Ulegając prośbom Doriana, Tom i Mansur podtrzymali go, by mógł ucałować ostatni raz usta żony...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Już ja ją przezpiecznie odeślę albo i sama odwiozę – mówiła mu Baśka – prędzej zaś sama odwiozę, bo raz w życiu chciałabym widzieć całe...
- Eliza Orzeszkowa-Gloria Victis Geneza „Gloria victis” została wydana po raz pierwszy w zbiorze nowel Orzeszkowej w Wilnie w 1910 roku...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Nie masz te,nie masz adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod oboki drugiLatajc,musi nadweredzi fugi;Wpadszy w najgbsze na ostatek...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- - Moglibyście, Procie, zrobić to nawet i teraz, choćby po to, żeby własne sumienie uspokoić...
- Szczegowa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
- - Jeśli zmusimy je do dalszej jazdy, wpadną w panikę!Przesyłając uspokajające impulsy, usiłowałem utrzymać zwierzęta pod kontrolą przez ostatnie pół...
- Wszystkie te przeobrażenia dokonywały się w ciągu bardzo długiego okresu, warto tu jednak zaznaczyć, że pomimo wielkich cywilizacyjnych postępów ostatnich...
- Jeszcze większą, niż dla fanatyków religijnych, bonanzą stała się Maszyna dla ludzi związanych z przeżywającym ostatnio ciężkie chwile przemysłem...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Potem
Dorian ściągnął z palca złoty pierścień, symbol jego ślubnej przysięgi. Pierścień zszedł z trudem, gdyż Dorian
nigdy przedtem go nie zdejmował. Mansur pomógł ojcu włożyć go na delikatny palec Jasmini. Był za duży, lecz
Dorian zwinął palce żony, tak aby pierścień się nie zsunął.
- Idź w pokoju, ukochana. I niech Allah przyjmie cię na swoje łono.
Tak jak przewidywał Tom, wysiłek i żal wyczerpały Doriana, który osunął się na materac. Jasna świeża krew
przesiąkła przez bandaż na jego piersi.
Zanieśli Jassie do grobu i ułożyli ją ostrożnie. Tom i Mansur nie dopuścili nikogo do wyczerpującej pracy
zasypywania ciała ziemią. Sarah położyła na twarzy Jasmini jedwabny szal i stanęła z boku, czekając, aż
skończą. Potem wzięła męża i Mansura za ręce i poprowadziła z powrotem do obozu.
Tom i Mansur udali się prosto do drzewa, do którego przywiązany był Kadem. Tom zmarszczył złowieszczo
brwi, stojąc nad więźniem, z rękami na biodrach. Na głowie Kadema widać było duży guz, ślad po uderzeniu
lufą pistoletu Toma. Na pękniętej skórze już zaczął się tworzyć strup. Arab jednak odzyskał przytomność i
patrzył na Toma nieruchomym spojrzeniem fanatyka. Zjawił się Batula i padł przed Tomem na twarz.
- Panie, zasłużyłem na twój gniew. Twoje zarzuty są słuszne. To ja wstawiłem się za tą kreaturą i
sprowadziłem ją do twojego obozu.
- Tak, Batulo, zawiniłeś. Do końca życia będziesz musiał odkupywać tę winę. Możesz je nawet stracić.
- Twoja wola, panie. Jestem gotów spłacić dług - odrzekł pokornie Batula. - Czy mam teraz zabić tego
świniożercę?
- Nie, Batulo. Wpierw musi nam powiedzieć, kim naprawdę jest i kim jest ten, który przysłał go, żeby
dokonał tej nikczemnej zbrodni. To może być trudne. Poznaję po oczach, że ten człowiek nie żyje w ziemskiej
sferze, tak jak inni ludzie.
- Rządzą nim demony - zgodził się Batula.
- Zmuś go do mówienia, lecz dopilnuj, żeby nie umarł, zanim przemówi - przestrzegł Tom.
- Jak rozkażesz, panie.
- Zabierz go w jakieś odległe miejsce, żeby jego wrzaski nie straszyły kobiet.
- Pójdę z tobą, Batulo - odezwał się Mansur.
