mogą coś zrobić...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- - Moglibyście, Procie, zrobić to nawet i teraz, choćby po to, żeby własne sumienie uspokoić...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- wytłumaczyć przywódczyni Daali, co tam naprawdę zaszło, i muszę to zrobić szybko, zanim sama wyciągnie pochopne wnioski...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- W³aœciwoœci biologiczne mog¹ staæ siê prawdziwym ograniczeniem dla JTOZWOJU uspo³ecznienia dopiero wtedy, gdy s¹ to wrodzone czy nabyte defekty samego mózgu, których...
- - Co masz zamiar zrobić z tym Rosjaninem, Sanji? Czy jego też zabijemy, żeby im dać nauczkę?- Nie...
- — Nie zamierzam zrobić panu krzywdy, panie Rook...
- Musisz to zrobić, Rachel...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
O’Mara kazał nam się pospieszyć. Poza tym mamy zamknąć hełmy i
korzystać tylko z własnych zapasów powietrza, aby uniknąć przebierania się przy zmianie
środowiska.
- Ale to zawsze tylko kilka minut... - zaczÄ…Å‚ Hewlitt. - Mniejsza z tym.
Pomyślał, że to głupi pomysł, skoro dotąd wszystkie oddziały, które odwiedzili, były -
poza dwoma - miejscami dla istot oddychających takim samym powietrzem jak oni. Ale cóż.
Być może wyjątkowe sytuacje dają się też we znaki naczelnym psychologom.
Następny oddział należał do tych nielicznych, na których leczono tylko jeden gatunek
pacjentów, podobnie jak w wodnym świecie Chalderescola. Hewlitt po raz pierwszy mógł
zobaczyć, jak wygląda Illensańczyk bez skafandra ochronnego. Nie zdumiał się, nie
wykrywszy u nikogo śladu wirusa, bo nie mógł sobie wyobrazić, aby nawet najbardziej
zdesperowany pasożyt próbował szukać schronienia w tak groteskowym ciele.
Odwiedzali oddział za oddziałem, napotykając najdziwniejszych pacjentów i nie mniej
osobliwych lekarzy. Niektórych Hewlitt nigdy dotąd nie widział. Nie mieli już czasu na
rozmowy. Ich pospieszne obchody wzbudzały różne komentarze, podobnie jak zalatujące
nadal chlorem ubrania ochronne, ale obecność Ojczulka nieco łagodziła sytuację. Nigdzie nie
trafili na istoty równie paskudne jak Illensańczycy, nigdzie nie było też dawnych ani
obecnych nosicieli wirusa. Taki sam wynik dało wpatrywanie się w pacjentów mijanych na
korytarzach.
- Zaczynam się zastanawiać, czy nie zwodzimy sami siebie tą wiarą, że potrafimy go
rozpoznać - rzekł w pewnej chwili Hewlitt. - Owszem, wyczuwamy siebie, ale może nikogo
poza tym? W ogóle coś jest tu nie tak. Nie wiem dokładnie, co, ale mam nadzieję, że ty mi to
powiesz.
Lioren zatrzymał się tak gwałtownie, że Hewlitt musiał się cofnąć trzy kroki. Opuścili
już chyba poziomy medyczne, bo co rusz spotykali kogoś z działu eksploatacji, więcej było
też przejść do tuneli inspekcyjnych, zawsze oznaczonych symbolami informującymi, co jest
po drugiej stronie: stacja przekaźnikowa, wymiennik ciepła czy coś jeszcze. Na włazie nad
ich głowami widniał nawet znak radioaktywności. Ciekawe, jaki tam był oddział?
- Jesteś zmęczony? - spytał Ojczulek.
- Nie. Chcesz zmienić temat?
- Jak już wiesz, pracowałem tu kiedyś jako lekarz... Tak czy owak, znam fizjologię
Ziemian na tyle dobrze, by wiedzieć, ile mogą znieść. W tej chwili powinieneś być już
zarówno głodny, jak i zmęczony. Mój następny i ostatni pacjent należy do klasy VXTM.
Żywi się twardym promieniowaniem i jako taki jest całkiem nieprzydatny dla wirusa. Jest też
terminalnie chory i odwiedzam go, bo prosił, aby zaglądać do niego jak najczęściej. Możesz
wykorzystać sytuację i już teraz pójść coś zjeść i odpocząć.
- Nie jestem zmęczony - powtórzył Hewlitt. - Zapomniałeś już, co zostawił nam
wirus? Idealny stan zdrowia, doskonałą wydolność i zwiększoną odporność na zmęczenie.
Czy dobrze zakładam, że mimo dużej aktywności ty też jesteś teraz w lepszym stanie niż
zwykle?
- Nie lubię z tobą dyskutować - powiedział Ojczulek. - Szczególnie wtedy, gdy masz
rację. Jak teraz. Mam zbyt wiele na głowie, aby pamiętać o drobiazgach. Ale niech będzie, że
nie jesteśmy tak zmęczeni, jak powinniśmy.
Wyraźnie zirytował Liorena. Być może wcześniejsze religijne spory też miały z tym
coś wspólnego. Hewlitt spróbował go przeprosić.
- Chyba zbyt często się dotąd wykłócałem - powiedział. - Zwykle z lekarzami, którzy
byli pewni swego i nie chcieli mnie słuchać. Prawdopodobnie weszło mi to w krew.
Przepraszam. Jeśli masz osobiste albo religijne powody, dla których nie powinienem
towarzyszyć ci w tej wizycie, powiedz tylko. Sądzę jednak, że jeśli dotąd sprawdzaliśmy
wszystkich razem, powinniśmy być konsekwentni i tak samo dokończyć pracę, nawet gdyby
to była strata czasu.
Ojczulek nie odpowiedział. Hewlitt zaśmiał się i dodał:
- Poza tym, jeśli uważasz Telfi za potencjalnych nosicieli, co z metanowymi SNLU?
Czy wirus mógłby przetrwać w temperaturze bliskiej absolutnego zera? I dlaczego
inteligentny wirus miałby pragnąć takiego gospodarza?
Lioren nie poczuł się rozbawiony.
- Nie wiem dość o jego motywach, by spekulować, czego może chcieć albo nie. Jeśli
pamiętasz odkrycia dokonywane na twoim rodzinnym świecie, sam przyznasz, że trafiano tam