się, że kiedyś dotrze do niego ich sens, lecz na razie zasieki i fosa na to nie pozwalały.
– Myślisz, że chciałam ci powiedzieć? Błagałam cię o pomoc, ale nie słuchałeś. Jestem zdesperowana.
– Zdesperowana na tyle, żeby kłamać?