– Coś nie tak, panie Malfoy? – zapytała nauczycielka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- bool move_uploaded_file (string filename, string destination)msqlZwraca dodatni identyfikator wyniku zapytania mSQL, lub False w przypadku wystąpienia...
- — Gdzie jesteĹ›my? — odwaĹĽyĹ‚am siÄ™ zapytać...
- – Co, trupia gĹ‚owa? – zapytaĹ‚ Legrand...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaĹ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- – Ja tu gadam, a nie zapytaĹ‚em wcale, jak ci siÄ™ udaĹ‚o powstrzymać czarnych jeĹşdĹşcĂłw?– Jestem furtianem, Wasza Wysokość...
- – Co to jest wrogość? – zapytaĹ‚ na jednym z wykĹ‚adĂłw terapeuta MojĹĽesz alias Ja Alkohol...
- — O co chodzi? — zapytaĹ‚ Pawldo, podejrzewajÄ…c, ĹĽe oto spokojny poranek dobiegĹ‚ koĹ„ca...
- — A czy byĹ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaĹ‚ szakal...
- Nabonidus, trzęsąc się jak liść osiki, cofnął się i uchwyciwszy kurczowo ramię Conana zapytał szeptem:- Człowiecze, czy odważysz się wystawić swój...
- Przeczytał im krótkie urywki ze swojej rozmowy z Bayardem, z diariusza Madeleine i zapytał: - Czy zgadzamy się więc, że dowodzi to stabilnej, ale bardzo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Wszystko w doskonałym porządku, pani profesor – odpowiedział spokojnie Ślizgon.
– Zatem proszę wrócić do ćwiczeń – zarządziła.
Ron wciąż był czerwony jak burak, kiedy ponownie zaczęli rzucać zaklęcia.
– Byłeś świetny, stary. – Harry klepnął przyjaciela w plecy.
– Jasne – mruknął tylko rudzielec.
– Naprawdę – poparła Harry’ego Hermiona i uśmiechnęła się do Rona promiennie.
Gdyby tylko to było możliwe, rudzielec zaczerwieniłby się jeszcze bardziej.
– I tak ostatnie słowo należało do Malfoya – marudził Ron.
– Ale to my wyszliśmy na swoje – zauważyła dziewczyna.
– Dzięki twoim pięciu punktom – przypomniał jej.
– Dzięki ciszy, która zapadła przez ciebie – dodała.
Harry pokręcił głową z dezaprobatą i uśmiechnął się pod nosem. Przyjaciele byli niemożliwi. Wszystko jedno czy się sprzeczali, czy prawili sobie uprzejmości, zawsze musieli się w pewien sposób kłócić.
– Lupin dawał nam jakieś znaki – odezwał się przyciszonym głosem, kiedy wreszcie skończyli. – Jak myślicie, co miał na myśli?
– Że stało się coś złego z Tonks? – podsunął Ron.
– McGonagall wydaje się mieć odrobinę lepszy humor niż poprzednio. A w każdym razie na pewno nie gorszy. Nie mogło to być coś bardzo złego – zauważył Harry. – Może po prostu chciał nam w ten sposób powiedzieć, że się nie znalazła? Co o tym myślisz, Hermiono?
Dziewczyna milczała przez chwilę.
– A mnie się wydaje, że po prostu chciał nam dać do zrozumienia, żebyśmy nie zadawali publicznie żadnych pytań – odpowiedziała.
– Tak, to możliwe. Będziemy do niego musieli pójść po lekcjach.
Przyjaciele przytaknęli i wrócili do zajęć, bo McGonagall zaczęła spoglądać na nich surowo.
Kiedy lekcja dobiegła końca, byli tak zaaferowani sprawą Lupina, że nikt z nich nie pamiętał już o Malfoyu. Tymczasem Ślizgon stał w rogu klasy, otoczony swoją nieodłączną świtą i przyglądał się Harry’emu z niezbadaną miną, dopóki ten nie zniknął mu z oczu.
***
– Witaj, Harry. – Lupin stanął w drzwiach swoich kwater i uśmiechnął się nieco z przymusem.
– Cześć, Remusie. Przyszliśmy z tobą porozmawiać.
Mężczyzna przeniósł wzrok z Harry’ego na jego przyjaciół.
– Hermiono, Ron... nie zauważyłem was – dodał przepraszająco w kierunku pary.
– Możemy wejść? – zapytał Harry.
– Nie macie już żadnych lekcji? – Lupin wciąż stał w progu, uniemożliwiając wejście do środka.
– Właśnie skończyliśmy – odpowiedział nieco zaskoczony pytaniem.
– Właściwie... to nie jest najlepszy moment – przyznał Remus z zakłopotaniem.
