24 Mimo obolałości wszystkich członków, nasz rycerz był ożywiony i pewny siebie; i chociaż ciało jego przed chwilą domagało się podniesienia z...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- 187moemy przyj jako zasad, e kady kraj wymieniony wrd owych affines lea na zewntrz granic tego pastwa, jako jego bok" (tatu] Kierujc si t zasad,...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kiedy posuwali się dalej w kierunku znakomitej przełęczy Psia Łapa, gdzie,
jak twierdził Don Kichot, niepodobna uniknąć rozlicznych przygód, ponieważ miejsce to do
przygód jest wprost stworzone, jedynym zmartwieniem, któremu dawał wyraz, była powtórna
strata kopii. Ale od czegóż rozległa wiedza i żywy koncept Don Kichota! Wnet poweselał,
przypomniał sobie bowiem, iż pewien rycerz hiszpański, Diego Perez de Vargas, kiedy złamał
mu się miecz, chwycił grubą gałąź dębową i pozabijał nią tylu wrogów, że nazywano go
odtąd, jak również jego potomków: Vargas-Maczuga.
– I ja też – oznajmił Don Kichot – będę walczył maczugą i dokonam nią takich czynów, że
mogąc być ich świadkiem, poczujesz się najszczęśliwszym giermkiem pod słońcem.
– Bardzo chętnie – zgodził się Sanczo – ale czemu to, wasza zabójczość, tak nierówno
siedzicie w siodle, nie całą przeznaczoną do tego częścią, tylko jej brzeżkiem? Czy reszta, na
której nie ważycie się usiąść, tak was, Boże uchowaj, boli?
– Błędnym rycerzom – wyjaśnił Don Kichot – nie wolno skarżyć się na ból, choćby
rozpierał ich od pięt aż po czubek głowy.
– Bardzo byłbym nierad – przyznał się Sanczo – gdyby i giermków dotyczył ten zakaz. Bo
jak mnie boli, to lubię sobie ponarzekać, a myślę, że i wam by ulżyło, gdybyście odrobinę
jęknęli.
Don Kichot zapewnił Sancza, że giermka zakaz skarżenia się nie dotyczy.
– To dobrze – powiedział Sanczo – bo teraz na przykład żołądek boli mnie z głodu. Ale
bardziej jeszcze od narzekania smakowałoby mi śniadanie.
I znowu Don Kichot nie oponował przeciwko zdrowym popędom giermkowej natury,
chociaż sam nie odczuwał głodu. Jechali tedy dalej i Sanczo rozpierając się na ośle jak na
ławie w gospodzie, zajadał, co tam miał w sakwach, i popijał z bukłaka zabrane w drogę
domowe wino. Pod wpływem tego popijania wydało mu się niebawem, że faktycznie miła to
rzecz i wesoła, taka wyprawa z błędnym rycerzem w poszukiwaniu przygód, i choćby nawet
na wyspę wypadło jeszcze nieco poczekać, to i tak co użyje sobie, tego mu już nikt nie
odbierze. W ten sposób posuwali się aż do zmierzchu. Noc spędzili w lesie pod drzewami:
Don Kichot oka nie zmrużył, oddając się rozmyślaniom o pani swego serca, dla której chwały
stoczył był minionego dnia zwycięską bitwę z hufcem olbrzymów, Sanczo Pansa natomiast
chrapał jak suseł, a czy śniło mu się coś, nie wiadomo, bo obudzony nic na ten temat nie
mówił.
Don Kichot o brzasku ułamał prostą gałąź z drzewa i przemyślnie nasadził na nią grot ze
zniszczonej kopii. Następnie, widząc, że giermka nie budzą ani promienie słońca, ani ptasi
świergot, potrząsnął nim i Sanczo otworzył oczy, sięgając jednocześnie po bukłak, dużo
chudszy, niestety, niż poprzedniego wieczora. To go trochę zafrasowało, ale nie tak bardzo,
bo coś niecoś mimo wszystko chlupotało jeszcze w skórzanym worze. Powitał więc nowy
dzień popijaniem i zakąszaniem, nie tracąc nadziei, że po tak sympatycznym początku nastąpi
równie dobry ciąg dalszy. Don Kichot znowu zrezygnował z posiłku, swoim zwyczajem
karmiąc się myślami o Dulcynei, jak również o czynach, których dokonał i miał zamiar
dokonać. Kiedy wreszcie Sanczo skończył śniadanie, ruszyli w dalszą drogę ku znakomitej
przełęczy Psia Łapa, gdzie, jak wiemy, spodziewali się doznać kolejnych przygód i,
zaprawdę, nie mieli się zawieść, chociaż najsłynniejszej przygody z wiatrakami udającymi
olbrzymów czy też olbrzymami zamienionymi w wiatraki te następne nie mogły tak łatwo
zaćmić.
25
Rozdział dziesiąty, poświęcony przygodom Don Kichota i Sancza
Pansy na przełęczy Psia Łapa
Dojeżdżając do obiecującej przełęczy, Don Kichot nie bez trudu obrócił się w siodle, by
uprzedzić Sancza, że choćby ujrzał, jak pan jego słania się pod ciosami z lewa i z prawa, sam
za miecz chwytać nie ma prawa, osobom bowiem nie należącym do najszlachetniejszego