Dodatkowego egzaminu nie planowano, więc Harmon mógł zaspokoić ciekawość, przekonać się co do zdolności Keogha i jednocześnie uniknąć zamieszania...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- Tak więc nie można też ustalić, czy pewne rodzaje literackie ukształtowały się raczej pod naciskiem zjawisk realnych, czy raczej — norm kulturowych jako...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Rwnoczenie kocha ono rodzica-rywala spostrzegajc go jako osob wszechpotn i wszech-wiedzc, a wic rwnie o skrytych pragnieniach dziecka...
- – I kto o to pyta, taki ostrożny urzędas, jak ty? Nikogo nie napotkaliśmy, więc z nikim nie walczyliśmy – odparł sztywno rycerz...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- Nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo, więc Strażnik Księżyca zaczął zsuwać się po prawie pionowym stoku przed jaskinią, wstrzymywany jedynie przez...
- Tak więc w niedzielę późnym rankiem wysłałem do Akeleya depeszę zawiadamiając go, że przyjadę do Brattleboro w najbliższą środę - 12 września - o ile ten...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Z zadumą obserwował, jak chłopiec pracuje nad papierami.
Miał godzinę czasu na każdy temat i dziesięciominutowe przerwy dla odpoczynku. Pierwszy był test z angielskiego, potem matematyka.
Keogh pracował ciężko. Marszczył brwi, gryzł ołówek, pisał przepisywał. Gdy upłynął czas, jeszcze nanosił poprawki. Zadania z matematyki z pewnością zbity go z tropu, co chwila to próbował coś pisać, to odkładał pióro. Przez chwilę skrobał zawzięcie, zaraz prostował się i patrzył w okno, blady i spokojny. Wyglądał na zmęczonego.
Nagle zaczął pisać jak natchniony. Harmon rozumiał jego napięcie i podniecenie - pytania były bardzo trudne. Sześć zadań, wykonanie każdego z nich zajęłoby piętnaście minut, gdyby chłopak był zaawansowany w programie.
Jednego Harmon nie mógł zrozumieć; dlaczego Keogh tak się męczył? Dlaczego przystępował do szaleńczych ataków na kartkę papieru, tylko po to, by za chwilę opaść z sił? O czym tak dumał, patrząc w okno? Gdzie błądziły jego myśli, gdy na twarzy pojawiał się wyraz rozmarzenia, oddalenia?
Dyrektor spojrzał na zegarek, minęło trzydzieści pięć minut. Keogh oparł się znowu, opuścił ramiona, oczy miał na pół przymknięte. Harmon cicho wstał i przeszedł po sali. Stary, ścienny zegar tykał miarowo. Harmon podszedł do chłopca i spojrzał mu przez ramię, oczy mu się rozszerzyły ze zdumieniem, pochylił się, by lepiej zobaczyć. Keogh usłyszał jego zdziwiony szept, ale nie zareagował. Siedział spokojnie, patrząc na strugi deszczu spływające po szybach.
Harmon po chwili wrócił do swojego biurka, otworzył szufladę i wyjął rozwiązania zadań. Okazało się, że uczeń odpowiedział poprawnie na wszystkie zadania. Co więcej, rozwiązał je z minimalną ilością obliczeń na brudno, prawie zupełnie omijając znane wzory.
Dyrektor Harmon wziął długi, głęboki oddech. Osłupiały wpatrywał się w wydrukowane odpowiedzi. Ogrom obliczeń, sprawnie przeprowadzonych rozwiązań. Ostrożnie włożył papiery z powrotem do szuflady. Gdyby nie to, że był tu przez cały czas, podejrzewałby, że chłopak oszukuje. Ale przecież nie opuścił sali ani na chwilę! Więc... co to ma znaczyć?
Intuicja. Howard Jamieson nazwał Keogha intuicyjnym matematykiem. Harmon chciał przekonać się jak działa ta intuicja podczas następnej części egzaminu.
Postanowił porozmawiać z Jamiesonem i George’m Hannantem, który pierwszy zwrócił uwagę na talent chłopca.
Keogh był po prostu genialny - nauczyciele mieli rację, nie wiedzieli tylko, że jego “geniusz” zmierzał w zupełnie innym kierunku, niż ktokolwiek mógł podejrzewać.
Jack Harmon był niskim, tłustym, owłosionym mężczyzną. Był szpetny, ale promieniował dobrocią. Miał naturę poprawnego dżentelmena i bystry umysł.
W młodości znał ojca Georga Hannanta, który w tym czasie był dyrektorem w Harden i nauczał matematyki. Harmon pracował wtedy w małej szkółce w Morton, innej górniczej wiosce. Przez te wszystkie lata spotykał się z młodym Hannantem i patrzył jak dorośleje. Nie zdziwił się, gdy w końcu podążył w ślady ojca. Nie mógł żyć bez szkoły.
“Młody Hannant” - tak zawsze myślał o nim. Śmieszne, bo George już od dwudziestu lat był nauczycielem.
Harmon wezwał go do swojego college’u w Hartlepool, aby porozmawiać o utalentowanym uczniu. Spotkali się tuż po egzaminie. Harmon mieszkał nieopodal i zaprosił młodszego kolegę na lunch. Jego żona widząc, że rozmawiają o sprawach zawodowych podała posiłek i wyszła.
- Mam nadzieję, że nie obraziłeś się, że wezwałem cię w ten sposób. Wiem, że masz dużo roboty u Howarda.
- Nie ma sprawy. On sam mnie dziś zastępuje. Lubi się czasami tym zajmować! Mówi, że “tęskni” za zwykłymi lekcjami i w każdej chwili zamieniłby swój gabinet na klasę pełną chłopców.