Już mieli się wycofać, kiedy z wewnątrz doleciał ich kobiecy głos.
– Niech wejdą. Nie będą przeszkadzać. Prawie skończyłam.
Harry zmieszał się.
– Masz gościa, może rzeczywiście przyjdziemy później…
– Remmy, niech wejdą. Chętnie sobie obejrzę twojego Harry Pottera – powtórzył nieznajomy głos.
Teraz Harry był już pewny, że powinni przyjść później. Wcale nie miał ochoty znów stanowić eksponatu do oglądania i odpowiadania na pytania o bliznę. Zreflektował się jednak za późno. Lupin zrobił zapraszający gest i przyjaciele właśnie przekroczyli próg, więc, chcąc nie chcąc,podążył za nimi.
W salonie śmierdziało siarką, a na stoliku leżało mnóstwo małych fiolek z kolorowymi płynami. Tuż obok, na drewnianym krześle siedziała młoda kobieta, o czarnych włosach, upiętych w kok i dziwnym tatuażem na środku czoła, wyglądającym jak jakiś runiczny znak. Z urody przypominała nieco bliźniaczki Patil.
– To jest Ikshtat, moja znajoma z dawnych lat – przedstawił kobietę Remus. – A to...
– Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger. Tak, wiem o tym, Remmy.
Trójka przyjaciół wpatrywała się w dziwną kobietę w osłupieniu. To, że ktoś rozpoznawał Harry’ego, wcale ich nie zaskoczyło, ale rzadko kto znał imiona i nazwiska jego przyjaciół.
– Mnie moje kryształowe kule mówią więcej, niż jesteś skłonny wierzyć, Remusie – odezwała się ponownie Ikshtat. – Powiedz im lepiej, kim jestem i co tutaj robię, bo zaraz sobie pomyślą, że mają przed sobą jakąś złą wiedźmę z bajek dla niegrzecznych dzieci.
– Gdybym ci nie wierzył, nie sprowadziłbym właśnie ciebie – odezwał się Lupin.
– Tonący brzytwy się chwyta, kochaniutki. Dobrze ci radzę, dokonaj prezentacji do końca, bo dzieciaki gotowe stąd uciec.
– Jesteś Zaklinaczką Ostatniego Wspomnienia – wtrąciła się niespodziewanie Hermiona, a chłopcy spojrzeli na nią z niedowierzaniem.
– A to ciekawe. – Ikshtat przyjrzała się uważnie Hermionie. – Skąd o tym wiesz?
– Twój tatuaż na czole to Runa Przynależności.
Harry i Ron wymienili ze sobą znaczące spojrzenia.
– Och, teraz pojmuję. To dlatego twoja obecność obok Wybrańca jest taka ważna... – Kobieta zamyśliła się.
– Nie rozumiem – odpowiedziała Hermiona.
Ikshtat uśmiechnęła się.
– To nieistotne. W każdym razie zapewne domyślasz się, dlaczego Remus mnie tu sprowadził.
– Potrafisz odnaleźć ostatnie wspomnienie w umyśle umarłego – odparła bez wahania Hermiona.
– Dokładnie. Pod warunkiem, że nie minęły jeszcze dwadzieścia cztery godziny od jego śmierci.
– Niestety spóźniłem się – dodał cicho Remus. – Zbyt wiele czasu zajęły mi poszukiwania...
– Jak dawno umarł Moody? – zapytała Hermiona. – Nic nie da się już zrobić?
– Jak widzisz, wciąż próbuję – Ikshtat wskazała ręką fiolki, rozłożone na stoliczku. – Chyba jednak rzeczywiście przyszłam zbyt późno. Strzępki wspomnień, jakie udało mi się wydobyć z waszego przyjaciela, za nic nie chcą złożyć się w obrazy.
– Nigdzie nie widzę myślodsiewni – zauważył Harry.
– Słuszna uwaga – pochwaliła kobieta. – Ale żeby użyć myślodsiewni, musiałabym najpierw poskładać to, co mam, w jeden obraz. Jedno czytelne wspomnienie, które będzie się dało wlać do środka i obejrzeć. Do tego służy mi moja Sieć.
– Ta pajęczyna? – zapytał z niedowierzaniem Ron, wskazując na rozpiętą w powietrzu, mieniącą się perliście plątaninę cieniutkich nitek.
– Tak, dokładnie ta pajęczyna – przyznała z rozbawieniem Ikshtat, podnosząc ze stołu jedną z fiolek i wylewając jej zawartość na dziwaczną sieć.
Pajęczyna wydała cichutki syk, zamigotała parę razy, po czym dosłownie rozpłynęła się, pozostawiając po sobie jedynie delikatną mgiełkę, która również po paru sekundach się rozwiała.