- Nie, młodzieńcze. To będzie krwawa robota. Nie chciałbyś na to patrzeć.
- Księżniczka Jasmini była moją matką - odparł Mansur. - Nie tylko będę patrzył, będę rozkoszował się
każdym jego wrzaskiem i każdą kroplą krwi, która z niego wypłynie.
Tom spojrzał nań ze zdumieniem. Nie był to już ten beztroski i uroczy chłopiec, którego znał od maleńkości.
Miał przed sobą twardego mężczyznę, który w ciągu jednej godziny przekroczył próg dorosłości.
- Idź więc z Batula i Kumrahem - zgodził się wreszcie. - I słuchaj uważnie, co mówi Kadem al-Jurf.
Zanieśli więźnia do szalupy i popłynęli w górę strumienia, ponad milę od obozu; tam znaleźli drzewo i
przywiązali go do niego łańcuchem. Owiązali mu głowę skórzanym rzemieniem, który owinęli ciasno wokół
pnia, tak żeby wpił się w skórę i uniemożliwił jakikolwiek ruch. Mansur zapytał go o prawdziwe imię, lecz
Kadem tylko na niego splunął. Młodzieniec spojrzał na Batulę i Kumraha.
- To, co musimy teraz zrobić, jest sprawiedliwe. Zaczynajmy, w imię Boga - rzekł.
- Bismillah! - odpowiedział Batula.
Mansur został przy więźniu, a kapitanowie poszli do lasu. Wiedzieli, gdzie szukać, więc w ciągu godziny
znaleźli gniazdo wojowniczych mrówek. Owady, jasnoczerwone, nie większe od ziarenka ryżu, miały
błyszczące głowy uzbrojone w parę jadowitych wyrostków. Uważając, żeby nie zranić mrówek, a jednocześnie
unikając ich ukłuć, Batula wyjął owadzich żołnierzy z gniazda bambusowymi szczypcami.
Gdy wrócili, Kumrah ściął pustą w środku trzcinę nad strumieniem i ostrożnie wsunął jeden koniec w ucho
Kadema, tak głęboko jak się dało.
- Przyjrzyj się temu małemu owadowi - rzekł Batula, podnosząc szczypce z mrówką. - Ukąszony przez niego
lew zwija się z bólu na ziemi, rycząc wniebogłosy. Powiedz mi, ty, który nazywasz się Kademem, kim jesteś i
kto cię przysłał, żebyś popełnił tę zbrodnię?
Kadem popatrzył na wiercącego się owada, na którego głowie lśniła maleńka kropelka jadu. Wydzielał ostrą
woń, doprowadzającą inne mrówki do szału.
- Jestem prawdziwym wyznawcą Proroka-odparł Kadem - i przysłał mnie Bóg, bym spełnił jego zamierzenie.
Mansur skinął głową na Batulę.
- Niech mrówka wyraźniej uzmysłowi pytanie prawdziwemu wyznawcy Proroka.
Kadem zwrócił oczy na Mansura i chciał znów splunąć, lecz ślina wyschła mu w ustach. Batula umieścił
mrówkę w otworze trzciny i zatkał go zaostrzonym drewnianym patykiem.
- Będziesz słyszał, jak mrówka schodzi w głąb - powiedział. - Jej kroki będą dudnić niczym końskie kopyta.
Później poczujesz, jak kroczy w jamie bębenkowej. Jej ostre czułki dotkną błony ucha wewnętrznego. A potem
cię ukąsi.
Obserwowali twarz Kadema. Jego usta skrzywiły się, a gałki oczu przewróciły, ukazując białka. Mięśnie
twarzy drgały straszliwie.
- Allahu! - szepnął. - Uzbrój mnie przeciwko tym świętokradcom!
Pot trysnął z porów skóry jak krople monsunowego deszczu; Kadem próbował trząść głową, słysząc w uchu
tysiąckrotnie wzmocnione bębnienie nóg mrówki. Lecz rzemień był niczym imadło.
- Odpowiadaj, Kademie - rzekł Batula. - Mogę jeszcze wypłukać mrówkę wodą, zanim ukąsi. Ale musisz