znamieniem odwagi cywilnej i wiary w słuszność bronionej sprawy, a piętnowanie zła obowiązkiem dobrego obywatela kraju...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wpływ duchów na sprawy życioweCzy duchy mają wpływ na wypadki naszego życia?"Z pewnością, wszak są naszymi doradcami...
- I po cóż to wszystko, po cóż te wyrzeczenia dla sprawy tak od początku przegranej? Jakby z odkrytej karty czytać było można...
- drcu, iż barzo rad patrzał na ty swowolne a wszeteczne krotofile a sprawy ludzkie, to się im uśmiawszy a nadziwowawszy zasię, to po woli dyscypułum przyszedszy,...
- W religiach, które utraciły moc wiary, bogowie stają się tylko figurami retorycznymi, ornamentami dla ludzkiej samotności lub obrazami zdobiącymi ściany...
- wymienionemu mężowi, jak długo będzie w Rzymie, szesnaście bo- chenków dobrego chleba żołnierskiego, czterdzieści bochenków żoł- nierskiego...
- Osoby te są bardzo wrażliwe na piękno, sprawy intelektualne i sztukę...
- W Polsce wprowadza si dopiero, i z oporami, zasady pastwowej suby cywilnej, w zwizku z czym zmiany polityczne na szczytach wadzy czsto pro- , wadz rwnie do...
- pan wie, prowadzę przede wszystkim sprawy rozwodowe...
- poprzez stymulowanie dodatkowego importu kosztownych dóbr nie wytwarzanych w kraju oraz w transferach kapitału zagranicę...
- proporcje finansowania krajowego i zagranicznego muszą być ustalaneodrębnie dla każdego kraju, ponieważ w różnych warunkach występująróżne...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wieczorem wybierał się do teatru z panną Lusią. Z rozczuleniem myślał, że będzie siedział
obok niej i będzie mógł przez kilka godzin patrzeć na jej subtelny, pastelowy profil, na jej
jasne włosy i świeże, lekko wypukłe usta. Nie spotkał jeszcze nigdy w życiu kobiety tak
zachwycającej pod każdym względem.
Kończył właśnie toaletę, gdy stary Piotr oznajmił, że przyszła panna Bulkowska.
Józef tak daleko był myślami od niej, że potrzebował długiej chwili koncentracji uwagi, by
zdać sobie sprawę, że to Natka.
U ciotki Michaliny nie był od kilku miesięcy. Małe ubogie mieszkanko z ulicy Freta
wyblakło w jego pamięci, straciło kształt rzeczywistości, wymazało się samo.
– Prosić, oczywiście, prosić!...
Do pewnego stopnia czuł się winowajcą wobec tych dwóch krewnych. Życie go odsunęło
od nich, ale przecież powinien był zadać sobie przymus i odwiedzać je jak dawniej.
Spojrzał na zegarek. Jeszcze nie było siódmej. Miał godzinę czasu. Pogawędzi z Natką
możliwie najserdeczniej, najcieplej.
Bardzo się postarzała. Wyglądała nieśmiało i prowincjonalnie. Przywitał ją z udawaną
wesołością, na swobodę jednak zdobyć się nie mógł. Pytał o zdrowie matki, tłumaczył się
nawałem zajęć i obowiązków, napomknął o gotowości służenia pomocą w razie potrzeby.
– Nie myśl, Józiu – potrząsnęła głową Natka – że przyszłam cię prosić o pieniądze.
– Ależ nie trzeba w ogóle prosić – pogładził ją po ręku – dość po prostu powiedzieć,
przecież między nami, tak bliskimi sobie...
63
– Nie, nie... Przyszłam... przyszłam, bo... mi bardzo źle... na świecie...
– Dlaczego ci źle? – zapytał z obawą.
– Samotna jestem... Józiu, żebyś ty wiedział jaka ja jestem samotna...
Ze starej, niemodnej torebki wydobyła drżącymi rękoma chusteczkę i szybko ocierała
oczy.
Cóż jej mógł na to powiedzieć?
– Strasznie stęskniłam się za tobą – mówiła patrząc w dywan – i tak sobie myślałam, że
cóż mi po życiu... Jak to było dobrze, kiedyś ty u nas mieszkał...
Józef spojrzał na nią z przestrachem:
– Zwariowała– pomyślał.
– Nikt mnie nie kochał – ciągnęła urywanym głosem – nikt oprócz ciebie... i tak sobie
myślałam, że po prostu przyjdę do ciebie i powiem...
Zagryzła blade wargi i wybuchnęła płaczem.
– Natko! Uspokój się– westchnął.
Wyglądała tak żałośnie i biednie. Usiadł przy niej na kanapie.
– Nie płacz, Natko, to nerwy. Uspokój się.
Pochyliła się na jego ramię. Łzy spływały jej po rękach i spadały mu na gors sztywnej
koszuli.
Ładna historia – pomyślał – trzeba będzie koszulę zmienić!
Natka nad tym się nie zastanawiała. Sugestia wspomnień była tak silna: kozetka pokryta
czerwonym pluszem i on tuż przy niej. Na lata, których tyle minęło, trzeba przymknąć oczy,
nie było ich...
Jej ręce teraz go nie wypuszczą. Za długo czekała, za bardzo pragnęła.
– Józiek, mój słodki Józiek.
– Przestań, Natka... – próbował ją odsunąć, ale było to niemożliwe.
Tym bardziej, że i jemu udzieliła się sugestia, wzmocniona tym, że w ostatnich czasach żył
zbyt cnotliwie jak na trzydziestokilkuletniego mężczyznę.
Gdy Natka wyszła, musiał przebrać się i to w rekordowym tempie. Gors był nie tylko
poplamiony łzami, lecz i wygnieciony zupełnie. Smoking powalany pudrem, a spodnie
zmięte. Nie było rady i wziął ubranie wizytowe.
– Ostatecznie – reflektował swój zły humor – i tak będzie przyzwoicie, a dla rodziny
przecież można się czasem poświęcić.
Lusia zupełnie gotowa czekała nań, stojąc w przedpokoju i rozmawiając z panią
Szczerkowską.
Zaczął tłumaczyć się i prosić o wybaczenie, że musiała nań czekać, lecz obie panie zbyły
wszystko miłymi żartami.
– Teraz jednak spieszmy się – wołała wesoło Lusia, zbiegając ze schodów.
Jaka ona jest zgrabna – pomyślał Józef z zachwytem.
Gdy znalazł się obok niej w samochodzie, wyciągnęła doń rękę:
– Niech pan zapnie, zawsze z tym guzikiem mam kłopot.
Zapiął i zanim zdążył stwierdzić, że postępuje nietaktownie, pocałował małe różowe
serduszko dłoni, jedyne nie osłonięte rękawiczką miejsce na tej ręce, która niewątpliwie była
najpiękniejszą z rąk, jakie kiedykolwiek istniały na świecie. A że właśnie ręka ta została
widocznie zapomniana przez jej właścicielkę, popełnił drugi nietakt i znowu pocałował.
Natura ludzka ma tę słabą stronę, że raz uległszy pokusie, już zatrzymać się nie umie. Józef